Zwichnięta kostka – z pamiętnika rekonwalescenta

Początek już znacie. Niecałe trzy tygodnie temu zwichnąłem kostkę i przy okazji rozerwałem sobie torebkę stawową. Jakieś dwie godziny później miałem już nogę w gipsie. A dzięwiętnaście dni później mi ten gips zdjęli. A co się działo w międzyczasie?

REKLAMA

Dzień 0

Pierwszy dzień szkolenia. Miejsce – hotel Sielanka pod Warką. Po części warsztatowej idziemy na część praktyczną czyli trening. Dzielimy się na trzy grupy z zaczynamy. Na początek kilometr truchtu. Potem skipy. Na skipach, podczas bodajże ostatniej serii moja stopa ląduje w jakiejś dziurze. Kostka ucieka na zewnątrz i tym razem nie udaje mi się tego opanować. Momentalnie nad kostką rośnie wielka gula. Robię jeszcze dwa kroki i ląduję w karetce. Tam serwują mi na kostkę lód w sprayu, altacet i opaskę elastyczną. Plus jest taki że gula gulą, ale cały czas mam ruch stopy w płaszczyźnie przód-tył. Sanitariusze mogą tylko strzelać że to „tylko” rozerwana torebka stawowa. Następny checkpoint – szpital.

W szpitalu najpierw miałem „przyjemność” jeżdżenia na wózku inwalidzkim. Średnio to przyjemne jak inni muszą cię wozić po korytarzach, ale inaczej się nie da. Więc najpierw ortopeda, potem na RTG i z powrotem do ortopedy. Diagnoza – zwichnięcie II stopnia z rozerwaniem torebki stawowej. Na RTG ścięgna i kości całe. Wybór – albo w gips, albo rób se pan co chcesz. Wybrałem gips.

Noga w gipsie

Tak dokładnie to jest tzw. longeta, czyli z tyłu jest to opatrunek gipsowy a z przodu otulina i bandaż.

Dzień 1

Jeden z trudniejszych dni. Wstałem potłuczony, bo z nogą w gipsie śpi się ciężko. Tym bardziej jeśli ta noga pulsuje niemrawym tępym bólem. Najgorsze było wstawanie do łazienki. Po każdym takim wstaniu i powrocie do łóżka noga bolała jakby ją w imadło wsadził i dokręcił.

Przez większość drugiego dnia szkolenia skaczę na jednej nodze. Nie mam kul, a jedyne czym mogę się posiłkować to kijek trekingowy. To raptem minimalna pomoc. Muszę mieć kule! Muszę też ogarnąć laki. Sam nie dałbym rady, więc koledzy z Nike ogarnęli aptekę (dzięki), a koledzy ze Sklepu Biegacza mieli ogarnąć kule, tak aby czekały na mnie w Warszawie.

Tego dnia miałem też zrobić sobie pierwszy zastrzyk przeciwzakrzepowy w brzuch. Na szczęście okazało się, że na szkoleniu mamy lekarza. W przerwie obiadowej nauczył mnie jak mam robić sobie zastrzyki. W jego rękach wyglądało to łatwo. Mi zostało tylko zapamiętać po kolei całą sekwencję i powtórzyć ją jutro… i pojutrze… i popojutrze…

Wieczorem dostaję kule. Zaczynam być trochę bardziej mobilny, ale z kulami też trzeba nauczyć się „chodzić”. Na początku nie jest to łatwe. A tym bardziej kiedy wieczorem muszę wsiąść i wysiąść z pociągu. To jedno z większych wyzwań jakim musiałem w życiu sprostać. To też dzień kiedy uwierzyłem w ludzi. Kilkakrotnie dostałem pomoc od nieznajomych, choć wcale o nią nie prosiłem. Czyżbym aż tak tragicznie o kulach się poruszał?

Dzień 2-6

Pierwsze dni, szczerze mówiąc, zlały mi się w jedną bezbarwną papkę. Obudzić się, włączyć tv, śniadanie, zastrzyk, obiad, kolacja i spać. Tym bardziej że wcale nie chciało mi się wstawać. Po każdej pobudce i spuszczeniu nogi na podłogę czułem tępy ból w zagipsowanej kostce. Trwała nauka chodzenia po domu o kulach. Trwała nauka nowej organizacji w domu.

Trwała też nauka robienia sobie zastrzyków. Za każdym razem bałem się jak cholera, ręce mi się pociły, ale potem robiłem dokładnie do co mi pierwszego dnia powiedział i pokazał lekarz. Miałem się nie przejmować też jeśli po zastrzyku pojawią się na ciele niewielkie siniaki. Nie wiem o co chodzi, bo za każdym razem udało mi się zrobić zastrzyk tak że nie zostały nawet ślady po wkłuciach.

Dzień 7-11

Noga przestaje tak boleć. Poranki już przestają być takie straszne, bo noga po wstaniu z łóżka już tak tępo nie pulsuje. Trochę mniej czasu spędzam w łóżku ale i tak przez większość czasu zajmuję się „nicnierobieniem” i studiowaniem programu TV.

Zaczynam też odczuwać ból w lewym ramieniu. To od tego, że poruszając się tylko na lewej nodze przenoszę cały ciężar ciała na lewo i to lewe ramię jest bardziej obciążone. Jest też nieprzyzwyczajone i boli. To kolejny powód dla którego w tym okresie najlepsze jest „nicnierobienie”.

Jedyny plus jest taki, że coraz pewniej zaczynam czuć się w robieniu zastrzyków. Robię raz po prawej stronie, raz po lewej stronie brzucha. Siniaków po nich nadal nie mam. Odliczam je do końca niczym w wojsku „dni do cywila”.

Dzień 12

Wizyta u ortopedy. Trzy godziny czekania w małej ciasnej poczekalni to wręcz kwintesencja polskiej służby zdrowia. Szczerze, gdybym był lekarzem i miał do przyjęcia 50 pacjentów to też miałbym dosyć i chciał to skończyć jak najszybciej. Szybka wizyta to w zasadzie wypisanie zwolnienia i informacja, że jeszcze za wcześnie aby gips zdjąć. Mam się zapisać na wizytę za tydzień.

Zwichnięta kostka

Dzień 13

Noga już praktycznie nie boli. Już mi nie przeszkadza tępy ból po opuszczeniu nogi w dół. Coraz mniej czasu spędzam w łóżku a moim ulubionym miejscem na ziemi staje się fotel (z podnóżkiem). Zaczynam lekko stawać na nodze w gipsie. Jest to ułamek normalnego obciążenia, ale dzięki temu zaczynam się poruszać po domu łatwiej i lżej. Dni przestają mi się zlewać bo zaczynam zajmować się coraz bardziej konkretnymi rzeczami.

Od tego ciągłego siedzenia i leżenia na zmianę, na wszystkich dostępnych w domu łóżkach i fotelach czuję, że mam strasznie pospinane uda i pasmo biodrowo piszczelowe. Do ich rolowania nie potrzebuję sprawnego stawu skokowego więc zaczynam sobie pracować z rollerem. Po dwóch dniach różnica jest kolosalna.

Dzień 14-15

Pierwszy raz „nie wychodzi” mi zastrzyk i zostaje mi siniak wielkości kciuka – to właśnie taki którym mam się nie przejmować. Ja się natomiast trochę przejmuję, bo do tej pory zastrzyki wychodziły mi idealnie. Tym bardziej że dzień później robiąc zastrzyk po drugiej stronie znowu mi nie wychodzi i znowu zostaje siniak. Chyba mój brzuch ma już dość zastrzyków…

Na szczęście po tych dwóch siniakowych wtopach, ostatnie 3 zastrzyki wychodzą mi dobrze. Znaczy się bez siniaków.

Dzień 16-18

Odliczam dni do wizyty u ortopedy, czyli dni do zdjęcia gipsu. Cały czas poruszam się o kulach, ale coraz bardziej obciążam nogę w gipsie. Już nie boli, a tylko gips mi przeszkadza. Na szczęście gips daje też tyle luzu że wolnymi chwilami sobie ćwiczę i poruszam palcami czy całą stopą. Oczywiście na tyle na ile mi opatrunek pozwala.

Dzień 19

Jadę do lekarza i nie widzę innej opcji jak zdjęcie gipsu. Spakowałem do plecaka drugą skarpetę i prawego buta (dokładnie tego którego zdjąłem po zwichnięciu w karetce). Ledwo wchodzę do gabinetu i od razu słyszę – zapraszam do gipsowni.  A więc nareszcie! Pod gipsownią jest kolejka ale tym razem nie spieszy mi się. Mam czas.

W końcu wchodzę i rozstaję się z gipsem. Po prawie trzech tygodniach widzę z powrotem swoją nogę. Kostka jest nadal opuchnięta. Poniżej kostki po obydwu stronach widzę nieduże siniaki powstałe prawdopodobnie w wyniku ucisku gipsu. Poza tym mogło być gorzej. Ruszać mogę w podobnym zakresie jak zaraz po zwichnięciu. Ruch przód-tył jest łatwiejszy. Ruch na boki trudniejszy.

Wracam do gabinetu ortopedy. Ogląda kostkę, sprawdza gdzie boli. Stwierdza że jest OK. Dostaję kilka ogólnych zaleceń (już nie muszę robić zastrzyków!) i polecenie że… mogę chodzić. Powoli oczywiście. Wreszcie zakładam znowu obydwa buty.

Nike Free Distance

Zaczyna się kolejny etap…

REKLAMA

8 komentarzy do “Zwichnięta kostka – z pamiętnika rekonwalescenta

  • 27.04.2016 o 11:23
    Permalink

    Siniaki na brzuchu to nie żaden błąd. Zastrzyki, które brałeś powodują rozrzedzenie krwi (chodzi o to, by łatwiej ona pływała, zwłaszcza w kontuzjowanym – często obrzękniętym – miejscu), dlatego po kilkunastu dniach stosowania jak trafiłeś w jakieś małe naczynko, to rzadka krew po prostu z niego wypłynęła tworząc podskórny wylew. Nie martw się, niektóre kobiety takie zastrzyki biorą przez całą ciążę (chodzi o lepsza dotlenienie dzidziusia) i żyją 😉

    Odpowiedz
  • 27.04.2016 o 12:44
    Permalink

    Dzień dobry Panie Pawle,
    pozwolę sobie napisać prośbę o rekomendację obuwia jeżeli można, bo jest Pan profesjonalistą po prostu 🙂
    W skrócie opiszę swoją sytuację:
    Jako młody chłopak moje kolano zostało zarażone gronkowcem złocistym, który dość zniszczył kolano niestety, ale później się pozbierałem i normalnie żyłem – nawet trenowałem nożną itp., teraz jestem dwa trzy miesiące po artroskopii (shaving błony maziowej i usunięcie łąkotki).
    Niestety po moim dość specyficznym przypadku rehabilitacja trwała dłużej, niż standardowo, a i tak nie wróciłem jeszcze do normalnego życia.
    Mam 185 cm i teraz około 72kg wagi (przytyło mi się po operacji kilka kilo), biegałem przed operacją, ale to było w zasadzie tak amatorsko w obuwiu jakimś nieprzystosowanym do tego. Niestety sytuacja mnie teraz zmusiła, że zdałem sobie sprawę, że potrzebuję po prostu porządne buty.
    Biegałem 3xtygodniowo gdzieś po 10km (może ciut mniej), teraz myślę do tego wrócić bardziej poważnie gdyż chcę wrócić do żywych, a dodatkowo wiem, że czym więcej sportu tym lepiej dla mojego kolana.
    Nie wiem ile jest mi potrzebne amortyzacji itp.
    Bardzo prosiłbym o pomoc, jeżeli można i z góry serdecznie dziękuję
    Pozdrawiam
    Damian

    Odpowiedz
  • 28.04.2016 o 07:18
    Permalink

    Doskonale pamietam złamany na rowerze obojczyk. Maj, środek sezonu, 3-miesięczne dziecko w domu, a tu trach. Straszna przygoda, która trwała kolejne 3 miesiące i zakończyła się bardzo średnim zarostem (w moim odczuciu stawem rzekomym). Podobnie do Ciebie, przeżyłem, choć ledwo, ledwo 🙂 Na kostkę uważaj. Polecam też różne magnetronici i inne prądy. Pozdrawiam Grzesiek

    Odpowiedz
  • 28.04.2016 o 17:57
    Permalink

    Witaj Pawle. Choruje na cukrzycę, której leczenie wymaga podawania insuliny. Wykonywanie zastrzyków w brzuch to u mnie codzienność. Siniaki też są bo zwyczajnie trafiam w tzw. naczynko i następuje wylew podskórny – normalne. Nie miałeś śladów po igle bo masz skórę nie kłutą. Na początku mojej znajomości z cukrzycą nie miałem śladów, siniaków, zrostów na skórze, teraz po latach są. Trzymaj się, pozdrawiam. Tomasz.

    Odpowiedz
  • 12.05.2016 o 15:52
    Permalink

    Z innej beczki – co to za model obuwia ???

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *