Sprandi – sentymentalnie o dziurawych butach

Butów jest u mnie dostatek. Tych biegowych mam sumarycznie więcej niż wszystkich pozostałych razem wziętych. Można tam znaleźć Nike’i, adidasy, Merrelle, Kalenji, a jak się wsadzi głowę odpowiednio, ale to odpowiednio, głęboko to jeszcze jedną markę butów – Sprandi. Owe podziurawione Sprandi to buty, w których przebiegłem swój pierwszy kilometr.

REKLAMA

Buty te znalazłem przy okazji przemeblowania mieszkania. Kilka starych szafek wyjechało na śmieci. Zamiast nich pojawiła się raptem jedna komoda. Zmniejszyła mi się ilość miejsca na rupieci w mieszkaniu, ale dzięki temu wreszcie miałem impuls do wyrzucenia rzeczy, które od lat leżą, bo „jeszcze się kiedyś przydadzą”. Tak sprzątałem, że dokopałem się do butów, w których przebiegłem swój pierwszy kilometr.

Oto one:

Buty Sprandi

W tych butach biegałem mało, bo przebiegłem w nich maksymalnie 200 kilometrów. Ale to było moje pierwsze 200 kilometrów! Przebiegłem w nich też ten pierwszy, najpierwsiejszy kilometr. To właśnie na te buty padło, kiedy 15 grudnia 2008 roku pierwszy raz wychodziłem biegać. Wtedy się nie zastanawiałem nad niczym i na niczym nie znałem. Potrzebowałem buta, to założyłem buta. Nawet nie był to typowy but do biegania tylko ten, w którym przez ostatnie lata chodziłem do pracy. Dlatego też już w chwili, kiedy zaczynałem w nim biegać był zniszczony. Nie był jeszcze poprzedzielany na wylot, ale był to but zniszczony. But, w którym zdecydowanie nie powinno się biegać.

Z perspektywy 5 lat mogę śmiało powiedzieć

  • że było im bliżej do butów minimalistycznych niż do klasycznych butów biegowych. A co za tym idzie:
  • że nie miały amortyzacji. Jeśli jakakolwiek amortyzacja w nich była to w chwili, kiedy je zakładałem były tak zniszczone, że jakakolwiek pianka nie działała.
  • że nie miały stabilizacji, bo zapiętek był i po 5 latach w szafie dalej jest miękki, a buty można zwinąć w rulon.

But zakończył swój żywot w opłakanym stanie. Ma dziury w podeszwie i dziury w cholewce. Te w podeszwie powstały najpierw od chodzenia a potem od biegania. To już nie jest tylko wytarty bieżnik, to już jest przetarta na wylot podeszwa! Co ciekawe z takimi przetartymi i dziurawymi podeszwami też jeszcze kilka razy biegałem.

Buty Sprandi - dziura w podeszwie

Po pięciu latach leżenia w szafie but nadaje się tylko i wyłącznie na śmietnik. Niemniej jednak mam do niego jeszcze trochę sentymentu i jeszcze tam się nie znalazł. W ramki go nie oprawię, ale niech sobie leży. To w końcu od niego zaczęło się moje bieganie. Nie był dobrym butem do biegania i nie był w ogóle butem do biegania, ale to właśnie on towarzyszył mi na samym początku. To w nim biegałem pierwszy raz i to w nim przebiegłem po raz pierwszy kilometr w czasie krótszym niż 5 minut. On uzmysławia mi jak długą drogę przeszedłem (przebiegłem) od tego czasu. Gdyby nie on mogłoby mnie tu nie być.

Dlatego, tylko i wyłącznie z czystego sentymentu, jeszcze go nie wyrzucę. Tylko, co w takim razie z nim zrobić?

REKLAMA

5 komentarzy do “Sprandi – sentymentalnie o dziurawych butach

  • 09.11.2013 o 11:10
    Permalink

    No nieeeee, ja rozumiem sentyment, ale żeby takie cudo zajmowało miejsce w szafce? 😉 Zrób zdjęcia, zapamiętaj, zapisz i wyrzuć 🙂 Chociaż po namyśle, tak się wymądrzam, a sama swoje pierwsze biegowe buty trzymam jeszcze w szafie na lepsze czasy 😛 Ale moje przynajmniej mają podeszwę w całości 😉

    Odpowiedz
  • 14.11.2013 o 12:09
    Permalink

    Chyba też nigdy nie wyrzucę swoich pierwszych butów do biegania. Sentyment 🙂

    Odpowiedz
  • 19.10.2017 o 16:53
    Permalink

    Buty nie śmierdzą ale szybko przejmują smród od stóp które nie wchodzą.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *