#niezasucho, czyli jak to jest z tym letnim deszczem?!

Dawno nie było takiego tygodnia. Pięć treningów z czego trzy razy polało tak, że po powrocie do domu zostawiałem kałuże na odcinku drzwi wejściowe-łazienka. Za każdym razem wychodziłem jak nie padało. Dwukrotnie spodziewałem się deszczu. Raz mnie zaskoczył – miało nie padać.

REKLAMA

Z pamiętnika wodnika…

Małe podsumowanie tygodnia. Poniedziałek. Widzę że idzie na deszcz, a ja mam akurat wyjść pobiegać. Chmury takie o… Nie wiem co mnie tknęło, ale w ostatniej chwili cofam się po wiatrówkę. Jak lunie to przynajmniej mnie nie wychłodzi. Lunęło na trzecim kilometrze z czternastu…

Środa. Nic nie zapowiada że będzie „nie za sucho”. I nie było. Rozbieganie suche, podbiegi suche. Z podbiegu do domu mam trzy i pół kilometra. Lunęło na drugim…

Sobota. Wiedziałem, że wieczorem będzie lać a nawet mogą pojawić się burze. Pierwsze dwa oberwania chmury przeczekałem. Przed trzecim miałem chwile zawahania, ale wszelkie prognozy i radary pogodowe pokazywały, że im później tym będzie gorzej. Piorunów nie ma, albo teraz albo wcale! Lunęło na trzecim kilometrze. Potem na chwilę przestało by lunąć na szóstym…

Bieganie w deszczu - after training

Robota i tak wykonana

Co ciekawe całą robotę treningową odrobiłem. Żadnego treningu nie skróciłem, żadnego nie zmieniałem „bo pada”. Można to nazywać motywacją, można determinacją. Choć ja nie czułem się specjalnie jak bohater – robiłem swoje. W końcu pogody się nie wybiera. Raz jest za ciepło, wręcz upalnie tak, że „mózg się gotuje”. Raz będzie padać tak, że prościej byłoby od razu wskoczyć do jeziora. Nigdy nie jest idealnie. Zawsze mogłoby być lepiej. Chłodniej. Cieplej. Mniej wietrznie. Bardziej z górki…

Najtrudniej jest jak zwykle zacząć. Najtrudniej kiedy właśnie pada a ja muszę wyjść w ten deszcz. Wtedy już przez okno wiem, że za chwilę będę cały mokry. Mało przyjemna wizja… A jak deszcz złapie mnie po drodze to jest jakoś lżej. Bo w sumie nie będę miał wtedy wyboru. Zaklnę soczyście siedem razy, po kilometrze czy dwóch będę całkwicie przemoczony i będzie mi wszystko jedno. W sumie to lubię ten spojrzenia z okien kiedy wracam z treningu, jestem totalnie mokry i już nie zwracam uwagi na padający deszcz. Teraz to już może padać.

Ale żeby nie było. Nie jestem takim masochistą, by wychodzić biegać właśnie wtedy kiedy zaczęło padać. Jak mogę poczekać godzinę na lepszą pogodę, na mniejszy deszcz, to poczekam.

Bieganie w deszczu - black and white

Suchy i tak nie wrócisz!

Nie mam się też co łudzić że wrócę suchy. W lato właściwie mam dwie opcje do wyboru. Pierwsza to ta kiedy łapie mnie deszcz podczas treningu i nie mam wyjścia. W bardzo ciepłe letnie dni (kiedy pada) nie głupim pomysłem jest ubranie się w jak najcieńsze ciuchy. Króciutkie spodenki startowe i singlet to może być najlepsze w czym pójdziesz biegać. Ja tak robię. Deszcz, deszczem, ale poza tym będzie gorąco i parno. W jakiejkolwiek kurtce możesz się ugotować. Jakikolwiek ciuch z długim rękawem czy długimi nogawkami po namoknięciu to jeszcze więcej mokrego (i ciężkiego) materiału lepiącego się do ciała. Mniej ciuchów – mniej problemów.

Jak jest chłodniej warto czasami zabrać kurtkę. Tak zrobiłem w poniedziałek. Czułem w kościach że lunie i w ostatniej chwili wróciłem się po jakąś najcieńszą wiatrówkę. Zasadniczo chodziło tylko o to aby deszcz mnie nie wyziębił, bo taka najprostsza wiatrówka i tak za chwilę będzie cała mokra tak jak i wszystko inne. Ale to zawsze jakaś dodatkowa warstwa na ciele, która chroni choć trochę przez chłodniejszym powietrzem.

Wybór pomiędzy tymi dwoma opcjami sprowadza się do temperatury. Kiedy jest gorąco to singlet lub koszulka. Kiedy jest chłodniej i jest ryzyko, że mogę się wychłodzić to najprostsza wiatrówka.

A buty? W lato nawet jak pada to te same co zawsze – bez jakiejkolwiek membrany czy gore-texu. Przemakają ciepłym deszczem równie szybko jak reszta ciuchów. Wysychają po treningu czasami szybciej od nich. Nie widzę potrzeby używania butów z membraną. A z resztą co by mi to dało?! Trochę bardziej suche stopy (bo całkiem suche nie będą – w końcu biegam) a reszta ciała cała morka? Bez sensu.

Suchy nigdy nie wrócę 😉

REKLAMA

2 thoughts on “#niezasucho, czyli jak to jest z tym letnim deszczem?!

  • 28.08.2020 o 10:32
    Permalink

    Przypomniał mi się ten obrazek, w którym gość latem narzeka, że za gorąco, zimą – że za zimno, a wiosną – że zbyt umiarkowanie 😀 Masz absolutną rację mówiąc, że pogody się nie wybiera. Trzeba robić swoje i nie szukać wymówek, no bo tak to łatwo dojść do momentu, w którym siądziemy na kanapie i tyle z biegowej przygody.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *