AfterShokz Xtrainerz – moje pierwsze i od razu „podwodne” słuchawki

Przez bite dziesięć lat na pytanie o to jakie słuchawki polecam odpowiadałem tak samo. Mówiłem, że w swoim życiu zrobiłem ponad 20 tysięcy kilometrów z czego ze słuchawkami jakieś 10, no może 15. Nie jestem osobą która cokolwiek może powiedzieć o słuchawkach biegowych. I to miało się nie zmienić. A przynajmniej tak twierdziłem do początku marca…

REKLAMA

Co się stało na początku marca? Na początku marca w moje ręce wpadły Aftershokz’y. Takie dziwaczne słuchawki, których nie wkłada się do ucha a zakłada na głowę obok ucha i… grają!!

Ale o co chodzi?!

Idea tylko z zewnątrz wygląda dziwnie, ale jest prosta. Słuchawki działają na zasadzie przewodnictwa kostnego. Dźwięk transmitowany jest ze słuchawki poprzez kości czaszki wprost do ucha wewnętrznego. Ma to kilka dosyć oczywistych zalet:

  • dźwięk nie jest przenoszony (a raczej jest w minimalnym stopniu) przez błonę bębenkową co nie uszkadza słuchu,
  • nie blokują ucha i nie zagłuszają dźwięków otoczenia,
  • z racji, że nie wkładamy nic do ucha są to słuchawki o niebo bardziej higieniczne niż te normalne.

Mało? Więcej o samej idei i słuchawkach Aftershokz przeczytacie na stronie internetowej producenta.

Aftershokz a Aftershokz

Na stronie producenta mamy kilka rodzajów słuchawek. Pomijając opcje kolorystyczne można znaleźć trzy modele:

  • Xtrainerz – słuchawki bez możliwości połączenia Bluetoth z telefonem ale za to z pamięcią 4GB na pliki *.mp3. Dodatkowo są to słuchawki najbardziej pancerne (stopień ochrony IP68) i można z nimi pływać. Mają nawet specjalny „swimming mode” i rewelacyjnie działają (sprawdziłem) pod wodą.
  • Aeropex – słuchawki z możliwością sparowania ich po Bluetooth z zewnętrznym urządzeniem, bez własnej wbudowanej pamięci więc telefon lub inne urządzenie trzeba mieć ze sobą. Z mikrofonem więc mogą posłużyć też jako zestaw głośnomówiący w telefonie.
  • Trekz – prostsza wersja Aeropex z nieco słabszym dźwiękiem, mniejszą odpornością na pył i wodę oraz ze słabszą baterią (do 6 godzin przy 8 godzinach w Aeropex).
Aftershokz Xtrainerz - pudełko

Do mnie trafił Xtrainerz co było błogosławieństwem o tyle, że tak samo jak rzadko biegałem do tej pory w słuchawkach tak rzadko mam telefon ze sobą. Telefon zabieram tylko na te dłuższe wybiegania gdzie biegając po lesie mogę schować go na dnie plecaka. Gdyby słuchawki miały zmusić mnie bym razem z nimi zabierał telefon, to zapewne w dłuższej perspektywie nie zabierałbym nic – ani słuchawek ani telefonu.

No dobra, czym mnie kupiły słuchawki?

Po pierwsze – dźwiękiem

Od tego powinno się zacząć ocenianie słuchawek – od dźwięku, który w Aftershokz jest bardziej niż zadowalający. Nie jestem melomanem ale muzyki słucham bardzo często. Doceniam kiedy mogę jej słuchać w dobrej jakości i słyszeć wszelkie muzyczne niuanse. W Aftershokz słyszę tą różnicę.

Specyficzne jest też uczucie kiedy mimo dźwięku ze słuchawek słyszę wszystko dookoła tak jakbym ich nie miał. To całkiem przyjemne uczucie i jest to jeden z elementów dla których mogę zapomnieć o tym, że mam na głowie słuchawki. Słuchawki do tego stopnia nie przeszkadzają w odbieraniu dźwięków z otoczenia, że zdarzyło mi się z rozpędu odebrać telefon i prowadzić rozmowę telefoniczną ze słuchawkami „na uszach”. Jeśli muzyka nie gra głośno nie ma z tym problemu.

Aftershokz Xtrainerz

Po drugie – wygodą

System słuchawek zakładanych obok ucha jest o niebo bardziej komfortowy niż słuchawek dousznych. Te wkładane do ucha prędzej czy później zaczynają mnie wkurzać swoją obecnością. Te które przylegają do ciała obok ucha nie wkurzają mnie wcale. Zarówno jak w nich biegam jak i kiedy je noszę tak po prostu. Pałąk jest na tyle miękki, że pozwala dopasować się do głowy. Jest też na tyle sprężysty, że po założeniu na tyle dobrze trzyma się głowy, że mogę zapomnieć o ich obecności. A nie spadają nawet przy dość intensywnym ruchu jak bieganie.

Wygoda obsługi też jest dobra. Wszystko odbywa się za pomocą czterech przycisków na prawym zauszniku. Jest przycisk „mode” którym przełączamy tryby odtwarzania muzyki pomiędzy normal/shuffle/repeat oraz pomiędzy trybami swimming/general. Pozostałe trzy działają jak klasyczne przyciski prev, play/pause/stop, next. Po założeniu słuchawek na głowę wszystkie przyciski obsługuje się trochę „na czuja” więc musiałem chwilę nauczyć się co jest gdzie. Nie jest to jednak trudne a przyciski są na tyle wyczuwalne, że obsługuje się je bez problemu.

Aftershokz Xtrainerz - sterowanie

Słuchawki nieźle działają też w chłodniejszych warunkach. Da się je założyć pod luźną czapkę (trzeba pokombinować, polecam pałąk przesunąć maksymalnie w stronę czubka głowy). Da się też przyciski obsługiwać w cienkich rękawiczkach. Oczywiście w biegu kilka razy kliknąłem nie to co potrzeba, ale dają radę nawet w czapce i rękawiczkach.

Nie było mi ich dane testować na basenie, a to jedna z ich największych zalet. Niemniej jednak z ciekawości testowałem tryb podwodny podczas kąpieli. Tryb „swimming mode” na powietrzu daje nieco przytłumiony dźwięk. Tak jakby „suchy”, pozbawiony wyrazu. Pod wodą natomiast dźwięk nabiera z powrotem głębi. Prawdę mówiąc tryb „swimming mode” pod wodą brzmi nie gorzej (a może i lepiej) niż „general mode” na otwartym powietrzu. Leżenie w wannie z zanurzoną do połowy głową i w słuchawkach przypomina leżenie w wielkim pudle rezonansowym. Może uzależniać. Jak będzie możliwość – wezmę na basen.

Aftershokz Xtrainerz - pływanie

Po trzecie – higieną

Generalnie jeśli nie muszę wkładać sobie słuchawek do ucha to dużo łatwiej zachować mi ich czystość. Ot wystarczy, że przetrę je czymkolwiek. A w przypadku Aftershokz’ów to nawet opłukam bieżącą wodą. Nic im się nie stanie a będą jak nowe. I czyste.

Po czwarte – czasem działania

Czas działania według producenta wynosi do 8 godzin i mógłbym obstawiać, że mniej więcej tyle wytrzymają na jednym pełnym ładowaniu. Po naładowaniu ich do pełna i trzech treningach czyli około 3-4 godzinach ruchu słyszę komunikat (tak, tak, słuchawki „mówią” mi ile mi baterii zostało) „battery medium”. Więc czy to będzie pełne 8 godzin czy „ledwie” 6 godzin (a tyle jestem pewien, że dadzą radę) to jest bardzo dobrze.

Aftershokz Xtrainerz - detale

Minusy?

Właściwie w słuchawkach brakuje mi tylko tego czego od samego początku nie mają. Czasami brakuje mi połączenia Bluetooth z telefonem, tak aby po treningu czy po wyjściu z wanny przełączyć się z utworów wgranych na słuchawki na chociażby Spotify. Trochę irytujące jest, że aby zmienić cokolwiek w plikach muzycznych muszę szukać kabelka. Łącząc słuchawki z telefonem miałbym dostęp do wręcz nieograniczonych zasobów muzycznych. To zapewniają słuchawki Aeropex i idealnie byłoby mieć zarówno wszystko co mam w Xtrainerzach plus możliwość połączenia ich po Bluetooth.

Niemniej jednak nie zamieniłbym ich na Aeropexy, bo nie przepadam za obecnością telefonu na treningu. Nie mając telefonu nie mam problemu gdzie ten telefon mam sobie schować. Do słuchania muzyki same słuchawki wystarczą. Jeszcze niedawno nie myślałem, że będę tak zachwycony „zwykłymi” słuchawkami. Za wygodę, komfort i „swimming mode” jestem na tak.

REKLAMA

One thought on “AfterShokz Xtrainerz – moje pierwsze i od razu „podwodne” słuchawki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *