Ich ulubione buty – Paweł Ignac

Od kiedy zacząłem biegać, a mówiąc dokładniej, od kiedy zacząłem prowadzić bloga Heavy Runs Light przez moje nogi przewinęły się dziesiątki par butów. Kiedy Paweł poprosił mnie o wybranie moich trzech ulubionych modeli wydawało się, że zadanie nie będzie łatwe, a jednak w mojej głowie natychmiast pojawiły się konkretne nazwy. Oczywiście im dłużej nad tym myślałem, tym więcej fajnych butów sobie przypominałem, postanowiłem jednak iść za swoim instynktem i trzymać się pierwszej myśli.

REKLAMA

Li-Ning Super Light

Jeżeli interesujecie się butami do biegania, to pewnie gdzieś ta nazwa już wam przemknęła, ale nie zmienia to faktu, że ta chińska marka ciągle jest w Polsce bardzo mało znana. Szkoda, bo produkują buty, które mogą zaskoczyć i zawstydzić konkurencję. Na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżniają – ot zwykła sobie cholewka i równie nijaka podeszwa, ale kiedy ruszymy przed siebie, wtedy pokazują pazur.

Sam byłem początkowo nastawiony do nich sceptycznie i spodziewałem się chińskiej tandety, a teraz razem z innymi modelami tej marki są to buty, po które sięgam najczęściej zarówno wychodząc na trening jak i pakując się na start w zawodach.

Li-Ning Super Light - Paweł Ignac

Li-Ning Super Light znalazły się na szczycie mojego zestawienia ze względu na wygodę, lekkość i dynamikę. Wszystkie te cechy sprawiają, że są to buty uniwersalne, które równie doskonale sprawdzają się podczas spokojnego rozbiegania jak i startu na dychę. Amortyzacji jest w nich wystarczająco dużo, żeby zapewnić komfort, ale nie na tyle dużo, żeby je zmulić, dzięki czemu zachowują sprężystość i podkręcanie w nich tempa to sama przyjemność.

New Balance Fresh Foam Zante

Marka New Balance ma w swojej kolekcji wiele bardzo udanych modeli, ale fanem serii Fresh Foam Zante jestem praktycznie od jej pierwszej odsłony. Kolejne wersje ulegały pomniejszym modyfikacjom, ale zawsze bez problemu dogadywały się z moimi nogami.

Zante to również model bardzo uniwersalny jednak w moim odczuciu pasujący już trochę bardziej do wydłużania dystansu. Pamiętam, że ich recenzję na blogu zatytułowałem “maratońska startówka” i było to chyba trafne określenie. Podeszwa Fresh Foam ma dosyć specyficzną charakterystykę, która nie każdemu się spodoba, jednak mi wyjątkowo przypadła do gustu. Jest ona dosyć sztywna i nie tak miękka, jakby można się tego spodziewać, ale chyba właśnie dzięki temu możemy się sprężyście i dynamicznie wybijać. Idealnie biega mi się w nich biegi ciągłe i doskonale spisały się podczas maratonu.

New Balance Fresh Foam Zante - Paweł Ignac

Dzisiaj biegam w kolejnej odsłonie Fresh Foam Zante – Pursuit. Mam wrażenie, że cholewka jest jeszcze bardziej wygodna niż kiedyś, ale jednocześnie podeszwa jakby straciła odrobinę swojej sprężystości. Niemniej, jest to jeden z tych butów, które nie kurzą się u mnie w szafie.

Luna Sandals Mono

Na koniec zostawiłem sobie coś specjalnego – huarache, czyli sandały biegowe. Swego czasu, jako fan i propagator biegania naturalnego, nie biegałem praktycznie w niczym innym. Dzisiaj ze względu na różne cele, które sobie wyznaczam, mój biegowy arsenał znacznie się poszerzył, ale sandały biegowe ciągle mają w nim swoje specjalne miejsce.

Wbrew pozorom firm zajmujących się produkcją huarache oraz różnych modeli sandałów jest całkiem sporo. Jeżeli chodzi o sam projekt, to ciężko wymyślić tutaj coś rewolucyjnego, jednak różnią się one szczegółami. Czasami spotykam się z pytaniem, które huarache polecam, postanowiłem więc umieścić je w moim TOP 3.

Mono, czyli małpa, amerykańskiej marki Luna Sandals to sandały dosyć grube, bo ich podeszwa ma aż 12 milimetrów. Dzięki temu są one jednak bardzo wygodne i przystępne – wybaczają pewne niedociągnięcia techniki i sprawdzają się w zróżnicowanym terenie, chroniąc stopę przed nierównościami podłoża. System wiązania, składający się z szerokich pasków, jest wygodny i prosty do dopasowania. Sandały trzymają się stabilnie i przyjemnie leżą na stopach, więc nie ma się ochoty zatrzymywać.

Luna Sandals Mono - Paweł Ignac

Bieganie w huarache to doznanie jedyne w swoim rodzaju i warto tego spróbować chociażby jako ćwiczenie poprawiające technikę biegu – uwierzcie mi, w sandałach nie ma drogi na skróty. Huarache są również idealne na wszelkiego rodzaju wycieczki czy to w góry czy na miasto. W lecie nie ściągam ich z nóg i jest to mój podstawowy element wyposażenia na wakacyjne eskapady.


Paweł Ignac
Biegacz amator, który ma więcej ambicji niż talentu i jakoś musi z tym żyć. Na szczęście pomimo ciągłych zmagań ciągle udaje mu się odnajdywać w sporcie radość i satysfakcję. No i możecie go znaleźć na Heavy Runs Light

REKLAMA

2 myśli na temat “Ich ulubione buty – Paweł Ignac

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *