Da się biegać bez Garmina!

Oczywiście, że się da biegać bez Garmina! Da się też biegać bez Polara, Endomondo i każdego innego elektronicznego pomocnika! Kiedy? Na przykład wtedy, kiedy już po wyjściu z domu okazuje się, że ten Garmin, sprzęt za set złotych ma jakiś problem i nie chce się włączyć.

REKLAMA

Generalnie, żeby nie było, Garmina przed treningiem ładowałem. Potem od ładowarki go odłączyłem i już ubrany, wyszedłem na dwór.

I wciskam włącz. Nie włącza się. Zapiszczał i nic. Jeszcze raz. Zapiszczał i nic. Jeszcze raz… jeszcze raz… jeszcze raz… I dupa. Nie chce się włączyć! Dlaczego? Nie wiem, mam nadzieję, że się nie zepsuł…

W tym momencie przypomniał mi się mem z niejakim „Antkiem” krążący jakiś czas temu po sieci:

150228_zapomnialem_wlaczyc_endomondo

Ja nie tyle zapomniałem włączyć Endomondo co nie mogłem włączyć zegarka. Ale przecież nie wrócę do domu… Pobiegłem z wyłączonym zegarkiem.

Bez zegarka też jest fajnie…

Generalnie samo bieganie nie różniło się od tego z zegarkiem. Tempo pewnie podobne, trasa podobna. Siłą rzeczy biegłem tak samo jakbym biegał, gdybym zegarek miał. Z przyzwyczajenia zerkałem co jakiś czas na zegarek i za każdym razem widziałem pusty wyświetlacz. No tak, wyłączony.

Przy okazji mniej się stresowałem. Bo nie wiem w ile przebiegłem ostatni kilometr. Nie wiem czy nie biegnę za wolno i czy mogę biec szybciej, czy nie biegnę za szybo i powinienem zwolnić. Jak się to sobie uzmysłowi to okaże się, że można pobiec wszędzie i z dowolną prędkością. Jak się na rozstajach na chwilę zatrzymałem myśląc gdzie by pobiec to się zatrzymałem. Żaden Garmin, żadne Endomondo tego nie rejestrowało. Jak pobiegnę tą wąską fajną ścieżką przez krzaki i siłą rzeczy tempo mi spadnie do „świńskiego truchtu” to też nic się nie stanie.

Bieganie daje poczucie wolności ale biegając bez absolutnie żadnego zegarka to już jest kompletna wolność. Nawet nie wiedziałem która jest godzina. Nic, zero.

Wiedziałem tylko gdzie jestem. Bieganie dzieliło się na odcinki. Najpierw do tamtej wsi. Potem do wiaduktu. Potem… hmm…  niech będzie przez las do kapliczki…

I tak do samego końca.

Czy brakowało mi tempa, dystansu i wszelkich tych danych?

W trakcie treningu – niespecjalnie. Po treningu owszem bo przydałoby się wiedzieć ile przebiegłem. Mogę to sobie wyklikać na mapach, ale jednak jak zegarek robi to za ciebie, to jest to bardzo wygodne. Ty nic nie musisz robić, zegarek wszystko liczy sam za ciebie. O ile go włączysz.

Tyle że to miało być po prostu wybieganie. Dystans policzyłem sobie na mapach. Czas, strzeliłem na oko, tempo też oszacowałem. Na potrzeby zwykłego rozbiegania wystarczy. Gdybym chciał robić bardziej poważny trening, to bez zegarka się nie da. Nie policzę na oko czasu, dystansu, tętna… Nie policzę niczego.

Bez zegarka można sobie robić takie odrestaurowujące biegi. Biegniesz gdzie chcesz, jak chcesz, raz szybciej, raz wolniej i wiesz że nic, żaden elektroniczny przyjaciel nie wypomni ci później, że pobiegłeś za szybko, za wolno czy się zatrzymałeś gdzieś na chwilę. Nie będziesz musiał wciskać „pause” kiedy będziesz chciał skoczyć „w krzaczki”. Bo kiedy cały czas gapisz się w cyfry i przykładasz do nich przesadną wagę to można oszaleć. Chcesz od tego odpocząć? Pobiegaj bez cyfr. Zostaw Garmina czy Endomondo w domu. Tylko ty i teren. Tak po prostu. Biega się inaczej…

Garmin 910XT

A czy niczym „Antek” muszę pobiegać jeszcze raz?

„Antek” musiał pobiegać jeszcze raz, bo zapomniał włączyć Endomondo i nie mógł po treningu wrzucić swojego treningu na facebooka. Ja nie włączyłem zegarka i też nie mogę.

I wcale mi tego nie brakuje. Tak dużo mnie jest w Internecie, że swoje treningi zostawiam tylko dla siebie. Nie wrzucam ich codziennie na facebook, nie robię sobie przed/po treningowych zdjęć. Nie oczekuję by moje codzienne bieganie ktokolwiek lajkowal. To mój czas, którym rzadko kiedy chcę dzielić się z całym światem.

A Garmin… no cóż… Po powrocie okazało się, że wcale się nie zepsuł. Okazało się, że owszem przed treningiem go ładowałem. A raczej był podłączony do ładowarki, bo to chyba bardziej precyzyjne określenie. Natomiast jest jeden feler. Ładowarka nie była podłączona do komputera….

REKLAMA

10 myśli na temat “Da się biegać bez Garmina!

  • 01.03.2015 o 14:07
    Permalink

    Racja że nie potrzeba zawsze zegarka – też mi się zdarzyło kilka razy przez jakąś „awarię” jak u ciebie pobiegać bez zegarka… i nic się nie stało. A do endomondo można i tak „z palca” wpisać (trzeba Antkowi przekazać to info) 🙂

    Odpowiedz
  • 01.03.2015 o 20:30
    Permalink

    Made my day 🙂 Świetnie napisane. Mi się parę razy zdarzyło, że telefon mi się w trakcie biegu rozładował i też biegałam na czuja. Na szczęście telefon i endomondo to nie wszystko 😉

    Odpowiedz
  • 04.03.2015 o 19:27
    Permalink

    podsumowując, to takie:
    bieganie naturalne v2.0
    😉

    Odpowiedz
  • 05.03.2015 o 10:22
    Permalink

    To tak samo jak ja mam z rowerem. Lubię kontrolować swoje osiągi i śrubować przede wszystkim prędkość, ale czasem dobrze się wyłączyć i pobiec/pojeździć dla samej frajdy, bez żadnych ambicji

    Odpowiedz
  • 05.03.2015 o 18:05
    Permalink

    Przy okazji zdaje się, że zmieniłeś 610 na 910xt. Jak wrażenia? Ja zmieniłem z 610 na Polara V800 ale jeszcze nie miałem treningu biegowego bo leczę kontuzję i na razie tylko pływam. 610 bardzo fajny zegarek, cięzko było się z nim rozstać ale do pływania się nie nadawał i bateria 8 godz. Do samego biegania był świetny…

    Odpowiedz
    • 06.03.2015 o 14:04
      Permalink

      Nie, nie zmieniłem. 610 miałem kiedyś (lato 2012) na miesiąc do testowania. 910XT mam od początku zeszłego roku i na razie na zmianę się nie zanosi 🙂

      Odpowiedz
  • 09.03.2015 o 11:00
    Permalink

    Wniosek ? Zmień garmina na POLARA lub SUUNITA 🙂

    Odpowiedz
  • 26.03.2015 o 12:12
    Permalink

    Ożes ty, to jak ja biegałem 30 lat temu? Endomodo na stacjonarnym nie działało, a i kabel przy telefonie tak krótki, że na podwórko nie można było go zabrać. A czasy na zawodach tak lekko licząc prawie o połowę lepsze były.

    Odpowiedz
  • 19.09.2015 o 19:53
    Permalink

    Ja mam inny problem. Brak pulsometru czy Endo to nie jest problem. Nie ma to nie ma. Trudno. Ale brak muzyki… Niestety, w takim wypadku zostaję w domu. 10 minut słuchania własnych kroków i oddechu bardzo zachwiewa moją równowagą psychiczną:P. Mogę biec nago! Ale muzyka po prostu być musi.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *