Świat zza kul, czyli inwalidzi nie mają lekko

– Boli mnie ramię
– Lewe
– I nawet wiem dlaczego
– Bo mam zwichniętą prawą kostkę

REKLAMA

Tak, to jest ta cała kompensacja o której mówił Piotrek na warsztatach. Chodząc o kulach tylko z użyciem lewej nogi automatycznie przenoszę środek ciężkości na lewo i bardziej obciążam lewe ramię. A te, nieprzyzwyczajone do dźwigania większości z moich 80 kilogramów, w końcu zaczyna boleć.

Ale to i tak jest jeden z mniejszych problemów. Chodząc i biegając na dwóch nogach nie mamy nawet pojęcia jak to jest jak nagle ktoś zabierze ci jedną nogę. Nagle okazuje się że wszystko jest inaczej.

Już nawet samo poruszanie się o kulach to taka czynność, która dużo lżej wygląda z boku niż z puntu widzenia kul. W praktyce przez pierwsze dwa dni większość kroków to walka o to aby tuż po wylądowaniu nie wyłożyć się plackiem na podłodze. Z dnia na dzień trzeba się nauczyć chodzić po nowemu. A poruszanie o kulach wcale takie lekkie nie jest. Ręce są nieprzyzwyczajone i bolą. Tak samo mięśnie brzucha i dłonie. Boli też świadomość, że nie możesz się poruszać w inny sposób i w niektórych przypadkach jesteś zależny od pomocy innych.

Dom też nagle trzeba zorganizować trochę inaczej. O kulach ciężko nosić cokolwiek tak więc prawie wszystkie samodzielnie przygotowywane posiłki jem w kuchni. Leki zawsze biorę w tym samym miejscu. Buty (wystarczy lewy but) stoją przy łóżku bo tam się ubieram. Z laptopem siedzę na jednym fotelu, a wszystko co do niego potrzebne muszę mieć w zasięgu ręki aby co chwile nie wstawać. Nawet w toalecie od czasu zwichnięcia kostki leżą te same książki i gazety.

Poruszanie się o kulach

A jakbym chciał wyjść z domu?

Z wychodzeniem z domu nie mam problemu. Ale tak jak jeszcze niedawno zastanawiałem się gdzie by tu wybiegać 20 kilometrów tak teraz świat który jestem w stanie „ogarnąć” na własnych nogach liczony jest w setkach metrów. Znaczy się do spożywczaka i z powrotem. I z plecakiem, aby w rękach nic nie nosić.

Dalej teoretycznie można pojechać autobusem czy pociągiem. O tak! Pociąg testowałem i ten pierwszy raz zapamiętam do końca życia. Kolega podwiózł mnie pod samo wejście na halę główną Dworca Centralnego. Dalej musiałem sobie radzić sam. Przekulałem się więc (z jedna porządną odsapką) przez halę dworca. Dotarłem do szczytu ruchomych schodów. I stanąłem. Dotarło do mnie, że nie umiem… że nie wiem jak zjechać schodami poruszając się o kulach… Banał, ale przepuściłem z dziesięć osób zanim się zdecydowałem. Stanąłem na skraju. Lewą kulę złapałem w prawą rękę. Trzymając się kuli i tego czarnego pasa zwanego poręczą wskoczyłem na schodek. Jadę!! Normalnie jak w kolejce górskiej!! Teraz tylko aby nie zaliczyć gleby na dole.

Przeżyłem te i następne schody w jednym kawałku. A potem do mnie dotarła kolejna radosna nowina. Schody to tylko przedsmak niespodzianek, które czekają na takich inwalidów. Muszę jeszcze wsiąść do pociągu. Wczoraj to pikuś, a dziś…

Dziś mam jedną nogę, dwie kule, dziurę między peronem a pociągiem, a w dodatku wiem że pociąg zostanie zestawiony ze starych wagonów z wąskimi i wysokimi drzwiami. Znowu stałem jak słup soli i zastanawiałem się jak ludzie o kulach wsiadają do pociągów?!

– Bo przecież wsiadają.
– Widziałeś ich?!
– Kiedyś pewnie widziałem.
– A zwracałeś uwagę jak wsiadają do pociągu?
– Nie…
– To kombinuj!!

Kiedy już podjechał pociąg znowu przepuściłem wszystkich wsiadających. Absolutnie wszystkich. Nie chcę aby ktokolwiek patrzył jak się nieudolnie wtaczam do pociągu. A jak za jego progiem zaliczę glebę to przynajmniej będę miał spokój.

Stanąłem przed otwartymi drzwiami jak przed wrotami piekieł. Wąskie te wrota… W dodatku mam tylko jedną małą poręcz na drzwiach, której mogę się wesprzeć. Do tego czarna dziura w dole i te wąskie małe schodki. Oczami wyobraźni widziałem jak w tą dziurę wpadam. Rozejrzałem się jeszcze dookoła i w końcu podszedłem do drzwi wagonu. Wrzuciłem kule do środka. Potem opierając się o tą małą poręcz przeskoczyłem jakoś zdrową nogą na schodek. Potem na drugi i wreszcie byłem w środku. Spociłem się przy tym jak knur, ale się udało. Ufff…

Później się okazało że można było to zrobić lepiej, zgrabniej i sprawniej. Mi też z czasem każda czynność przychodziła łatwiej i stawała się bardziej naturalna. Ale i tak wsiadanie do starych pociągów TLK jest na mojej krótkiej liście rzeczy, których z kulami nie chciałbym już nigdy robić. Inwalidzi nie mają lekko.

Na obydwu nogach życie jest o wiele prostsze.

REKLAMA

11 komentarzy do “Świat zza kul, czyli inwalidzi nie mają lekko

  • 21.04.2016 o 17:01
    Permalink

    Witaj Pawle. Zgadzam się z Tobą, jak jest się zdrowym – w pełni mobilnym to nad wieloma sprawami się nie zastanawiamy. Ot, wstajemy i idziemy czy biegamy, Twoje czasowe inwalidztwo pokazuje jak to może być inaczej. Życzę Tobie szybkiego rozstania z kulami, wolę Twoje zdjęcia z biegów. Pozdrawiam – Tomasz.

    Odpowiedz
  • 21.04.2016 o 22:23
    Permalink

    Szybkiego powrotu do zdrowia życzę i cierpliwości w nauce kuśtykania. Jeszcze kilka dni i zapewne będziesz Pawle skakał o tych kulach jak sarenka. Ręce szybko się przyzwyczają a marsz na czterech nogach wcale nie będzie taką mordęgą jak obecnie. Kiedyś miałem całą nogę w gipsie i raczej kiepsko wspominam ten okres, choć o bieganiu wówczas nawet bym nie pomyślał jak o sporcie dla mnie (chyba o żadnym bym nie pomyślał:).

    Odpowiedz
    • 22.04.2016 o 12:02
      Permalink

      Zanim się na dobre nauczę kuśtykać, to mam nadzieję znowu chodzić jak „normalny” człowiek 😉

      Odpowiedz
  • 22.04.2016 o 08:49
    Permalink

    A mnie ciekawi jak z tego pociągu wysiadłeś, bo to chyba większa sztuka niż wsiadanie? 🙂

    Odpowiedz
    • 22.04.2016 o 12:10
      Permalink

      Za pierwszym razem zrobiłem to „od tyłu” powtarzając to jak wsiadałem. To nie był najlepszy sposób, ale wysiadłem 😉

      Natomiast na dłuższą metę to wysiadanie wydaje mi się prostsze od wsiadania. Najpierw otwierasz drzwi i trzymając się poręczy zeskakujesz o jeden lub dwa schodki (do poziomu peronu). Potem wystawiasz kule na peron i długim susem przechodzisz na niego zdrową nogą.

      Odpowiedz
  • 22.04.2016 o 10:57
    Permalink

    O tak, człowiek dopiero wtedy odkrywa, jak wygląda świat. Miałem 5 tygodni nogę w gipsie, a miałem i 4 tygodnie prawą rękę. Wiele się wtedy nauczyłem…

    Odpowiedz
    • 22.04.2016 o 11:59
      Permalink

      Ręka w gipsie to wręcz luksus 😉

      Miałem kiedyś rękę w gipsie (dobrze bo lewą, niedobrze bo 5 tyg), ale to nie było nawet w ćwierci tak kłopotliwe jak noga.

      Odpowiedz
  • 13.05.2018 o 18:18
    Permalink

    Cześć Pawle

    Poruszam się od kilku miesięcy o kulach i korzystam z połączeń kolejowych. Chcę wspomnieć, że osoby niepełnosprawne mogą liczyć na pomoc na dworcu (przeniesienie bagażu) oraz pomoc przy wejściu do pociągu ze strony PKP. Chęć skorzystania z pomocy należy zgłosić 48 godzin przed podróżą na stronie: https://www.intercity.pl/pl/site/dla-pasazera/informacje/informacje-dla-osob-niepelnosprawnych-i-o-ograniczonej-sprawnosci-ruchowej/pomocniczy-formularz-zgloszeniowy.html.

    Mam nadzieję że za kilka – kilkanaście tygodni będę mógł odłożyć kule.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • 28.09.2018 o 18:24
    Permalink

    Witam cztery lata temu zostałem z cięty z nóg dosłownie wszystkie kości ,bardzo dużo biegałem a tu świat się zawalił wbrew pozorom wracałem pomalutku do biegania ale po 3 latach musieli mi znowu łamać piszczel lewy i tutaj się zaczęło 8 miesiąc o kulach infekcja rany do dzisiaj nie ma zrostu kości , czekam na operacje ale tak kocham bieganie ze tydzień temu w Brukseli pobiegłem 10km o kulach z muzyka na plecach w godzinę trzydzieści teraz się szykuje do Poznania na 11.11 bieg niepodległości Kocham bieganie wazę już 100kg i spada waga !!
    Pozdrawiam i życzę zdrowia

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *