DFBG – bez spiny najlepiej, a emocje też były!

Trzeci raz byłem w Lądku-Zdroju na Dolnośląskim Festiwalu Biegów Górskich. Trzeci raz wracam bez startu na żadnym dystansie i jest mi z tego powodu bardzo dobrze. Powiedziałbym nawet, że to najlepsza moja wizyta w Lądku z dotychczasowych trzech… Bo emocji mi nie zabrakło. Ludzi z którymi mogłem je dzielić też.

REKLAMA

Nic nie muszę…

Jakieś pół roku temu miałem startować. Na którym dystansie? W Złotym Półmaratonie bo to maksymalny dystans na jaki mógłbym się porwać. Im więcej dni i tygodni mijało tym bardziej robiło się to bardziej bez sensu. Za mało biegania. Za mało siły w nogach. Za mało pewności w górach. Za mało wszystkiego.

Znam się. Wiem gdzie jestem biegowo. Biegałem już po górach. Także tych dookoła Lądka-Zdroju. Wiem, jak to jest kiedy każdy najmniejszy podbieg przeradza się w podejście i walkę o każdy krok. Nie potrzebowałem tego. Byłem niemal pewny, że gdybym wystartował i miał nad głową jeszcze czas i tykający zegar to miałbym co prawda medal na mecie ale wróciłbym z Lądka z bagażem frustracji i niepowodzenia. To nie było mi potrzebne. Nie startując nic nie musiałem…

DFBG 2021 - Lądek-Zdrój

Ale plan był…

Na DFBG jechaliśmy silną ekipą ze Sklepu Biegacza. Dwa najmocniejsze nasze ogniwa to oczywiście Emilia Mazek i Daniel Żochowski, którzy co by nie mówić, jechali walczyć o zwycięstwo. Do tego Bartek, Artur, Przemek, Karol, Michał i Albert, a to wcale nie była słaba ekipa.

Start Złotego Półmaratonu zaplanowano falowo. Od 9:30, ale ja na trasach wokół Lądka byłem już wcześniej. Około 7:30 wybiegłem z naszej miejscówki w Gierałtowie Starym i pobiegłem na start. W międzyczasie przeciąłem trasę biegu, ale to jeszcze nie byli „nasi” więc emocji nie było.

Na starcie więcej znajomych twarzy. Zaczęło się przybijanie piątek. Znów pojawiły się pytania:

  • Na ile biegniesz?
  • Na nic nie biegnę!
  • Ale jak to?
  • Normalnie, przyjechałem pobiegać, pokibicować ale nie startować…

Choć nie powiem… Propozycję przepisania, czy raczej próby przepisana niewykorzystanego pakietu startowego na „połówkę” dostałem dzień wcześniej. Nie sprawdzałem czy da się to zrobić. Po prostu nie chciałem startować. Nie i już.

Lądek na starcie

Na starcie interesowała mnie czołówka. Ta która startuje punkt 9:30. Zza barierek obserwowałem gdzie jest Emilia i Daniel. Widziałem też Artura „Biegowego Wariata” i Maćka – to ten który w największym szczególe znał mój plan na to jak chciałem biegać za Złotym Półmaratonem. Dwa dni wcześniej dostał ode mnie nawet screen tracka jaki wgrałem do zegarka.

Ruszyli zgodnie z planem. Daniel od startu pierwszy. Emilia razem z drugą biegaczką, której nie kojarzyłem wcześniej. Maciek ostro zaraz za nimi. Tak. To start więc wszyscy zaczynają mocno przy wiwacie publiki a potem zaczynają się schody. To znaczy podbiegi, które przeradzają się w podejścia. A pierwsze z nich czekało już za rogiem.

Tutaj miałem pewien stres. Bo miałem plan złapać ich w punkcie z wodą na przełęczy lądeckiej. Dla nich to 10 kilometrów. Dla mnie, najkrótszą drogą 4,3 kilometra, ale cały czas pod górę. Znając moją formę w górach to czterokilometrowy podbieg nie wróżył mi nic dobrego. Patrycja, z którą stałem na starcie mogłaby coś na ten temat powiedzieć. Nie czekałem ani sekundy po tym jak wystartowali. Chciałem, musiałem zdążyć na przełęcz zanim oni tam będą! Odwróciłem się i pobiegłem w stronę Lutynii.

DFBG 2021 - Góry Złote

Na przełęczy

Dla większości górskich biegaczy taki podbieg to pikuś. Raptem 4,3 kilometra. Raptem 210 metrów pod górę. Większość asfaltem. Dla mnie to jednak był kluczowy moment. Niby mówili:

  • Dasz radę, na spokojnie!

Ale i tak cisnąłem jakby to były zawody. A ta droga wcale taka łatwa nie była. Cały czas pod górę. Asfaltem jeszcze jakoś szło. Wtedy też zaczęło się robić wesoło. Bo tą samą drogą finiszowali biegacze z innych dystansów. Nie chciałem ich olewać, więc biegnąc lub czasem idąc biłem brawo. Mówiłem, że już niedaleko, czy wręcz odliczałem im ile do końca. A że sporo Was tutaj zagląda to często pozdrawialiście mnie po imieniu czy wręcz pytaliście się czy ja to Paweł…

  • Tak to ja!!

Umordowałem się okrutnie na ostatnim odcinku na przełęcz. Tym najbardziej stromym i prowadzącym przez łąkę. Tu już nie miałem siły biec, czy nawet podbiegać. Widziałem punkt z wodą na przełęczy i człapałem noga za nogą. Tętno ponad 180. Tempo poniżej 10’00/km. Ból. Króciutka esencja tego po co się tu przyjeżdża.

Na przełęczy zapewne z lekko mętnym wzrokiem zapytałem:

  • Pierwszy z półmaratonu już był?
  • Nie, jeszcze nikogo z półmaratonu nie było!

Uff.. Czyli zdążyłem. Jak się okazało choć Daniel grzał jak dziki koń na trasie to i tak musiałem na niego czekać dobre pół godziny! Niepotrzebnie się stresowałem. Zjadłem dwa żele, popiłem, pobiłem brawo, pogadałem z innymi. Poprzybijałem piątki. Od jednego z biegaczy z innego dystansu usłyszałem, że mu kiedyś dobre buty dobrałem! Kurcze! Stoję na przełęczy gdzieś w górach a i tak rozmawiam o dobieraniu butów!

Gdybym fotografował niektórych to zrobiłbym też ładny przewodnik czego nie robić na punkcie z wodą. Machanie kijkami, stanie w kółeczku przy stole z żarciem i niezostawianie miejsca dla innych czy wreszcie moje ulubione – leżenie na trawie! Ja wiem, że boli, że na tych długich dystansach trzeba, ale do jasnej cholery, kłaść się plackiem na trawie, na środku, w miejscu wybiegu z punktu z wodą!! Mało to miejsca obok trasy?!

Wreszcie pojawił się on – Daniel przeleciał jak strzała. Nie wiem czy pił, raczej nie wdepnął w żadnego leżącego na trawie biegacza bo nie słyszałem jęków. Zdążyłem krzyknąć „Jedziesz Danek!!” i tyle go było! Puściłem też stoper w zegarku aby wiedzieć ile ma przewagi!! Miał koszmarnie dużo. Drugiego biegacza półmaratonu zobaczyłem 10 minut później. Szok! Jak nie będzie katastrofy to już wygrał!

DFBG 2021 - Daniel Żochowski
Daniel Żochowski
fot. UltraLovers

Ona czyli Emilia pojawiła się chwilę później. Seledynowa koszulka. Skupienie. Kiedy wybiegała z punktu za nią była już następna biegaczka. Cholera! Bliziutko. Znów włączyłem stoper. Miała 20 sekund przewagi nad drugą. Nie za dużo! Ale druga część trasy jest dla niej dużo lepsza. „Ciśnij Emi!!”

Wyniki a start falowy?

Zbiegając z przełęczy wiedziałem że Daniel ma 10 minut przewagi a Emilia 20 sekund. To jednak nie była prawda. Przez start falowy wszystko się rozjeżdżało. Faktycznie Daniel, owszem prowadził, ale z zapasem niecałych 5 minut. Nie wiem czy drugi zawodnik startował tak późno, czy ja go po prostu w ferworze walki nie zauważyłem. Nie wiem i prawdopodobnie już się nie dowiem.

Emilia natomiast nie była pierwsza, a druga za Natalią Tomasiak, która wystartowała o wiele później niż ona. Wtedy nie myślałem, że to co widzę aż tak bardzo różni się od stanu rzeczywistego. Start falowy mocno utrudniał śledzenie czołówki i bezpośrednią walkę na trasie o zwycięstwo. To, że ktoś biegł pierwszy nie znaczyło, że pierwszy był. Zawsze mógł znaleźć się ktoś mocny kto startował w późniejszej fali.

Na zbiegu

Ponownie na trasie biegu pojawiłem się około 15 kilometra. Znów biegłem pod górę i czekałem na zbiegających z góry zawodników. Właściwie to czekałem na tego w czerwonej koszulce. Długo czekać nie musiałem! Jeszcze przed wąwozem w lesie pojawił się Daniel. Ja zacząłem krzyczeć „Danek! Danek! Danek!” a ten jak gdyby nigdy nic zapytał się ile miał przewagi na przełęczy i ile do końca. Nosz kurna, robocop!

Podbiegałem dalej. Pojawiali się następni i następni. Znów biłem brawo, pokrzykiwałem ile do końca. To był długi, momentalnie stromy szutrowy zbieg, więc za wiele osób nie było chętnych do odwzajemniania oklasków, ale wierzyłem, że może to pomóc. Mi by było milej jakby w środku lasu, na ostatniej prostej ktoś mi choćby bił brawo.

W końcu zobaczyłem Emilię. Pierwsze co, to spojrzałem za jej plecy. Pusto! Mijały sekundy i dalej pusto. W duchu się uśmiechałem coraz bardziej i bardziej!! Przemknęła obok mnie. Tak samo skupiona jak wtedy kiedy widziałem ją na przełęczy. Za nią było pusto co mnie cieszyło. Druga biegaczka pojawiła się dopiero 2 minuty i 40 sekund później. W przeciwieństwie do tego co widziałem na górze byłem spokojny. Zaraz będzie miała asfaltowy zbieg, czyli coś na czym czuje się najlepiej.

DFBG 2021 - Emilia Mazek
Emilia Mazek
fot. UltraLovers

Lutynia

Zacząłem powoli zbiegać w kierunku Lądka-Zdroju. Następnego z naszej ekipy – Artura Biegowego Wariata, zobaczyłem już na skrzyżowaniu w Lutyni. Cisnął mocno. Wyglądał dobrze! Wykorzystał mnie abym zebrał po nim żel energetyczny, który rzucił mi pod nogi. „Jedziesz Wariat!!”

Inny biegacz dobiegł do mnie blady jak ściana i zapytał czy nie mam wody. Wyglądał tak, że oddałem mu resztki z obu softflasków jakie miałem przy sobie. Nie śmiałbym odmówić. On ich potrzebował dużo bardziej niż ja. Nie musiał mi tego mówić. Widziałem to!

Następny był Michał, którego obecność mocno mnie zaskoczyła. Spodziewałem się go ale znacznie później! Później mi powie, że widział moje zaskoczenie więc musiałem mieć nietęgą minę. On też już minę miał nietęgą ale twardo biegł dalej.

Potem Maciej, drugi po Danielu „najbardziej świeży” z tych których widziałem na zbiegu. Wyglądał jakby to był 5 kilometr a nie 15. Zamieniliśmy kilka słów, a potem nie wiedząc czemu pomyślałem:

  • Czekaj! Lecę z Tobą!

Ale ten nie czekał, bo i po co! Zbiegał w jakimś nieprzyzwoitym tempie 3’coś na kilometr. Dogonić go dogoniłem, słyszał mnie tuż za sobą, ale to było trochę za grubo na mnie. Odpuszczam!

Tym bardziej, że dogoniliśmy Michała. Tak, tego który miał nietęgą minę chwilę wcześniej. Nie wyglądał lepiej. Właściwie to wyglądał źle. Mówił o problemach mięśniowych. Nie myślałem za dużo. Maciek i tak już zrobi swoje chyba, że go meteoryt trafi. Michałowi moja obecność może pomóc. Zostałem dla towarzystwa. Nie rozmawialiśmy za dużo, prawie wcale, ale te dwa kilometry co go pociągnąłem w dół dużo mu pomogły. W tym przypadku „pociągnąć kogoś w dół” odbyło się w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Pozytywny był też biegacz, który na moje oklaski i okrzyki krzyknął, że:

  • Dzięki za bloga! Czytam Cię już chyba z 10 lat!!
  • Proszę. To pewnie dlatego że piszę już 10 lat!

Zaśmialiśmy się a on pobiegł dalej. Takich miłych blogowych akcentów było od Was więcej. Wszystkich tu nie wymienię, ale za wszystkie bardzo dziękuję. To naprawdę było bardzo miłe.

Lądek na mecie

W końcu dotarłem z powrotem do Lądka. Zgodnie z tym co widziałem na trasie Daniel wygrał wśród mężczyzn z czasem 1:28:28 i sześcioma minutami przewagi. Emilia wygrała wśród kobiet z czasem 1:49:23 i dwoma i pół minutami przewagi. Jest pięknie. Jest fantastycznie! Gratuluję Wam!

A raczej „prawie” fantastycznie. Artur „Biegowy Wariat” na ostatniej prostej, dosłownie na 50 metrów przed metą zaliczył zupełnie nieplanowane spotkanie z barierką ochraniającą trasę. Efekt! Pozdzierane kolana i kilka szwów. Dobiegł ale na jakiś czas z biegania niestety jest wyłączony. Co będzie dalej pewnie sam o tym na swoim profilu opowie. Tymczasem trzymaj się Wariacie!!

DFBG 2021 - medal

Gdzie ten szampan?!

Już w strefie mety wraz z Danielem czekałem na resztę. Dobiegli Bartek z Albertem, dobiegł Przemek z Karolem. W międzyczasie miałem okazję wraz ze zwycięzcą sączyć zwycięskiego szampana, który Daniel dostał na mecie. Nie wygrałem, nic nie przebiegłem a smakowało cudnie! Szkoda tylko, że organizatorzy nie stanęli na wysokości zadania i szampan nie czekał na najszybszą kobietę. To już drugi rok z rzędu jak Emilia wygrywa Złoty Półmaraton a szampana na mecie nie ma. Albo był ale go nie dostała? Jeśli tak to dlaczego?

Argument o starcie falowym i tym, że do końca nie wiadomo było czy wygrała do mnie nigdy nie trafi. Skoro pierwszy mężczyzna na mecie (choć za chwilę może ktoś przybiec z lepszym czasem) dostaje szampana to dlaczego taki szampan nie czeka na pierwszą kobietę? Nie czekał w zeszłym roku. Nie czekał w tym.

Organizatorze DFBG! Do poprawy!

Resume czyli podsumowanie…

Podsumowując z Lądka-Zdroju wróciłem z takim bólem w nogach jakbym startował. Łącznie przebiegłem 22 kilometry i natłukłem jakieś 650 metrów przewyższeń. To dla mnie bardziej niż wystarczająco. Treningowo zrobiłem więcej niż powinienem. Kiedyś mam nadzieję, że ten dzisiejszy dzień „odda” mi na asfalcie. Nie mam medalu, nie ma mnie w tabelkach z wynikami ale co przeżyłem ganiając za Wami to moje. Te emocje pogoni za Emilią i Danielem. Ta możliwość dopingu czy poratowania kogoś po prostu swoją obecnością. Te częste momenty kiedy poznawaliście mnie na trasie.

Było fajnie!

REKLAMA

2 myśli na temat “DFBG – bez spiny najlepiej, a emocje też były!

  • 20.07.2021 o 20:42
    Permalink

    Nie wiem czy ja bym tak umiała. Jechać na zawody i nie wystartować. Gratulacje 🙂

    Odpowiedz
  • 13.08.2021 o 11:02
    Permalink

    Ten opis przypomniał mi pewien stary film około biegowy produkcji radzieckiej :-).
    Główny bohater pomagał biegaczowi w pokonaniu wyścigu przełajowego i który już na początku „słabo wyglądał” :-). Support w trakcie biegu motywował biegacza do dalszego wyścigu, donosił mleko z oddalonego od trasy gospodarstwa, chłodził wodą itp w konsekwencji przebieg z nim cały wyścig plus oczywiście drugie tyle by spełniać zachcianki sportowca. Biegacz ostatecznie wygrał wyścig, ale czy był wygranym ? To już wątpliwe.
    Ten wpis fajnie pokazał drugą stronę wyścigu. Często pojawiają się opisy tylko samych biegaczy natomiast to co się dzieje w supporcie już rzadziej a jak widać wrażenia, pozytywna energia, sport i emocje są gwarantowane 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *