Biegam i nie palę

Kiedyś przeczytałem: Nigdy nie obiecuj sobie dwóch rzeczy jednocześnie: zacznę biegać i przestanę palić. Moje bieganie rodziło się powoli i w bólach, lecz z czasem zakorzeniło się mocno i głęboko. Moje palenie wręcz przeciwnie, było zakorzenione głęboko i musiałem je sukcesywnie wypleniać. Teraz biegam i nie palę – i wiem, że to drugie nie byłoby możliwe bez tego pierwszego.

REKLAMA

Kiedyś

Tak, paliłem. Pierwszego papierosa zapaliłem jeszcze w szkole podstawowej. Pamiętam go dobrze. To był Golden American, którym mało się nie udusiłem. Wtedy to był incydent. Lecz potem przyszły wesołe czasy technikum, gdzie zaczęło się palenie papierosów do piwka. A potem palenie bez piwka. Bo przecież można palić ot tak sobie.

Więc paliłem. Paliłem na pierwszych studniach. Paliłem przed wejściem do uczelni, gdzie poznałem większość kolegów z mojego roku. Nawet tych niepalących, bo palarnia integrowała wszystkich. To było jedyne miejsce poza zajęciami gdzie można było każdego spotkać. Paliłem też, a może zwłaszcza w wojsku. Wszak tam nie wypada nie palić. Nie od dziś wiadomo, że palacze mają w wojsku lepiej, bo przysługuje im „przerwa na szluga”. Niepalącym taka przerwa się nie należała. Niepalący byli w tym czasie zaganiani do dodatkowych zajęć.

Paląc, zacząłem biegać. Na swój pierwszy bieg zabrałem w kieszeni papierosy i zapalniczkę, a kiedy po kilkunastu metrach biegu dostałem zadyszki to zapaliłem papierosa. Pobiegłem dalej dopiero po jego wypaleniu. W trakcie tego pierwszego treningu wypaliłem tak dwie fajki.

Później stałem się ekspertem od rzucania palenia. Rzucałem palenie tak często, że to już wręcz stawało się nudne, a i tak wiedziałem, że po tygodniu czy miesiącu znowu zapalę tego jednego fajka i zacznę palić dalej. Wiedziałem to, bo nie miałem dla papierosów żadnej alternatywy.

Dwa lata temu

Dwa lata temu, kiedy biegłem swój pierwszy maraton paliłem. Mniej niż w czasach, kiedy nie biegałem, ale jednak. Papieros był wtedy nieodłącznym towarzyszem wypraw na piwo czy dni, kiedy nie układało się po mojej myśli. Ale już zaczynało mi dzwonić, że muszę w końcu coś z tym zrobić…

Dwa miesiące po maratonie, podczas Biegu Niepodległości w Warszawie kibicowałem z papierosem w ustach. I nie było to dla mnie nic nadzwyczajnego. Ot, nie biegam, to sobie zapalę. Czymś trzeba było się zająć przez te, co najmniej 40 minut zanim pierwsi znajomi zaczną pojawiać się na mecie. Wtedy nikt z osób stojących obok nie uznałoby mnie za biegacza. Tym bardziej takiego, który niedawno przebiegł maraton.

Ale im więcej biegałem tym bardziej świadomie podchodziłem do siebie. Zacząłem coraz bardziej interesować się zdrowym trybem życia. Zacząłem coraz bardziej uzmysławiać sobie, jaką krzywdę robię swojemu organizmowi paląc. Po pewnym czasie zaczęło mnie to gryźć. Na treningu czy zawodach jestem biegaczem, sportowcem-amatorem, który trenuje, ćwiczy, układa sobie plany treningowe i zaczyna być, co dla niektórych wzorem. A po treningu, wieczorami jestem palaczem, który puszcza z dymem to, co sobie wypracował w ciągu dnia.

Musiałem coś z tym zrobić. Musiałem rzucić palenie. Tfu… Nie musiałem rzucać palenia. Ja chciałem je rzucić, a to ogromna różnica.

Półtora roku temu po raz pierwszy odmówiłem sobie papierosa w barze. Pierwszy raz wyszedłem na piwo i nie zapaliłem. Potem drugi raz… Trzeci… Co prawda zdarzyło się jeszcze, że za którymś razem zapaliłem ale zdarzało się to coraz rzadziej. Eliminowałem papierosy z miejsc, w których były dla mnie od zawsze.

I wyeliminowałem. Powoli, lecz sukcesywnie paliłem coraz rzadziej. Każdy kolejny „jeden papieros” zapalony po okresie niepalenia powodował coraz większego kaca moralnego i pretensje do samego siebie. Następnego dnia byłem na siebie zły i najczęściej wyładowywałem się na treningu, czasami robiąc dużo więcej kilometrów czy biegnąc je dużo szybciej. Miałem wrażenie, że intensywny trening usunie z organizmu „tego jednego papierosa”. Nie wiem czy usuwał, ale mi się robiło lepiej.

Teraz

W końcu, około roku temu, zapaliłem po raz ostatni i od tej pory nie zapaliłem ani razu. Nawet nie wiem, kiedy udało się całkowicie wyeliminować papierosy. Dziś, jeśli ktoś się zapyta, kiedy rzuciłem, odpowiem, że nie wiem, bo nigdy nie zapaliłem „tego ostatniego papierosa”. Nie wiem, kiedy to było. To po prostu stało się samo. Pewnego dnia po prostu przestałem palić.

Ale dlaczego o tym piszę właśnie teraz? Bo zauważyłem, że pierwszy raz, dym papierosowy i ten charakterystyczny nikotynowy smród zaczął na mnie działać odpychająco. Przez pierwsze miesiące niepalenia, czując nikotynę w powietrzu, traktowałem ją jako coś normalnego. Czasami chciałem zapalić, czasami nie, lecz sam dym mi nie przeszkadzał. Teraz jest inaczej. Teraz przechodząc ulicą obok palacza mam chęć zatkać nos lub wstrzymać na te kilka sekund oddech, aby tylko nie czuć tego smrodu. Palenie zaczęło mnie odrzucać.

Pierwszy raz od kiedykolwiek mam wrażenie, że już nie zapalę. Mam wrażenie, że jestem od tego daleko jak nigdy dotąd. Nie chcę palić ani się z paleniem identyfikować.

Chcę za to biegać i wiem, że nie byłoby możliwe rzucenie palenia bez biegania. To właśnie bieganie stało się tym czymś, dzięki czemu przestałem całkowicie palić. Im więcej biegałem, tym mniej paliłem. Im mocniej połykałem biegowego bakcyla, tym mniej miejsca zostawało na papierosy. Paląc nawet okazjonalnie niszczyłem to, nad czym pracowałem, biegając. Podważałem tym też swoją postawę człowieka, dbającego o sprawność fizyczną. Więc aby być lepszym biegaczem a także lepszym człowiekiem musiałem w końcu przestać.

Więc biegam i nie palę.

PS: Pozdrowienia dla Sylwii ? biegaczki i maratonki, która wczoraj obchodziła swoją rocznicę niepalenia.

REKLAMA

8 myśli na temat “Biegam i nie palę

  • 26.10.2012 o 22:09
    Permalink

    Kiedyś, w dyskusji pod jakimś blogiem okazało się, że całkiem sporo jest nas – biegaczy obecnych i równocześnie byłych palaczy.
    A ze zdaniem ze wstępu, że nie warto obiecywać sobie dwóch rzeczy na raz nie do końca się zgadzam – czasami duża zmiana jest równie skuteczna, równie łatwa, a może nawet łatwiejsza.

    Odpowiedz
  • 26.10.2012 o 22:52
    Permalink

    Zauważyłam, że bieganie pozytywnie wpływa na ludzi. Albo rzucają palenie, albo przynajmniej zaczynają się zdrowo odżywiać i prowadzić bardziej higieniczny tryb życia 🙂

    Odpowiedz
  • 27.10.2012 o 07:14
    Permalink

    Tak, nie da się na dłuższą metę palić i biegać. Ja rzuciłam palenie w maju 2010 (po raz nie wiem który), a w lipcu bardzo wkręciłam się w bieganie. Jestem przekonana, że to bieganie sprawiło, że tym razem rzuciłam skutecznie.
    I jeszcze chciałabym się pomądrzyć jako wybitna ekspertka od rzucania palenia – zdarzało mi się rzucać na pół roku, nawet miałam kilkuletnią przerwę w paleniu, ale zawsze do niego wracałam. Nigdy nie czuj się zbyt pewnie i nie myśl sobie teraz, za rok, albo za dziesięć lat, że tego jednego papierosa możesz zapalić. Nie możesz. Są momenty kiedy dym nie przeszkadza, chociaż zazwyczaj odrzuca i ma się ochotę na papierosa nawet wiele lat po rzuceniu nałogu. Taki moment może być zgubny (jak wspominałam – wróciłam do palenia po kilkuletniej przerwie właśnie przez takie „jednorazowe” zapalenie przy piwie).
    A z drugiej strony na maratonie w Łodzi widziałam biegacza który szedł po trasie i… palił papierosa! To było jakoś przed czterdziestym kilometrem, oczom nie mogłam uwierzyć!

    Odpowiedz
  • 29.10.2012 o 16:52
    Permalink

    Ja nie jestem ekspertem od palenia ani od rzucania – nigdy w życiu nie paliłem mimo że rodzice oboje palili, i nawet brat jeden też. Jakoś nigdy mnie do tego nie ciągnęło.. nawet mimo prawie 6 lat w wojsku 🙂
    No ale wiem że to bardzo trudne żeby rzucić palenie – więc wielkie gratulacje Paweł!
    Ja u siebie zauważam coś bardzo podobnego – że bieganie ma bardzo duży pozytywny wpływ na moje zdrowie ale u mnie odnosi się to do odżywiania. Zaczynam jeść „jak baba” (uwaga żarcik) – w sensie że zdrowiej, mniej słodyczy i smażeniny. I co ciekawe podoba mi się to… :-O

    Odpowiedz
    • 29.10.2012 o 22:34
      Permalink

      Z odżywianiem masz absolutną rację 🙂
      Kiedyś na kolację jadło się chleb z szynką i musztardą. Dziś jogurcik z musli i bananem 😉

      Odpowiedz
  • 02.11.2012 o 18:19
    Permalink

    Ja podziwiam Ciebie, że biegałaś i paliłeś 🙂 Dla mnie to jest niepojęte. Wielkie gratulację, że rzuciłeś ten paskudny nałóg. Ja też paliłem i też wygrałem. I także smród dymu papierosowego mi przeszkadza. A kiedyś z nim przebywałem, spałem, jadłem itp…

    Odpowiedz
  • 18.07.2013 o 22:21
    Permalink

    Na selekcji do jednostki specjalnej przed startem na 3 km. widziałem gości co sobie jarali i w 8 min kończyli, i znowu palili. A niektórzy niepalący w połowie odpadali i piechotą po 20 min wracali.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *