Batony energetyczne – dlaczego są mi niepotrzebne?

Batony energetyczne czy proteinowe to jedna z wielu szeroko pojętych odżywek dla biegaczy. Mają dawać energię przed bieganiem czy też białko (proteiny) do odbudowy organizmu po treningu. Z pozoru jest to rzecz ważna. Ale tak naprawdę przyznaję się bez bicia – odkąd biegam zjadłem takich batonów góra pięć i raczej ta ilość szybko się nie zwiększy.

REKLAMA

Chwila teorii

Batony dzielimy na dwie grupy:

  • węglowodanowe, czyli takie zawierające w sobie najwięcej węglowodanów. Tak na prawdę to każdy baton zawiera w swoim składzie najwięcej węglowodanów, ale te węglowodanowe zawierają ich nawet do 70%. Batony te z racji dużej ilości węglowodanów nadają się do spożywania przed biegiem jako dodatkowe uzupełnienie energii.
  • białkowe, czyli proteinowe – batony takie mają za zadanie przede wszystkim uzupełnienie węglowodanów i białek po treningu. On ma w sobie nieco więcej białka (więcej niż ten węglowodanowy) i ma przede wszystkim odbudowywać mięśnie.

Czy mi to potrzebne?

W większości przypadków – nie! Z takimi batonami jest tak, że ich zalety odkryją dopiero ci, którzy biegają na naprawdę wysokim poziomie, trenują zawodowo, lub w specyficznych warunkach. Większość biegaczy, nawet tych ambitnych i trochę szybszych niż główny peleton tak na prawdę poradzi sobie bez batonów.

Tradycyjny posiłek przede wszystkim

Po pierwsze, mogą zamiast nich zjeść przed mocnym czy długim treningiem normalny pożywny posiłek węglowodanowy. Da zdecydowanie dużo więcej niż jakikolwiek baton. Nawet przed startem w maratonie czy ultra w zupełności wystarczy pożywne śniadanie zjedzone na kilka godzin przed startem. Dodatkowe doładowanie batonem na chwilę przed startem nie jest niezbędne.

O jedzeniu batonów w trakcie biegania nie będę się rozpisywał. Batony do tego nie służą. Gryzienie, przeżucie i przełknięcie takiego (czy innego) batonu w biegu to tylko kupa problemów.

Na mecie maratonu czy po długim lub mocnym treningu warto zjeść coś białkowego, aby rozpocząć regenerację organizmu. Najlepiej jeśli to będzie podobnie jak przed treningiem – tradycyjny posiłek. W warunkach startowych będzie dobry banan, kawałek czekolady, suszone owoce (daktyle, morele) czy zwykły baton czekoladowy. Batony specjalistycznie nie są niezbędne.

Poza tym w pierwszej chwili baton czy inna przekąska będzie dobra, ale później i tak należy zjeść normalny pożywny białkowy posiłek. Żaden baton nie zastąpi takiego posiłku.

Masz czas? Upiecz je sam

Jeśli masz czas możesz sam upiec swoje własne batony. Batony własnej roboty są najlepsze, choć ich wykonanie zajmuje trochę czasu. Ja takiej chwili jeszcze nie znalazłem, ale miałem okazję jeść batony upieczone przez innych. Wrażenia takie, że każdy inny baton odpada w przedbiegach. Co tam że ma więcej kalorii, węglowodanów czy białka. Baton własnej roboty smakowo jest zawsze najlepszy. Przy okazji też jest najzdrowszy, bo dokładnie wiesz, co się w nim znajduje i wytworzony został Twoimi własnymi rękami. Niskonakładowa produkcja ręczna jest zawsze w cenie.

Aporopos ceny. Nie zrobię dokładnych wyliczeń, ale patrząc chociażby na taki przepis „kokosowo-bananowe batoniki proteinowe” z „książki kucharskiej dla Aktywnych” to poza nakładem własnej pracy składniki są tanie. Bo co mamy: jajka białek, banan, płatki owsiane, cukier, sól, proszek do pieczenia i wiórki kokosowe to składniki podstawowe. Poza wiórkami wszystko mam a jakbym nie miał to kupię je w każdym osiedlowym sklepiku. Olej kokosowy i odżywka białkowa to te bardziej wysublimowane składniki. Drogich składników tutaj nie widzę. Poza własnym czasem oczywiście…

Dycha za maleńki baton?!

Jest też cena. A ta jest zdecydowanie na korzyść każdej innej opcji niż specjalistyczny baton. Jeden profesjonalny baton kosztuje w zależności od marki od 7 do 10 złotych. Za tą samą cenę dostajemy 30, 40 może 50 gramów batona. Te najmniejsze są tak małe, że szkoda wydawać pieniędzy na coś co połknę na raz. W pierwszym lepszym spożywczaku za tą samą kwotę kupię 5 batonów typu Mars, Snickers czy Lion…

Za tą samą cenę jestem w stanie napiec sobie sam dużo smaczniejszych i zdrowszych batonów własnej roboty. I na pewno też w większej ilości.

141104_batony

W ostateczności… zjedz Snickersa

W ostateczności w przypadku, kiedy jednak chcesz mieć na mecie jakiś baton a nie chcesz płacić za batony specjalistyczne i nie masz chęci czy czasu piec własnych batonów, zawsze możesz kupić Marsa czy Snickersa. Zresztą inne batony też się nadają. Batony takie kosztuje 1/5 tego, co baton specjalistyczny, ale dopóki nie wpadniesz na pomysł, aby takie batony wcinać regularnie przed i po każdym treningu to nic ci się nie stanie. Poza tym taki Snickers na mecie maratonu będzie o niebo lepszy od niczego.

Marsy czy Snickersy też zawierają węglowodany i to… można się zdziwić… zawierają ich nawet więcej niż batony węglowodanowe. Pierwszy z brzegu Mars to 454 kcal i 70,70 g węglowodanów na 100 gramów. Snickers to 485 kcal i 60,2 g węglowodanów. Idziemy dalej? Lion to 474 kcal i 67,2 g węglowodanów. Wszystkie te dane to oczywiście zawartość w 100 gramach. Batony energetyczne często nie osiągają tych wartości. Pod względem kaloryczności niemal każdy baton specjalistyczny przegra z Marsem czy Snickersem. Batony specjalistyczne mają maksymalnie do 400 kcal na 100 gram. To jest górna granica, do której i tak część batonów się nie zbliża.

Główna różnica to jakość tych węglowodanów. Batony specjalistyczne zawierają w sobie węglowodany złożone które dłużej rozkładają się w organizmie i nie powodują takiego skoku cukru we krwi. Dostarczają energii dłużej. Batony typu Mars czy Snickers opierają się natomiast na węglowodanach prostych. Dają mniej energii i powodują nagły acz krótkotrwały skok cukru we krwi.

Dlatego fanem batonów energetycznych nie zostanę. Może w wyjątkowych i bardzo specyficznych okolicznościach. Na co dzień wystarczy mi tradycyjny posiłek przed czy po treningu. Batony nie są niezbędne.

REKLAMA

10 myśli na temat “Batony energetyczne – dlaczego są mi niepotrzebne?

  • 05.11.2014 o 11:10
    Permalink

    Dobrze gadasz! 🙂 Lubię Twoje rozsądne podejście. Jeśli batony specjalistyczne są mniej naszpikowane chemią, to jeszcze można w nie zainwestować, ale często zdarza się, że skład różnych ulepszaczy jest podobny jak we wspomnianych przez Ciebie batonach dostępnych wszędzie. Też wolę wsunąć snickersa. 😉

    Odpowiedz
  • 05.11.2014 o 13:10
    Permalink

    Myślę, że kluczem jest właśnie ten typ węglowodanów. Akurat ja w trakcie biegu wolę zjeść batona niż żel (bo żeli nie znoszę). Przy szybkim biegu jest to ciężki temat, natomiast przy biegach ultra zawsze znajdzie się tę chwilę. I myślę, że wtedy będzie najbardziej przydatny taki batonik.

    Poza tym Mars, Snikers itd. ma jedną zasadniczą wadę – czekoladę, która się topi i może przysporzyć trochę kłopotów 🙂

    Ogólnie jednak się zgadzam – więcej tutaj marketingu niż realnej potrzeby. Szczególnie w przypadku batonów, które mają w sobie bardzo mało węgli.

    Odpowiedz
    • 05.11.2014 o 15:41
      Permalink

      Ja w trakcie biegu wolę żele bo łatwiej je przełknąć 🙂 Ale to kwestia indywidualna.

      Ultra to już natomiast inna bajka. Ja na swojego drugiego Rzeźnika na trasę zabrałem właśnie batony typu Mars czy Snickers (Mars jest lepszy bo łatwiej go zjeść) plus suszone owoce jak daktyle czy morele. Marsy z racji czekolady trochę popłynęły, ale następnego dnia (na Rzeźniczku) nadawały się do spożycia.

      Odpowiedz
  • 05.11.2014 o 16:10
    Permalink

    A ja lubię się wzmacniać chałwą na okoliczność biegu. Bomba energetyczna.

    Odpowiedz
    • 06.11.2014 o 14:26
      Permalink

      Chałwa jest świetna i z tego co wiem często właśnie pałaszowana przez biegaczy przed zawodami. Ja zawsze także przed treningiem sobie lubię wsunąć chałwę.

      Co do batoników to także uważam, że przy amatorskim bieganiu nie ma sensu wydawać pieniądze. Zresztą większość osób, które gdzieś tam się nimi wspomagają, robią to raczej pod publiczkę.

      Odpowiedz
  • 06.11.2014 o 17:43
    Permalink

    Batony i większość tego typu suplementów to tylko wyrzucanie kasy w błoto. Każdy z nich da się bez problemu zastąpić normalnym i o wiele zdrowszym jedzeniem. Ale niestety ludzie są leniwi i wolą kupić gotowego batonika niż trochę pomyśleć i wziąć się za swój jadłospis.

    Odpowiedz
  • 16.10.2015 o 23:49
    Permalink

    Mi tam żadne batony nie są potrzebne. Strata kasy!

    Odpowiedz
  • 04.02.2016 o 09:31
    Permalink

    A ja znam stronkę z tanimi i zdrowymi batonami 😀

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *