Aby znaleźć drogę najpierw trzeba ją zgubić

Wczoraj miałem pomysł. Pomyśl był taki, aby sprawdzić kilka nowych ścieżek, które znalazłem na mapie. Ot wiedziałem, że według map te drogi istnieją, ale na wsiach często bywa tak, że to, co wydaje się drogą lub ścieżką jest tylko kawałkiem miedzy. I to czasami przeciętej rowem melioracyjnym albo po prostu kończącej się w polu.

REKLAMA

Wczoraj do obiegnięcia znalazłem sobie takie trzy takie polne drogi. Wszystkie niedaleko siebie tak by sprawdzić je za jednym zamachem. Wszystkie z nich krótkie – kilometr, maksymalnie półtora kilometra długości, ale ich poznanie dałoby mi większą wiedzę o okolicy. A przez to na przyszłość będę miał większe możliwości układania swoich tras biegowych.

Wiec pobiegłem i sprawdziłem. Tuż za miastem mam pod stopami pierwszą znajomą piaszczystą drogę, a dookoła mnie pola i łaki, co i rusz poprzerastane kępami drzew. Niektóre z tych kęp są na tyle duże, że śmiało mogę nazywać je zagajnikami. Tak wybiegam coraz dalej i dalej.

Leśna droga na Sokulu

Po sześciu kilometrach i przebiegnięciu przez kolejny zagajnik zaczyna się pierwsza z trzech nowych dróg. Po lewej mijam kolejny zagajnik. Potem łąkę a potem droga urywa się pod bramą pewnego gospodarstwa. Ani z jednej ani z drugiej drogi jako takiej nie ma. Sprawdziłem to, co oczywiście nie uszło uwadze miejscowego psa. Finalnie okazało się, że droga prowadzi owszem prosto, ale pośrodku jej stoi gospodarstwo! Droga od zachodu kończy się przy zachodniej bramie. Droga, a raczej miedza, od wschodu przy wschodniej bramie. Skąd to wiem?! A stąd, że dowiedziałem się o tym, kiedy właściciel tego gospodarstwa przepuścił mnie przez swoje podwórko od jednaj bramy do drugiej. W przyszłości raczej tą „drogą” biegał nie będę, ale dowiedziałem się, że oprócz przechodzenia przez podwórko mógłbym również przebiec bokiem przez łąkę za stodołą (tą z pasącym się koniem). I też bym dotarli do drugiej bramy.

Pozostałe drogi okazały się dużo lepszymi wyborami. Druga z nich od samego początku zapowiadała się lepiej. Była też szersza. Prowadziła przez bardzo malownicze pastwiska pełne łaciatych krów i wierzb rosnących przy drodze. Gdzieś w tych pastwiskach znalazłem też odnogę kolejnej polnej drogi, którą w przyszłości będę chciał sprawdzić.

Trzecia droga natomiast okazała się najbanalniejsza. Szeroki szuter, bez pastwisk, bez krów, bez zakrętów i bez skrzyżowań. Droga okazała się tak nijaka, że miałem wrażenie, że ledwo się zaczęła a już się skończyła.

Tak, więc finalnie po jednym 20 kilometrowym wybieganiu poznałem dwie nowe fajne drogi do biegania. Jedna i druga to szerokie szutrówki, po których całkiem przyjemnie się biega. Poznałem też jedną drogę, po której się biegać nie da, bo kończy się u bram gospodarstwa. Poznałem, co prawda gospodarza. Wiem, że mogę gospodarstwo obiec za stodołą, ale tej drogi użyję raczej w ostateczności.

Tyle wiem po tylko jednym biegu. A co by było gdybym pobiegł jakąś prostą, banalną i znaną sobie drogą? Po okolicy znanej niemal na pamięć? Po asfalcie, który deptałem już z tysiąc razy! Co wtedy?

Wtedy, choć włożyłbym w bieg tyle samo wysiłku, przebiegłbym tylko suche 20 kilometrów. Straciłbym dwie rzeczy. Pierwsza, to nie poznałbym tych ścieżek i nadal tkwiłyby w szufladce „tamtędy będę musiał się kiedyś przebiec”. A jak raz bym je odłożył do szuflady to mógłbym je odkładać i odkładać i odkładać. Druga, to fakt, że za tydzień, miesiąc czy pół roku te bieganie stałoby się tylko i wyłącznie zapiskiem w dzienniczku. Byłoby to tylko „BD 20 km”. W mojej pamięci nic bym z tego nie miał.

A tak, znam kilka nowych dróg, które mogę wykorzystać biegając. Poza tym kiedyś będę wspominał jak to sprawdzałem nową drogę, którą znalazłem na mapie, ale okazało się, że w jej połowie jest czyjeś gospodarstwo. Będę też pamiętał, że dzięki uprzejmości gospodarza zamiast okrążać je na dziko przez jakieś łąki i pastwiska, przeszedłem środkiem przez obejście miedzy domem a stodołą. Taka druga sytuacja może się już nie powtórzyć!

Trasa 20km

To też nie przypadek ze właśnie takie trasy i drogi pamiętam. Przebiegłem wielokrotnie na treningu 30 kilometrów, a najbardziej pamiętam te, kiedy pobiegłem tak głęboko w Puszczę Bolimowską, że przez dobre 5 kilometrów biegłem tylko na czuja. Mapy nie miałem, a liczyłem tylko na własną orientacje w terenie. Jakbym się wtedy pomylił to z 30 kilometrów mogłoby się zrobić 35… 40… A do tego jeszcze tego dnia padało. Wiele też razy biegałem z Żyrardowa do Radziwiłłowa, ale najbardziej pamiętam ten raz, kiedy chcąc pobiec nieco inaczej niż zwykle, o mało nie pobiegłem do Puszczy Mariańskiej, która jest zdecydowanie nie w tą stronę, co trzeba. Pamiętam też pewną zimową trasę w Puszczy Bolimowskiej, kiedy wielokrotnie zawracałem z powodu mokradeł. Gdzie nie biegłem tam mokradło. Z punktu treningowego było do bani, ale od tego czasu wiem, czego się mogę w tamtej okolicy spodziewać. Pal licho, że przez kilka kilometrów nie wiedziałem, w którą stronę się przemieszczam.

I nawet jak czasami się okaże, że droga jest ślepa. Że kończy się rowem albo, w jakiejś kępie polnych krzaków to też coś. To też jakaś wiedza. Wiedza, że ta droga urywa się w tej kępie krzaczorów. O tam! Gdybym nie spróbował lub gdybym się nie zgubił to bym tego nie wiedział. Odkrycie ślepej drogi to też odkrycie.

W życiu czasami jest podobnie. Też najczęściej masz do wyboru albo znowu kolejny raz podążać tą samą znaną i bezpieczną drogą albo wybrać coś nowego. Czasami do tego samego możesz dojść na kilka sposobów. Ten sposób, który już znasz jest łatwy, ale nie da ci ani nowych doświadczeń ani nic z niego nie wyniesiesz. Ten inny, czasami na oślep, może cię zaprowadzić gdzieś, gdzie nawet nie marzyłeś być. A jeśli nawet nic to nie da, to przynajmniej próbowałeś. Wtedy wiesz, że ta droga jest ślepa. Jeśli byś czegoś nie zrobił, nie skręcił w jakąś drogę, nie spróbował jej, nie wiedziałbyś co jest na jej końcu. A tak wiesz, że ta droga kończy się w kępie polnych krzaków.

A więc próbuj, szukaj nowych dróg, miejsc i nie bój się zgubić.

REKLAMA

One thought on “Aby znaleźć drogę najpierw trzeba ją zgubić

  • 25.07.2014 o 08:27
    Permalink

    Takie biegi spontaniczne bez planu są najlepsze bo nigdy nie wiadomo co czeka nas na końcu. Takie odkrywki nie pozwalają też na większe zadowolenie z siebie. Popieram kolegę w 100%. Im więcej takich biegów tym ciekawiej. A masz jeszcze to ułatwione mieszkając w pobliżu tak wielu puszcz. Niektórzy nie maja tyle szczęścia.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *