Wiosenne „Naj!”

Maratońska wiosna zakończona. Jej celem było złamanie bariery 4 godzin w maratonie, by zmazać ten, co prawda debiutancki, ale jednak mijający się z moimi oczekiwaniami, wynik 4:22 z Warszawy. Udało się plan wykonać nawet z nawiązką. Pękło nie tylko 4:00, ale też 3:50. Ogólny bilans udany, ukończone 3 maratony:

REKLAMA

Wszystkie poniżej 4:00, z czego jeden przełajowy, jeden w iście afrykańskich warunkach no i wyśrubowana życiówka, która wynosi aktualnie 3:48:16.

I właśnie patrząc z perspektywy wynikowej, to za najlepszy należy uznać VI Cross Maraton w Sielpi. Jednak każdy z tych trzech startów był na swój sposób wyjątkowy, wnosił coś nowego i coś co było „naj”. Najłatwiej oczywiście byłoby powiedzieć, że każdy maraton był najlepszy, co byłoby prawdą, ale wolę do sprawy podejść ambitniej. Postanowiłem, więc z pełną subiektywną premedytacją, wybrać takie moje osobiste „najlepsze z najlepszych”.

I oto, co mi z tego wybierania zostało:

Najładniejsze miejsce

Sielpia. Wiem, że to nie fair porównywać duże miasta, jakimi jest Kraków i Łódź do malutkiej Sielpi, ale to właśnie w tym malutkim miasteczku spodobało mi się na tyle, że powiedziałem sobie: „Ja tu jeszcze nie raz przyjadę”. Wielki las, cisza i spokój, oraz ładne jezioro pod ręką – czego chcieć więcej do wypoczynku? A i biegać można do upadłego.

VI Cross Maraton "Przez Piekło do Nieba" - medal

Najładniejszy gadżet

Kraków. I techniczna koszulka. Nie dość, że w ładnej biało-niebieskiej kompozycji, która to mi przypadła do gustu, to jeszcze Asics. Ładna, wygodna, praktyczna i jeszcze można trochę zaszpanować pośród niebiegających „cywili”.

Najlepszy bieg

Kraków. Pobiegłem zdecydowanie najrówniej. Nie przyśpieszyłem zbytnio na żadnym etapie biegu i suma summarum ukończyłem go z ładnym 3:52. Wtedy pierwszy raz złamałem 4h i cieszyłem się z tego jak głupi! To właśnie Cracovia Maraton był tym, do którego trenowałem przez całą zimę. To był ten pierwszy i najbardziej wyczekiwany wiosenny maraton.

Najtrudniejszy maraton

Łódź. Prawdopodobnie zbyt brawurowy odcinek pomiędzy 10 a 20 kilometrem kosztował mnie walkę z kurczami na ostatnich ośmiu kilometrach. Trzeba dodać, że upalnych ośmiu kilometrach, bo temperatura dochodziła do 30 stopni w cieniu, którego nie było. Jedyne miejsce i czas, kiedy miałem dosyć maratonu. Chciałem nabiegać 3:45, a w wielkich bólach wyszło 3:59.

Najładniejsza trasa

Kraków. Bieg po Starówce, brzegiem Wisły oraz wokół Wawelu to czysta przyjemność. Nawet przed startem to właśnie trasa krakowskiego maratonu wyglądała najsympatyczniej – i taka też była na żywo. Prostych i zakrętów akurat tyle ile trzeba. Należy tylko spuścić kurtynę milczenia na ostatnią mocno dobijającą pętlę po Błoniach.

Najpiękniejszy moment

Sielpia i lekki podbieg na 30 kilometrze gdzie się zagotowałem i gdzie się zatrzymałem. Było ciężko, czułem się wywrócony na drugą stronę, a mimo to złapałem się za dwójką biegaczy i pobiegłem dalej. Biegłem długo za nimi, by na cztery kilometry przed końcem przyśpieszyć i zameldować się na mecie cztery minuty przed nimi.

Najlepsza organizacja

Ciężki wybór, ale wybieram Łódź. Pierwszy maraton pod nowym szyldem po wcześniejszych kompromitacjach. Zawody rozegrane w wysokiej temperaturze, z którą organizatorzy sobie poradzili. Bardzo podobała mi się koncepcja miasteczka maratońskiego na Atlas Arenie. I ten finisz na płycie areny… Eh… Miodzio!

Łódź Maraton 2011 - medal

Najlepsza atmosfera

Sielpia. W sumie wybór sprowadzał się do wyboru pomiędzy dużym miejskim maratonem, a kameralną Sielpią. Wybrałem kameralność, która pozwalała się bardziej zintergować z zawodami. W Sielpi całą drogę widziałem z kim walczę, kto jest przede mną, a kto za mną. Całą drogę miałem kontakt z tymi samymi biegaczami i biegliśmy razem pomagając sobie. No i ten wspólny piknik na mecie.

Największy błąd

Łódź, 10 kilometr, wiadukty niedaleko dworca Kaliskiego i decyzja, by biec razem z biegaczem w czerwieni. Chcąc nie chcąc narzuciliśmy sobie zbyt szybkie tempo, które finalnie kosztowało mnie wynik znacznie słabszy od oczekiwanego.

Najlepsza pogoda

Kraków. Marznąłem idąc na start i marznąłem stojąc na nim dopóki nie wystartowaliśmy. Ale tak właśnie być powinno. Potem się rozgrzałem i zrobiło się przyjemnie. Temperatura akurat, słońce też niespecjalnie wychodziło zza chmur i wiał lekki wiaterek. Ideał!

Najlepszy finisz

Łódź, bo w momencie, kiedy zacząłem tracić z oczu balonik na 4:00 wiedziałem, że muszę przycisnąć ile tylko jeszcze się da i zapomnieć na tą ostatnią minutę czy dwie o kurczach i bólu. Nie myślałem, tylko biegłem. Na zbiegu na płytę Areny tak się rozpędziłem, że mimo bólu gnałem ile sił łamiąc 4h o 12 sekund. Jak to lubię mówić: „wyszarpałem te 4h”.

Najładniejszy medal

Kraków. Z racji konserwatyzmu wybieram jedyny okrągły medal w wiosennej kolekcji. Może to też pochodna tego, iż na ten medal czekałem i pracowałem siedem długich miesięcy? A może po prostu mi się podoba, ponieważ jest… ładny!

X Cracovia Maraton - medal

Najlepsza gastronomia

Sielpia. Nie było tam, co prawda pasta party, ale ilość jedzenia na mecie robiła wrażenie. Zaczęło się od kawałków czekolady i ciastek tuż za metą. Potem grochówka i parówki, które były w pakiecie startowym. Woda, herbata i kawa – gratis. A jakby było mało, to jeszcze podczas dekoracji można było się częstować kanapkami i jogurtem naturalnym. Wracając, w ogóle nie byłem głodny.

Najlepszy masaż

Łódź. Bo w Krakowie mi się nie chciało, w Sielpi nie było, a właśnie w Łodzi go potrzebowałem jak tlenu. Na tyle byłem zdeterminowany, że nawet nie stałem w kolejce tylko leżałem w niej. I tak, centymetr po centymetrze sunąc po podłodze, dowlokłem się na stół. A po masażu… Mogłem znowu chodzić!

Najlepszy powrót

Zdecydowanie Sielpia. Nie dość, że bardzo sympatyczna atmosfera, to jeszcze w życiu bym nie przypuszczał, że będę kiedyś wracał z maratonu w czteroosobowym składzie, wioząc trzy puchary w bagażniku. Ja, co prawda bez pucharu, ale za to z życiówką.

I to byłoby na tyle o maratonach na tą chwilę. Teraz trzeba odpocząć i znowu coś nabiegać, aby było o czym pisać i co podsumowywać…

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *