Dookoła „Krzywego”… kajakiem

Nad jeziorem Ukiel zwanym też „Krzywe” bywałem już wielokrotnie. Kilkukrotnie po nim pływałem kajakiem. Najczęściej jednak po tych bliższych akwenach. A przecież jezioro ma ich kilka a na mapie wygląda jak rozbryzgany mokry kleks. Kiedyś myślałem, aby któregoś dnia opłynąć je całe.

REKLAMA

Ten dzień nadszedł – jadę na „Krzywe”. Spakowałem troszkę klamotów i wyruszyłem. Nie miałem za bardzo bezpośrednich autobusów na plażę miejską, więc wybrałem najlepszy z możliwych i dojechałem, dokąd się dało. Resztę doszedłem na pieszo.

Po dotarciu na plażę bez większych ceregieli kupiłem wodę w butelce, coś na ząb i poszedłem po kajak do wypożyczalni. Od zeszłego roku się sporo zmieniło. Sporo, czyli są na stanie nowe, żółte, gustowne kajaczki.

Jezioro Krzywe - żółty kajak

Zapłaciłem za cały dzień z góry i złapałem swój egzemplarz. No i ruszyłem powoli. Pogoda była świetna, wiatr słaby, co by nie było za dużych fal, więc ogólnie było super. Lwia Paszcza, czyli wąski i płytki przesmyk była jak zwykle zawalona ludźmi. Minąłem ich i wpłynąłem na drugi akwen. Tam po jakimś czasie znalazłem sobie wyjście na brzeg. Nie było to trudne, bo takich dzikich wyjść jest sporo.

Jezioro Krzywe - widok z jeziora
Jezioro Krzywe - widok

Zaparkowałem kajak i pomyślałem, że można by się trochę pochlapać w jeziorze. To chlapanie wychodziło mi całkiem nieźle do momentu, kiedy o coś nie rozciąłem sobie nogi. W tym momencie zabawa się skończyła. Zdezynfekowałem się wodą i wsiadłem z powrotem na kajak. Na razie dałem sobie spokój w wysiadkami. Rozsiadłem się w kajaku na środku jeziora i tak siedziałem napawając się widokami.

Trochę powiosłowałem w kółko raz tu raz tam aż w końcu zacząłem płynąć wzdłuż brzegu w stronę miejskiej plaży. W końcu postanowiłem odwiedzić jedyny nieznany sobie kawałek jeziora, czyli zatokę Miłą na Dajtkach. Zatoka jest naprawdę miła. Cisza, spokój, łabędzie, żadnych kajaków oprócz mnie i tylko ze dwie łódki z wędkarzami. Taki mały azyl.

Jezioro Krzywe - zatoka Miła

Po wypłynięciu z zatoki już nie mogłem usiedzieć w kajaku, więc zrobiłem wysiadkę. Stopa mnie szczypała, ale już dało radę chodzić. Posiedziałem na brzegu już bez kąpieli. Ot taki przerywnik. Z tego małego postoju wypłynąłem prosto na plażę. Już z daleka wypatrywałem znajomych, bo wiedziałem, że też mają być. No i zanim ja wypatrzyłem ich, oni wypatrzyli mnie. W końcu to nie trudne, bo ludzi na plaży sporo, a ja byłem jedynym kajakiem w tej części jeziora.

Jezioro Krzywe - w stronę miejskiej plaży

Wyciągałem kajak na brzeg i dołączyłem do nich na chwilę. W końcu wróciłem kajakiem na jezioro, aby w słońcu wyschnąć.

Kiedy trochę przeschłem, z wielkim żalem popłynąłem do wypożyczalni i rozstałem się z kajakiem. Wracałem razem ze wszystkimi samochodem kończąc kolejny dzień.

Jezioro Krzywe - tafla jeziora

I to by było na tyle.

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *