Rzeźnik po raz drugi – co trzeba poprawić

Kiedyś jeden z czytelników zadał pytanie „Ciekawe, co byś zmienił jadąc drugi raz na Rzeźnika?”. Wtedy jeszcze do końca tego nie wiedziałem. Nie jestem pewien czy wtedy byłem już zapisany na kolejną edycję. Teraz jestem i na niecałe trzy tygodnie przed drugim startem już wiem. Jest kilka rzeczy, które się nie sprawdziły, kilka których mi brakowało i morele, które były odkryciem sezonu. Ogólnie rzecz biorąc drugi raz w Bieszczady jadę nieco mądrzejszy.

REKLAMA

Rozpiska przede wszystkim

To, co napisałem rok temu po rozmowie z Arturem nadal jest aktualne i w większości mam zamiar się tego trzymać. W końcu napisałem to po rozmowach z nie byle kim. Lecz w to, co przekazał mi rok temu Artur to była tylko, fakt że szalenie cenna, ale teoria. W tym roku do tej teorii mogę dołożyć jakiś, choć skromny, bagaż własnej praktyki. Wiec dokładam:

1. Trailowe buty

Przed pierwszym Biegiem Rzeźnika wychodziłem ze słusznego skądinąd założenia, że na bieg ultra trzeba brać sprzęt, w tym buty, sprawdzone. Zabrałem ze sobą te najbardziej wtedy sprawdzone, ale też kompletnie nieprzygotowane do biegania w górach – Kalenji Ekiden 50. Dla większości osób jest to rzecz nie do pomyślenia, by po górach biegać w butach z Decathlona za niecałe 50 złotych. Ale, da się!! Pogoda na szczęście sprzyjała i nie miałem z butami większych problemów. Czasami się ślizgałem, czasami się zapadały w błocie, ale dały rade! Gorzej by było gdyby popadało… Wtedy z jakiejkolwiek przyczepności byłyby nici. Sądzę, że wtedy ukończenie biegu mogło być zagrożone.

Dlatego w tym roku biorę adidas Kanadia TR 4 – but, który jesienią kupiłem właśnie do biegania po górach. Kupiłem je na pół roku przed zawodami. Sprawdziłem je. Biegałem w nich w głębokim śniegu, w błocie i po lesie na przełaj. Biegałem w nich, choć bardzo mało, również w górach. Wiem, czego się po nich spodziewać i wiem, że dadzą radę na Rzeźniku. Wiem też, że to są buty stworzone właśnie do takiego biegania.

2. Kijki trekkingowe

Drugą modyfikacją w sprzęcie są kijki trekkingowe. W zeszłym roku ich nie miałem. W tym roku będą na mnie czekały na przepaku w Cisnej. Wcześniej raz, że nie można z nich korzystać. Dwa, trasę do Cisnej bez problemu można pokonać bez kijków. Pierwsza góra, na której się przydadzą jest dopiero za Cisną.

Biorę je, bo można. Wiele zespołów tak robi włączenie z tymi najlepszymi. Poza tym wiem, że kijki na podejściach się przydają. Pamiętam jak żałośnie w zeszłym roku podchodziłem pod Małe Jasło, a jaką różnicę na Połoninie Wetlińskiej zrobił mi kij znaleziony gdzieś za Smerkiem. Rok temu wiele bym dal za dwa kije. W tym roku będę je miał. Będą na mnie czekały w Cisnej i będą… dużo lżejsze niż zeszłoroczna drewniana laga.

Zostało mi tylko z kijkami potrenować. Dlatego mniej więcej raz na dwa tygodnie biegam po swoich górkach z kijami. Wybieram takie górki abym musiał kijkami pracować, a nie tylko szurać nimi za czy przed sobą. To samo na zbiegach. Co z nimi robić? Jak trzymać aby jak najmniej przeszkadzały? To wszystko chcę poukładać zanim pojadę w Bieszczady. Dlaczego? Bo niektórym kijki bardziej przeszkadzają niż pomagają. A nie chce być jednym z nich.

IX Bieg Rzeźnika - przełęcz Żebrak

3. Żywienie na trasie

Żywienie to element, który wymaga modyfikacji. To, co sprawdza się w maratonach tak na prawdę ma się nijak do tego, co się sprawdza na Rzeźniku. Bieg Rzeźnika to dwa razy tyle kilometrów i jakieś trzy razy tyle czasu spędzonego na trasie. To zupełnie inne pary butów.

W zeszłym roku na każdym przepaku czekała na mnie paczuszka żywieniowa z żelami węglowodanowymi i kanapkami. Taką samą paczuszkę miałem też ze sobą na starcie. Nawodnieniem był izotonik w bukłaku lany KONIECZNIE do pełna oraz uzupełniany również do pełna na przepakach. Miałem tez suszone morele – jako ciekawostkę.

Żele energetyczne się sprawdziły. Z nimi nie miałem żadnego problemu wiec i pisać nie ma o czym.

Izotonik prawie się sprawdził. Prawie, bo piłem go do Berehów i było dobrze. Tam, na ostatnim przepaku miałem go dość i wlałem izotonik z wodą. To był błąd. Może i izotoniku miałem dosyć, ale organizm go cały czas tolerował. Natomiast po mieszance izotoniku z woda – zaczął się buntować. Tak wiec, jeśli pic izotonik to od startu do mety. Nie zmieniać i nie kombinować bez WAŻNEGO powodu.

Rzeczą, która się nie sprawdziła były kanapki. Nie umiałem ich jeść w biegu. Były za suche do przełykania i powodowały więcej problemów niż to warte. Jedzenie ich było koszmarem. Organizm był tak przestawiony na wysiłek, że nawet jeszcze przed Cisną nie potrafił sobie radzić z czymś takim jak kanapka. W tym roku rezygnuje z kanapek. Co najwyżej zostawię po jednej na przepakach, tak na wszelki wypadek, ale nie mam zamiaru opierać na nich żywienia i nosić ich w plecaku.

Na trasie miałem tez suszone morele, które… wypadły rewelacyjnie. Dostałem je od mojego taty przed startem. Wiedziałem ze maja wysoki indeks glikemiczny i są takimi cukrowymi strzałami dla organizmu. Ale nie wiedziałem ze aż tak. Dla mnie morele były idealne. Dawały dużo cukru, były zdrowe i co najważniejsze, mogłem je jeść w biegu! Dzięki tato! W tym roku biorę ich więcej!

Reszta w naszych nogach!

I to wszystkie główne zagadnienia, które zmieniły się wraz z moim drugim podejściem do Rzeźnika. Cała reszta pozostaje bez zmian. Zmienić ma się tylko końcowy wynik, bo nie na darmo tegoroczną edycję oprócz „drugiego podejścia” nazywamy też „poprawiny”.

Do zobaczenia na Rzeźniku!

REKLAMA

8 komentarzy do “Rzeźnik po raz drugi – co trzeba poprawić

  • 11.05.2013 o 21:18
    Permalink

    Suszone morele jako podstawa jadłospisu na Rzeźniku? Dla mnie brzmi ryzykownie, ze względu na fakt, że pobudzają perystaltykę jelit. Wierzę, że dobrze to na sobie przetestowałeś.

    Będę trzymać kciuki za trzy tygodnie. Powodzenia!

    Odpowiedz
    • 11.05.2013 o 22:21
      Permalink

      Nie jako podstawa ale jako jeden z jej elementów 🙂 W zeszłym roku mi się przysłużyły i od tego czasu w ogóle zacząłem jeść suszone owoce. Wcześniej to co najwyżej rodzynki w cieście mi się trafiały 😉

      Odpowiedz
  • 13.05.2013 o 09:55
    Permalink

    Życzę powodzenia! Czekam niecierpliwie na relację 🙂 moim meeega marzeniem jest ukończyć Rzeźnik… chciałoby się baardzo 🙂

    Odpowiedz
  • 13.05.2013 o 12:36
    Permalink

    Polecam też migdały, orzechy, rodzynki i inne bakalie. Są bardzo zdrowe, dostarczają energii i ładnie wchodzą nawet przy szybkim bieganiu. Ja na PMNO też z kanapek zrezygnowałem, kompletnie się nie sprawdzają.

    Odpowiedz
  • 23.05.2013 o 14:33
    Permalink

    No to do zobaczenia na rzeźniku, choć patrząc na zamieszanie na starcie, jest to pobożne życzenie 😀

    Odpowiedz
    • 23.05.2013 o 17:30
      Permalink

      Z tego co zaobserwowałem w zeszłym roku to najłatwiej się z kimś „niechcący” spotkać w Cisnej. Albo dzień przed, albo w wieczór po biegu 🙂

      W każdym razie… Do zobaczenia 😀

      Odpowiedz
  • 27.05.2013 o 21:29
    Permalink

    No Paweł właśnie do zobaczenia 🙂 czytam Twoje wnioski i są identyczne jak moje po pierwszym starcie:) co w drugim przyniosło sukces więc biegajmy bo (musimy) lubimy:)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *