Czym dla mnie jest bieganie?

– Czym dla ciebie jest bieganie?

REKLAMA

– Jak to czym?!, Wszystkim!

– A tak dokładniej?

– A tak dokładniej… hmmm…

Bieganie jest tym, czym ładuję akumulatory nawet po najcięższym dniu. Gdy w godzinach okołowieczornych wskaźniki moich baterii ledwo drgają, zastanawiając się czy nie opaść całkiem, ja wtedy biegam. Wtedy w cudowny sposób ściągam energię do biegania. A nawet nie tyle, co muszę ją ściągać, co wykorzystać, bo ona cały czas gdzieś we mnie jest. I choćbym czuł, że padam na twarz, że nie, że dziś się nie da to, jeśli mnie nie ogranicza żadna kontuzja to mam siłę. Wdycham ją ustami od pierwszego kroku do łazienki po zmaltretowaną koszulkę przez cały czas ubierania się. A potem wychodzę na dwór i zatrzymując się chwilę tuż przed samym biegiem okazuje się, że wcale nie jestem zmęczony.

Bieganie jest tym, co pozwala mi się emocjonalnie rozładować. Gdy się wszystko wali, gdy się pali, gdy mam z tego powodu ochotę się upić i zapalić, biegam by nie myśleć. Biegam wtedy, by się zmęczyć i wyrzucić z siebie, choć część tego, co mi ciąży. Zostawić to w pocie, krwi i flegmie znaczącej moją ścieżkę. Pragnę wtedy, słaniając się, wracać do domu na czworaka. A nawet, gdy wszystko się układa jak od linijki, bieganie pozwala zachować równowagę. Wyrzucić cześć emocji, które posiadam, by zrobić miejsce dla nowych. Dla tych emocji, które jeszcze są przede mną, a które na pewno mnie dopadną. Umysł staje się jedną wielką nerką, filtrując to, co zbędne na zewnątrz, pozostawiając tylko czyste wnętrze.

Bieganie jest sumą kroków, które pokonałem i sumą miejsc gdzie dobiegłem. Jest sumą rzeczy, które widziałem i ludzi, których spotkałem. Jest sumą tych wszystkich pięknych widoków, które widziałem. Ile bym mógł zrobić pięknych zdjęć, gdybym miał aparat? Dziesiątki? Setki? Tysiące? Mam kilka. Bo wszystko to zapisane jest na najdoskonalszym twardym dysku – moim mózgu. Wystarczy zamknąć powieki. Bieg w wyobraźni jest zdecydowanie dużo szybszy. W jednej chwili z uroczej leśnej polanki Bolimowskiego Parku Krajobrazowego, na której pasą się sarny, mogę przebiec do Wiskitek podczas oberwania chmury. Znudzi mi się deszcz, to proszę bardzo – skraj lasu i zachodzące słońce pod Żyrardowem. Chwilę potem mogę dobiec na krótki odpoczynek do zacienionej zatoczki na brzegu jeziora Drwęckiego. A na koniec, przebiegam pod Stadionem Narodowym walcząc o swój pierwszy maraton. Zwykłe zdjęcie to mało. Nie ma takich zdjęć, które oddadzą atmosferę tych chwil i ich gigantyczny ładunek emocjonalny. I wcale nie chodzi o ból i zmęczenie.

Zachód słońca nad lasem

Bieganie jest tym, co sprawia, że jestem wolny. Jak ptak w powietrzu, jak ryba w wodzie i jak biegacz na ścieżce. Nie martwiąc się o nic i o nikogo, przemierzam świat. Zdany tylko na własną ocenę sytuacji, na własne nogi i w razie problemów na własną kreatywność. Czasami podejmujący równie szalone, co głupie decyzje. Ale prący naprzód i nienawidzący dostosowywania się do czegokolwiek. Bo biegam jak chcę i gdzie chcę. I jedynie Matka Natura może mnie przytemperować. Choć ona też już wie, że nie jest ze mną łatwo. Że musiałaby złamać mi nogę, by mnie zatrzymać. Bo największa kara, jaka może mnie spotkać, to przymusowa przerwa w bieganiu. Kiedy muszę zamienić wolność na cztery ściany.

Bieganie jest tym, co nie tylko wypełnia mój wolny czas, ale też jest nim. Jest moim panaceum na te wszystkie długie, samotne wieczory. Alternatywą dla kufla z piwem, papierosowego dymu, wczorajszej gazety i wszechogarniającego marazmu. Tworzy mój wieczór w rytmie moich kroków i uderzeń serca. Układa mi kolejne myśli w całość i nie pozwala się nudzić. Jest doskonałe w zapełnianiu każdej pustki. I nie tylko wieczornej. Niektóre dni, gdyby nie wielogodzinne biegi, byłyby niczym. Byłyby kolejnymi bezproduktywnymi dniami. Zwykłą szarą kartką z kalendarza, którą się zrywa bez żalu. Bieganie zapisuje mi cały dzień, a ja się na to godzę, by to ono wyznaczało rytm tego dnia. Poddaje mu się dlatego, bo chcę i dlatego że tym żyję! Ponieważ to jest mój czas i chcę go wypełnić tym, z czym i w czym czuję się najlepiej – bieganiem.

Bieganie jest też tym, co sprawia, że jestem kimś. Mam dziką satysfakcję, gdy podczas biegu mijam innych ludzi i widzę, że w ich oczach jestem dziwakiem. Dla mnie to woda na młyn. Wtedy przyspieszam, wydłużam krok, podnoszę głowę, moje ręce i nogi zaczynają pracować bardziej technicznie. W głowie staję się wtedy Mistrzem Świata w maratonie, na którego inni powinni patrzeć z podziwem. I niech patrzą. I tu, i teraz i zawsze, kiedy mnie spotkają. To ja jestem biegacz. To ja mam mocniejszy organizm. To ja przebiegłem maraton, a teraz delektuję się żwawym biegiem bez zadyszki przez własne miasto. To ja mam zamiar złamać 4 godziny w Krakowie. To ja w przyszłym roku mam zamiar sięgnąć po Koronę Maratonów! Tak myśląc, wszystko staje się możliwe.

REKLAMA

One thought on “Czym dla mnie jest bieganie?

  • 28.07.2011 o 16:10
    Permalink

    Świetnie opisane coś, co przecież tak trudno opisać. Niebiegających powinno zachęcić, a biegający doczytali wszystko to, co kryje się między wierszami i poczuli przyjemną nić porozumienia:) W rewanżu przesyłam link do „opisu” w nieco innym klimacie: http://www.youtube.com/watch?v=XPTpEkdceic

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *