Polska biega – co się zmieniło w sześć lat

Tego się nie da juz ukryć. Bieganie stało się sportem masowym. Sześć lat temu biegały pojedyncze osoby, które spotkać było trudno. Teraz biegają wszyscy i wszędzie. Teraz rankiem i wieczorami biegają całe rzesze ludzi. Od starych do młodych. Kiedyś było to kompletnie nie do pomyślenia…

REKLAMA

Sześć lat to w sumie niedawno. Są tacy, którzy biegają już lat kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt. Z ich opowieści wynika, że w mrocznym dwudziestym wieku, byli wręcz postrzegani za wariatów. Bo kto biega dla przyjemności? Na pewno nikt o zdrowych zmysłach. A wiec skoro biega, to pewnie wariat.

Rok 2008 to już czasy nowożytne. To początek wielkiego boomu na bieganie. Ja wtedy zaczynałem i też było to dziwne. Nikt, kogo znałem nie biegał i tak na prawdę nie widywałem nawet żadnych biegających osób w okolicy. Raz tylko pamiętam, kiedy łaziliśmy po lesie, minął nas jakiś biegacz. Biegł szybko, pojawił się nam znikąd i równie szybko straciliśmy go z oczu. Widać było, że biegał na prawdę a nie uciekał przed dzikiem.

Kiedy ja zacząłem biegać byłem sam. A przynajmniej tak się czułem. Nie spotykałem żadnych innych biegaczy. Nie znałem żadnych innych biegaczy. Dosłownie ani jednego. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że jednak nie jestem sam i że nie tylko ja biegam. Na liście startowej Maratonu Warszawskiego w 2010 roku było nas sześcioro. Tyle, że na żywo nie mogłem spotkać nikogo. W praktyce cały czas biegałem sam.

Pewnie tym bardziej nie spotykałem nikogo, że od samego początku areną sporej części, no dobra, większej części moich treningów był las. W lesie byłem sam na sam z przyrodą i widok innego biegacza był ostatnim, czego mógłbym się spodziewać. Sarna, dzik, daniel, lis, może łos… To są zwierzęta naszych lasów. Biegaczy nie ma.

Minęło sześć lat, mamy rok 2014 i teraz jest to zupełnie nie do pomyślenia. Teraz nawet jadąc czy wracając z pracy, co chwilę widzę innego biegacza. Jeszcze trochę i nie do pomyślenia będzie sytuacja, że nie zobaczę żadnego. Jeszcze trochę i będę swoje opowieści zaczynał od określenia – za moich czasów, kiedy jeszcze nikt nie biegał…. Co będzie mówiło, że jestem jednym ze starych tetryków, wspominających stare dobre czasy…

Tak jak kiedyś już nie będzie. Teraz już nie biegam samemu. Nie mam wrażenia że tylko ja jeden w tym mieście biegam. Teraz nawet w podwarszawskim Żyrardowie jest pełno biegaczy. Wieczorem o ile nie pobiegnę do lasu nie mam niemal szans, aby nie minąć się z żadnym innym biegaczem. Teraz dziwnym by było gdybym wyszedł wieczorem na 12 kilometrową przebieżkę wokół miasta i nikogo nie spotkał. Musiałbym biegać chyba jakimiś ciemnymi uliczkami. Obiegając miasto tymi większymi drogami niemal zawszę spotkam innego biegacza.

Rano biegaczy jest trochę mniej, ale po szóstej rano i tak ich spotykam. Szokiem dla mnie był mój pierwszy lutowy trening o szóstej rano. Wstaję, jest noc, wychodzę biegać, zaczynam budzić się biegnąc. Jestem na trzecim kółku i co?! I widzę biegacza z przeciwka! Nosz kurna mać! O wpół do siódmej rano po ciemku?!

Teraz już mnie takie sytuacje nie dziwią. Biegacz o szóstej rano po ciemku gdzieś na osiedlu? Normalka! Biegacz późnym wieczorem z czołówką, nawet w lesie? Normalka! Biegacz w środku lasu, jakieś 10 kilometrów od miasta. Również normalka! Gdzie bym nie biegał tam ludzie biegają.

Teraz to już nawet wracając z pracy do domu z okien pociągu widzę ich za każdym razem kilkoro. A to ktoś biegnie jakimś wiaduktem. A to ktoś wzdłuż torów. Wczoraj nawet widziałem znajomą grupkę z TrailTeamu Żyrardów biegnącą na trening. Ja w tym czasie kisiłem się w pociągu stojącym pod semaforem.

Jeszcze kilka lat temu byłby to widok dziwny i niespotykany. Dziś natomiast bieganie stało się na tyle powszechne, że widok biegacza już nikogo nie dziwi. Mnie przestał już jakiś czas temu ale i innych przestaje. Słyszę to nawet po komentarzach w pociągu. Bieganie stało się elementem krajobrazu i już nikt nie wytyka biegaczy palcami i nie puka się na ich widok w głowę.

Teraz po prostu Polska biega. I to nie jest jeszcze ostatnie słowo. Biegaczy będzie jeszcze więcej i więcej. Prawdziwy boom na bieganie dopiero się rozpoczął.

REKLAMA

5 komentarzy do “Polska biega – co się zmieniło w sześć lat

  • 30.05.2014 o 16:07
    Permalink

    Ciekawy temat i spostrzeżenia, tylko nie bardzo wiem o co chodzi z tym że było Was sześcioro w 2010 na Maratonie Warszawskim:)

    Odpowiedz
    • 30.05.2014 o 22:32
      Permalink

      Sześcioro z Żyrardowa 🙂 To było dla mnie niepojęte wtedy, że jest nas sześcioro maratończyków, kiedy na co dzień nie spotykałem nikogo.

      Odpowiedz
  • 30.05.2014 o 22:16
    Permalink

    Ja biegam dopiero od dwóch lat. Przez wcześniejsze dwa lata biegał już mój brat i faktycznie… wydawał mi się jakiś dziwny 😉

    Odpowiedz
  • 31.05.2014 o 11:08
    Permalink

    Zaczynałem biegać na poważnie stosunkowo niedawno, ale z miesiąca na miesiąc można zaobserwować wzrost ilości (uwzględniając nawet sezownowców) biegających. Przyznam szczerze że lubię biegać sam, mam wtedy mnóstwo czasu na odcięcie się od świata i myślenie. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • 17.06.2014 o 09:26
    Permalink

    U nas także trochę ludzi biega a jednak nie znamy się, jakoś tak biegamy i nikt nie chce się odezwać poza biegiem bo i niby jak i do kogo?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *