City Trail Warszawa 19/20 po raz piąty

Idzie luty, szykuj buty! Ale nie te z kolcami czy chociażby glebogryzarki pokroju Inov-8 Mudclawa. Warunki w pierwszych dniach lutego na Młocinach były całkiem znośne.

REKLAMA

Ciepło, mokro i wietrznie

Ciepło tak, że aż głupio mi było biec w legginsach, kiedy połowa moich znajomych biegła w krótkich spodenkach. No dobra… Nie połowa… Większość…

Mokro, bo cosik gdzieś kiedyś popadało i już na rozgrzewce utytłałem swoje Bostony świeżym błotkiem. Swoją drogą to czasami bywam mocno nieracjonalny. Mam trzy pary Bostonów, w trzech odcieniach „niebieskiego” – od deep blue, przez morski odcień choinki zapachowej po jasny błękit. Z uporem maniaka w każdym CityTrailu startuję w tych najjaśniejszych.

City Trail - adidas Adizero Boston

Wiało, może nie tak aby miało mi coś urwać, ale dało się poczuć, że biegnąc tam czyli na start było lekko pod wiatr. Z powrotem powinno być z wiatrem. Tak, tylko nie pomyślałem, że jak się biegnie tą minutę na kilometr szybciej niż na rozgrzewce to wiatr też wieje odpowiednio mocniej. Z naciskiem na „mocniej”.

A my jak zawsze o 11:00

Nic to. Jak niemal zawsze punktualnie o 11:00 taśma poszła w górę, a my pocisnęliśmy po znajomej ścieżce. Plan był prosty i podobny jak miesiąc wcześniej – zacząć nie za szybko, a potem utrzymać. Wyszło połowicznie. Na pierwszym kilometrze puściłem przodem tych co wyrwali jak harty.

Po kilometrze miałem już spokój. Pierwszy kilometr wszedł w 4:13 czyli nie przestrzeliłem. W nogach brakowało trochę luzu, ale bywało gorzej. Na drugim kilometrze przelecieliśmy przez polankę ze startem. Ktoś coś krzyknął. Z prawej „Paweł Dawaj!!”, z lewej „Jedziesz Bloger!”. Wtedy było jeszcze ok.

City Trail Warszawa - start
fot. Karolina Krawczyk

Przyhamowało mnie zacnie na trzecim. Trochę być może przez wiatr. Trochę przez to, że od początku czułem, że to nie jest mój najlepszy dzień na bieganie. Coś nie do końca szło. Czasami tak bywa. Biegacz za którym biegłem, zaczął mi odjeżdżać. Ot tak po prostu, on biegł szybciej, a ja nie nadążałem. Kur… Nic, złapię się następnego. Łapię więc jego rytm i znów nie mogę go utrzymać. Sto metrów i zostaję w tyle… Może za następnym się złapię? Nie… Może za jeszcze jednym…

Nie szło samemu. Nie szło za czyimiś plecami. Co chwilę ktoś mnie obiegiwał a ja męczyłem kolejne kilometry. Jeszcze dwa, jeszcze jeden… Dobrze, że to tylko piątka.

Finalnie do mety dobiegłem w 21:19 i jest to wynik dużo lepszy niż moje samopoczucie. Moje samopoczucie biegło chyba z kilometr za mną. Ewentualnie wychrzaniło się gdzieś w błocie przy tablicy drugiego kilometra. Ja poleciałem dalej i w sumie wykręciłem 3 najszybszy CityTrail z sześciu. Wynik powyżej kreski więc dobrze.

Do następnego! Ostatni raz w tej edycji w Warszawie spotykamy się 8 marca.

Jak zawsze w Parku Młociny.

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *