Co można pisać o trzecim kolejnym biegu z cyklu CityTrail? To co o poprzednich. Że fajnie co jakiś czas spotkać znajome twarze, przybić kilka piątek i pocisnąć razem z tą całą wesołą hałastrą kolejne kółka wokół Młocin.
Schemat już mam wyrobiony. Pobudka, śniadanie, dojazd. Wszystko wyliczone tak żeby w miasteczku biegowym pojawić się ok 10:30. O tej godzinie wszyscy już tam są. Z kim mam się spotkać to się spotkam. Z kim zamienić kilka słów to zamienię.

Aura jak na środek grudnia nie najgorsza. Trochę wilgotno, ale bez przenikliwego chłodu. Krótkie spodenki cały czas są wystarczające. Wystarczy tylko ściągnąć z siebie wierzchnie „cywilne” ciuchy i mogę pobiec na rozgrzewkę.
Nastawienie też nie najgorsze. Od ostatniego CityTraila zaliczyłem dwa tygodnie roztrenowania. Potem jeden tydzień bardzo luźny. Drugi luźny. Najmocniejszy i jedyny szybszy trening w tym okresie to rozbieganie z zabawą biegową 30/30 sekund. Generalnie wychodziłem z założenia, że skoro już przyjechałem to truchtać nie mam zamiaru, a co będzie to będzie.

Zacząłem jak zawsze. A nie… Zapomniałem, że od miesiąca nie biegałem w okolicach 4’00/km… Poleciałem więc na ułańskiej fantazji.
– Mam 4’06 na pierwszym kilometrze. Jakbym to utrzymał…
Przez chwilę jeszcze trzymałem. Przebiegając przez polankę miałem siłę się jeszcze pouśmiechać. Na trzecim kilometrze zacząłem jednak zdychać. Efekt za szybkiego początku i braku mocniejszych treningów w ostatnim miesiącu.
– Nie utrzymam…
Zerkałem na zegarek i widziałem coraz wolniejsze tempo. Zegarek pokazywał swoje a ja czułem swoje. Znaczy czułem, że nie czułem i że więcej dziś nie wycisnę. Przez głowę przelatywały czarne scenariusze.
– Nie wyrobię się w 23 minutach… Cholera…
Przelatywało mi nawet przez głowę, żeby całkiem odpuścić i dodreptać do mety na luzaku bez zerkania na zegarek. Miałem już przygotowane całkiem sporo wymówek dlaczego tak wolno. Jednocześnie cały czas biegłem…
– Dobrze wyglądasz, przyśpiesz! – rozległ się głos z boku. Kolega kłamał jak z nut. Widział, że mnie ładnie zgięło, ale cóż… Taka rola kibica.
Biorąc sobie do serca, że to już ostatni kilometr coś tam jeszcze z siebie wycisnąłem. Nie patrzyłem już na zegarek. Zobaczyłem go dopiero na mecie. A tam pokazał mi 21:24, czyli… Daleko od czarnych scenariuszy pisanych przeze mnie na trasie. Raptem 22 sekundy wolniej niż miesiąc temu kiedy byłem w normalnym treningu. I w sumie to mój drugi najszybszy CityTrail z czterech startów na tej trasie. Nie najgorzej!

Można poprzybijać piątki.
Można powiedzieć, do zobaczenia w styczniu.

Jaki jest Pana rekord na 5 km?
Aktualnie 20:34.