Pierwsza zasada kontuzji – jak boli to przestań!

„Jak boli to przestań” to zdanie padło w momencie rozmowy z fizjoterapeutą tuż po zdjęciu gipsu z kostki. Z jednej strony krótkie i proste. Z drugie stało się myślą przewodnią mojego wracania do aktywności fizycznej w tym biegania.

REKLAMA

Plany na ten rok miałem ambitne. W kwietniu – 10 dni po pechowym zwichnięciu kostki miałem biec maraton i to nie byle jaki bo 32. Haspa Hamburg Marathon. Szlag mnie trafiał w karetce i szpitalu bo zanim jakikolwiek lekarz cokolwiek powiedział o stanie mojej kostki to wiedziałem że maraton mam z głowy. Został mi tylko numer…

Znak stop

Potem spędziłem w gipsie długie trzy tygodnie. Nic się przez nie nie działo poza gapieniem się w telewizor i odhaczaniem kolejnych dni w kalendarzu.

Jak boli to przestań

W końcu jednak gips został zdjęty. Kostka nie wyglądała idealnie ale trzeba było ją do ideału doprowadzić. Od fizjoterapeuty usłyszałem wtedy, że „jak boli to przestań”. Dotyczyło to ćwiczeń na berecie. Otóż w pierwszych dniach nie byłem w stanie nawet ustać na berecie. Próba zrobienia na nim choć trochę bardziej ambitnego ćwiczenia kończyła się utratą równowagi i zeskoczeniem na podłogę. Właśnie podczas tej utraty równowagi kostka pracowała tak, że bolało. Momentami bardzo. Odpuściłem, spróbowałem za tydzień. Było lepiej. Nie bolało więc ćwiczyłem.

Beret

Do biegania miałem jeszcze nie wracać. Więc nie wracałem. Nawet nie sprawdzałem czy boli czy nie. Zresztą wystarczyło mi podbiec kilka kroków na autobus, żeby się przekonać – boli!!

Wytaszczyłem więc swój rower. Zrobiłem z nim jak z beretem. Wyjechałem a jakby się okazało że boli to miałem wrócić. Nie bolało, nie wróciłem i za pierwszym razem zrobiłem od razu trochę ponad 20 kilometrów. Kostka bolała tylko kiedy wjechałem w trudniejszy teren więc kręciłem się w kółko po asfaltach.

Potem jak kostka coraz bardziej się wzmacniała zacząłem kręcić się też po lesie. Wjechałem w szlaki Bolimowskiego Parku Krajobrazowego. Wjechałem w Puszczę Kampinoską. Nie bolało więc nie przestawałem i kręciłem kilometry przy każdej możliwej okazji.

Kampinoski Park Narodowy - czerwony szlak

Pierwszy raz biegać wyszedłem na początku czerwca. Na początku bolało więc przebiegłem niecałe 2 kilometry. Więcej się nie pokusiłem – bolało to przestałem.

Trzy dni później było lepiej. Kolejne trzy dni później jeszcze lepiej. Dystans zwiększałem powoli a jeśli zaczynało mnie boleć to przestawałem. Za to szedłem na kilkadziesiąt kilometrów na rower.

Robiłem to trochę dla zasady a także ze względu na to że zależy mi na powrocie do biegania ale nie po trupach do celu. Zawodowcem nie jestem, mistrzem świata w bieganiu nie zostanę. Zależy mi natomiast aby nie wracać do problemów z kostką co miesiąc czy dwa. To w końcu moja kostka, która przydaje się mi nie tylko wtedy kiedy biegam ale przez okrągłe 24 godziny na dobę…

REKLAMA

5 thoughts on “Pierwsza zasada kontuzji – jak boli to przestań!

  • 28.06.2016 o 19:35
    Permalink

    madre podejscie. Ja wracam po kontuzji miesnia trojglowego lydki. Drobna kontuzja ale tez nie ma co od razu wchodzic na pelne obroty.

    Odpowiedz
  • 02.07.2016 o 07:59
    Permalink

    Zgadzam się z Pawłami. Ponad miesiąc temu wracając z biegania tempem slow jogging doznałem kontuzji pięty, zapiekło jak od gorącego żelaza – do domu kuśtykałem. Na miesiąc musiałem rozstać się z bieganiem a tu moja pogoda – lato. Teraz jest dobrze choć biegam ostrożnie, wsłuchany w tą piętę.

    Odpowiedz
  • 01.09.2016 o 19:50
    Permalink

    Pawle, doradź jakie buty…Mam 40 lat, biegam 2x w tygodniu albo asfalt albo tartan (teraz stadion w remoncie więc asfalt). Biegam ok. 5-7 lat. Waga 70 kg. W młodości jak trenowałem karate, biegałem też z odważnikami na kostkach 🙁 Biegałem w Lunarglide 5, potem 6, ale wydają mi się za twarde. Kupiłem więc Airmax 2016 i poczułem się jak w kapciach. Myślałem, że amortyzacja będzie lepsza. Od wersji Lunarglide 6 miewałem kłujące bóle w lewym stawie kolanowym, mój rehabilitant posprawdzał mi ruchomości i nie podejrzewa, że to łąkotka. Problem pojawia się jak przeforsuję, między 5 a 6-tym km, biorę wtedy Orton Flex i kolano powoli wraca do normy. Myślę o maksymalnej amortyzacji, między Mizuno a Asics. Jakość>cena. Co polecisz ?

    Odpowiedz
    • 03.09.2016 o 09:31
      Permalink

      Jeśli mają to być najbardziej amortyzowane modele to zajrzyj do tego zestawienia.

      Osobiście jeśli miałbym z niego coś polecać bardziej to wybierałbym między Asicsem Nimbusem, Brooksem Gliceryn a Adidasem Energy Boostem.

      Możesz też zerknąć na półkę niżej czyli do tego zestawienia. Tyle że tu nie będziesz miał aż tak dużej różnicy jakościowej jeśli chodzi o amortyzację w stosunku do LunarGlide.

      Odpowiedz
      • 05.12.2016 o 14:24
        Permalink

        Niedawno kupiłem Nimbus 18, więc dziś był sprawdzian. Jeśli chodzi o amortyzację w porównaniu do Nike Airmax to szału nie ma. Asics jest natomiast lepiej wykonany, dynamiczniejszy, twarda cholewka dobrze opina i trzyma stopę, ładniej wygląda, ma krótsze sznurowadła i jest lżejszy. Airmax to gumowe kapcie, Nimbus 18 to dynamiczne kapcie. Ale > 700 pln nie ma sensu wydawać, lepiej polować na demo…Zobaczymy po dłuższym bieganiu czy kolano nie odezwie się (w Airmaxach przestało boleć).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *