Chcesz, żeby Twój maraton był niezapomnianą katastrofą? A może marzy Ci się biegowa historia, którą będziesz opowiadać latami (ze łzami w oczach)? Dobrze trafiłeś! Przygotowałem listę 10 sprawdzonych metod, dzięki którym Twoje 42 km zamienią się w epicką klęskę. Od eksperymentów z dietą, przez zbyt mocny start, aż po nowe buty – gwarantuję, że każdy z tych błędów zrobi robotę. Sprawdź, czego unikać… albo jak zagwarantować sobie maratońską katastrofę!
1. Brak odpowiedniego treningu
Wyobraź sobie, że wybierasz się na wyprawę w góry. Masz profesjonalne buty, funkcjonalny plecak… ale nie trenowałeś, bo „jakoś to będzie”. Efekt? Już po pierwszym podejściu sapiesz jak parowóz. Na maratonie będzie podobnie. Jeśli unikałeś długich wybiegań, to bądź gotowy że mniej więcej po 25. km będziesz walczył o przetrwanie. Jeśli marzy Ci się konkretny wynik w maratonie a nie biegałeś w tempie maratońskim? Cóż… przez pierwsze kilometry możesz czuć się jak sam Eliud, ale potem nastąpi epickie BANG!!
2. Załóż nowe buty w których ani razu nie biegałeś
Szukasz nowych startówek? Idealnie! Ale zamiast tracić czas na testowanie, idź na expo dzień przed biegiem i kup pierwsze lepsze buty, które wyglądają na szybkie. Najlepiej te z karbonem, neonowymi kolorami i nazwą sugerującą, że pobiegniesz w nich szybciej niż Kipchoge. Przymierzanie? Po co! Przecież to profesjonalne buty, więc na pewno będą pasować. A co z tymi, którzy mówią, że buty trzeba wcześniej rozbiegać? Eee, to tylko wymysły ostrożniaków! Pierwsze 20 kilometrów to idealny moment na test. W tym czasie zdążysz odkryć wszystkie niespodzianki – otarcia, pęcherze, może nawet odciski.
3. Eksperymentuj z jedzeniem kilka dni przed startem
Nowe miasto to tez często nowe jedzenie. Jeśli jesteś w miejscu, które ma kuchnię odmienną od tej którą znasz na co dzień, to musisz koniecznie jej spróbować. Nie przejmuj się tym, że mimo kilkudziesięciu prób nie potrafisz prawidłowo wymówić nazwy dania które zamawiasz, ani nie znasz wszystkich jego składników. Na pewno jest bardzo smaczne. Zamów z dokładką!
4. Przed startem wypij kilka piw
Pamiętaj, że nie przyjechałeś na drugi koniec świata tylko po to, aby przebiec maraton. Skoro już tam jesteś masz prawo przechylić piwo czy dwa. Masz też prawo zobaczyć miasto. Idealnym czasem dla takich atrakcji jest ostatnia noc przed maratonem. Przecież i tak w ostatnią noc przed startem są takie emocje, że nie można zasnąć… Można w tym czasie zwiedzić miasto, albo jakiś pub!
5. Ustaw się z przodu stawki
Kiedy już dotrzesz na start ustaw się na starcie z przodu. Stawanie z tyłu jest dla cieniasów. Nie po to tyle trenowałeś by startować gdzieś z ogona jak jakiś mięczak! Idź do przodu. Będzie cię lepiej widać w telewizji i na zdjęciach. Będziesz też miał po starcie więcej przestrzeni, bo największy tłok będzie za tobą! Same plusy!
6. Wystartuj szybciej, daj się „ponieść”
Ruszaj jak torpeda, szybciej o jakieś 15-20 sekund na kilometr niż planowałeś. Przecież nogi lekkie, adrenalina szaleje, a tłum niesie cię do przodu jak fala na koncercie rockowym. Jeśli posłuchałeś rady z poprzedniego punktu, to pewnie ustawiłeś się w pierwszym rzędzie, tuż obok elity – i teraz, zanim twój mózg zdąży się zorientować co się dzieje, biegniesz w tempie zawodowców. No więc trzymaj to tempo do samego końca! Przecież dasz radę! (Spoiler: nie dasz).
7. Jedz na trasie niesprawdzone żele
Znajomy polecał ci żele energetyczne firmy SuperŻelki? Przebiegł na nich kilkanaście maratonów i nigdy, ale to przenigdy, nawet mu się nie odbiły. Świetnie! Skoro jemu pasują, to i u ciebie zadziałają, prawda? No bo jakby mogły nie zadziałać? W końcu wszyscy mamy identyczne układy trawienne?! Nie testu, kup sobie właśnie te żele dzień przed startem a potem zacznij je wsuwać na maratonie, jakby to była paczka M&M’sów. Skoro znajomy przebiegł na nich tyle maratonów to i Tobie dodadzą energii.
A potem? Cóż… jeśli nagle poczujesz, że twój żołądek zaczyna protestować i domaga się awaryjnego postoju w Toi-Toiu, to po prostu wspomnij swojego znajomego ciepłym słowem. I trzymaj kciuki, żeby kolejka do toalety nie była za długa.
8. Krzycz, przybijaj piątki, gadaj do innych
Baw się! W końcu po to biegniesz. Krzycz do każdych napotkanych kibiców. Dopinguj ich, aby tobie dopingowali. Dopinguj ich również za to, że tobie dopingują. Pamiętaj też żeby przybijać piątki absolutnie wszystkim dzieciakom, nawet jak wymaga to od ciebie przebiegania na drugą stronę jezdni. Natomiast, kiedy nie krzyczysz do kibiców ani nie przybijasz piątek, maraton to idealny czas, aby sobie pogadać w biegu ze znajomymi i nieznajomymi. Masz tyle energii, że spokojnie wystarczy Ci zarówno na bieg jak na opowiedzenie całej historii Twojego biegania.
9. Omijaj punkty odżywcze
Mijaj punkty z wodą i bananami. Najadłeś się wczoraj, najadłeś się rano, masz polecane przez znajomego SuperŻelki i wcale a wcale nie jesteś głodny. Wody też przed startem wypiłeś ile trzeba. Banana czy wodę na trasie weźmiesz dopiero jak zachce ci się jeść, ewentualnie pić. Nie warto wyhamowywać, co chwilę i tracić kilka sekund na łapanie kubka z wodą, którego i tak połowę wylejesz na siebie.
10. Finisz zacznij kilka kilometrów przed metą!
Jeśli dotarłeś do 30 km w jednym kawałku, to znaczy, że masz ciało jak z żelaza. Wiesz, że wytrzymasz długi finisz – taki naprawdę, mega długi. Nie ma co zwlekać do 35 czy 40 km, kiedy możesz już teraz podkręcić tempo. Przecież tak dobrze ci idzie bieg. Masz tyle siły, że dasz rade przyśpieszyć, uciec grupie, z która biegniesz od początku i dobiec długo przed nimi. Lets’ go!
I jak, dobiegłeś? Super! Kolejki w Toi-Toiu nie było? Ekstra! Jak wynik? Pewnie życióweczka!
Daj znać w komentarzach.


Osobiście wypróbowałam punkt 7. Polecam, spieprzony efekt gwarantowany!
Hehe XD beka. Swietny artykul, dobrze sie bawilam czytajac to.
4,7,8 – wypróbowałem na sobie – polecam! ;))) świetny wpis Paweł 🙂
Wszystko przede mną 😉 Genialny tekst!
Ironia pierwsza klasa. Gratuluję oczucia humoru!!!
Punkt 5 stosuje ostatnio regularnie (konkretnie z makaronem) i nie spierprzyło mi to nigdy biegu. Raczej odwrotnie 😉
hehe, świetny wpis!
Fajny tekst! Ostatnio w Poznaniu (ale na krótkim półmaratonie) wypróbowałem niechcący punkt 9 – potwierdzam jego skuteczność. 😉
Gratuluje świetnego tekstu. Ubawiłem się konkretnie.
Bez przesady z punktem 8. Opowiadanie swojego życia odpada – zgadzam się. Rozmowa w ogóle jako taka – zgadzam się, ale powiedzieć komuś kto wymięka „trzymaj się / nie poddawaj się” to nic strasznego. Tak samo jeżeli ktoś nie łamie trójki – pokazać kciuka do góry lub pomachać ręką to nie takie wielkie halo. W wielu miastach w Europie atmosfera na ulicach jest wyjątkowa dzięki kibicom. Jeżeli chce się biegać na odludziu, bo ludzie nie są potrzebni to lepiej wziąć zegarek z gpsem lub telefon z endomondo i „czas/życiówkę też się zrobi”, ale wtedy nie będzie nikt na końcu gratulował, więc jak to jest – potrzebni Ci kibice, ale na samym końcu, bo inaczej wadzą?
Też napisałem swoje. Też tego nie rozumiem. Tłum Cię niesie, bądź z tym tłumem, podziel się z nim emocjami, może niewiele ale daj coś od siebie w zamian: machnięcie ręką, uśmiech, piątkę, kiwnięcie głową w ramach podziękowania.
Rozwaliłeś system tym tekstem! Mega!! Oby więcej takich!!
Hhahaha oh ironio, 10 kawałów w jednym. Dobra robota ! 😀
Dzięki 🙂
Totalnie się z punktem 8 nie zgodzę. Tak, lecę w poprzek ulicy kiedy widzę dzieciaki które wystawiają dłonie do „piątek”, rzadko zdarzy mi się kogoś ominąć. Tak, gadam z tym kto chce i tego potrzebuje, macham do wszystkich starszych pań i nie tylko które machają z balkonów i się uśmiechają albo na jakimś Ultra stoją przy trasie i polewają Cię z węża wodą, ciesząc się z tego, że mogą być częścią imprezy. Dzięki temu gadaniu udało się poznać sporo ludzi, może dzięki takiej piątce któreś z tych dzieciaków też postanowi kiedyś pobiec maraton, bo „głupek” z ozorem na wierzchu cieszył się tak samo jak on przybijając tę piątkę. Nie wiem też, jak można nie przybić piątki z kimś kto się drze „Polska” na pół ulicy, kiedy startujesz gdzieś zagranicą. Robię to wszystko regularnie, poprawiam życiówki, udało się stać wiele razy na „pudle”. Dla mnie „spiep….y” maraton to raczej przebiegnięcie z napiętą twarzą i ominięcie tych dzieciaków…
Biegam 11 lat. Oprócz punktu 10 sprawdziłem wszystkie. „Polecam”. A jeśli chodzi o punkt 6 to mogę uznać, ze jestem na poziomie „master” :-).
Pozdrawiam.