Wszystkie moje Hoczki – którą za co lubię?

Nie jest wielką tajemnicą, że lubię Hokę nie tylko w postaci CarbonX’ów. Na przestrzeni ostatnich kilku lat liznąłem właściwie Hokę z każdej możliwej kategorii. I tej terenowej i asfaltowej i startowej. I cały czas lubię i do niej wracam i biegam w nich kolejne treningi.

REKLAMA

Aktualnie przy drzwiach na swoją kolej czekają cztery modele:

Właściwie z Hokowego mainstreamu brakuje mi tylko Speedgoata, czyli ich flagowej terenówki. Czemu jej nie ma? Bo wcale mi się do niego nie pali. Staram się korzystać z butów zgodnie z przeznaczeniem, więc skoro w górach biegam średnio trzy razy w roku – posiadanie Spedgoata nie jest koniecznością.

Najczęściej wjeżdża Carbon X

I znów te Carbony – po kilku setkach kilometrów to dla mnie szybki but treningowy. Właściwie jak idę na asfalt (do lasu ich biel zakazuje mi się zbliżać) to mogę w nich biec wszystko – spokojne rozbiegania, zabawy biegowe, biegi ciągłe i mniej ciągłe odcinki. Dla mnie to rewelacyjny miks komfortu z dynamiką więc mimo wszystko zostawiam je raczej na te szybsze odcinki.

Carbony pobiegły też ze mną w półmaratonie, zaliczyłem w nich jedną asfaltową glebę (stąd małe rozcięcie na prawym bucie) ale polubiłem się z nimi bardzo i mam nadzieję, że mi jeszcze trochę posłużą.

Hoka One One Carbon X

Kiedy nie wiem co, to Clifton

But właściwie do wszystkiego. Właściwie, czyli jak wiem że będę biegał na tyle wolno, że szkoda mi Carbonów to mam Cliftona. Jak idę na pętlę gdzie poza asfaltem będzie trochę asfaltu, trochę ziemi a być może i leśnych krzaków? Też Clifton. Kiedy pada i szkoda mi białych Carbonów? Jest Clifton. Całkiem wiele razy można było mnie też w nich spotkać w pracy w Sklepie Biegacza.

Clifton 4 to but który z moich Hok został najmocniej wyeksploatowany nie tylko biegowo bo właśnie okazał się rewelacyjnie wygodnym butem do chodzenia na codzień. Przez to jest to jedyna moja Hoka, która właściwie dokonała swojego żywota. Dla mnie był solidnym zamiennikiem dla bardzo znanych treningówek pokroju Brooks Ghosta, Mizuno Ridera czy Asicsa Gel-Cumulusa. Podobny pod kątem dużej i komfortowej amortyzacji a jednak z tą Hokową „kołyską”.

To but nad którym nigdy nie piałem ochów i achów, ale też taki w którym osobiście nie miałem się kompletnie do czego przyczepić. Dlatego właśnie tak często był na moich nogach. Polecam je na Twoje pierwsze Hoki.

Hoka One One Clifton 4

Bondi dla mnie jest aż za miękki

Pisałem o nim że to ukoronowanie maksymalizmu i te sprawy. Ma więcej piany pod stopą niż cokolwiek innego. Muszę przyznać, że na samym początku nie byłem gotowy na taką jej ilość. Kiedy pierwszy raz pobiegłem w Bondi znając już Cliftony i Challengery byłem w lekkim szoku. Nowe wyjęte z pudełka „Bondaje” to wrażenie wręcz obłędne. Jest tak miękko, sennie i mięciusio, że musiałem się pilnować aby tempo biegu mi zanadto nie „siadło”.

Z czasem wszystko się ułożyło (powoli też się zużywa) więc już tej odczuwalnej miękkości jest nieco mniej. Z czasem też człowiek przyzwyczaja się do dobrego i do tego że ma pod stopą prawie cztery centymetry piany. Nie da się robić WOW! za każdym razem. Pierwszy raz w Bondi może być tylko… raz.

Z racji takiej aż wręcz usypiającej miękkości nie korzystam z niego bardzo często. Właściwie to bywa ze mną tylko i wyłącznie na długich asfaltowych wybieganiach, bo tam doceniam dwie rzeczy. Po pierwsze duża miękkość i pluszowość sprawiają, że wcale a wcale nie chce mi się rozbiegań biegać za szybko. Po drugie bardzo doceniam komfort i amortyzację. Nawet jak jestem dla tego buta o wiele zbyt lekki, bo ważę około 75 kilogramów.

Hoka One One Bondi 6

W teren Challenger

Challenger to właściwie but idealny pod kątem przeznaczenia do tego co zaczyna się jakieś 500 metrów od mojego domu – podmiejskiego lasu. Challenger dla mnie to terenowy Clifton – stopa siedzi mi w nim podobnie. Komfort jest podobny. Przetaczanie i zachowanie podczas biegania także. Na rozbiegania po leśnym urozmaiconym terenie jak znalazł.

Jako że to terenówka to czasami zdarzyło mi się w niej zapuścić w bardziej harcorowy i techniczny teren. Kilka razy była ze mną w górach. Biegała po skałkach Ojcowskiego Parku Narodowego i po błotku w Bieszczadach. Z Hoką jest tak, że trzeba w terenie pobiegać raz w niej, raz w „normalnych” terenówkach a zaczyna się doceniać to co Hoka ma pod stopą. W takich Challengerach prawie nie czuć po czym się biegnie. Podbiegi czy wręcz podejścia czy to w skalnym czy w piaszczystym terenie też nieźle ogarniają. Chyba najmniej je polubiłem w tych bardzo nielicznych miejscach gdzie czekały mnie bardzo hardcorowe zbiegi. Nie jestem orłem jeśli chodzi o zbieganie ale na takie strome techniczne zbiegi wolałbym mieć jednak coś innego na nogach. W Hokach przez to że nie czułem na czym moja stopa lądowała, jeszcze bardziej traciłem pewność zbiegania. W butach z podeszwą o normalnej wysokości jednak czuję co tam pod moją stopą jest. I wtedy czuję się pewniej.

Hoka One One Challenger

Co dalej? Carbon Rocket!!

Mam wrażenie, że mając doświadczenie z całą czwórką mam doświadczenie niemal z całą Hoką. Mam dwa z trzech kluczowych modeli tej marki. Mam ulubionego Carbon X’a i liznąłem buta który jest gigantyczny nawet w marce produkującej gigantyczne buty. Jeśli miałbym coś jeszcze wrzucić na nogi to byłby to Carbon Rocket – jeszcze bardziej wycieniowana wersja CarbonX’a. Ideowo but bardzo do niego podobny i podobnie wykonany. Podobnie siedzi na nodze i „idzie” do przodu. A jest jeszcze lżejszy!

A Ty? Masz jakieś doświadczenia z Hoką? Które są Twoje ulubione?

REKLAMA

3 myśli na temat “Wszystkie moje Hoczki – którą za co lubię?

  • 24.05.2020 o 20:05
    Permalink

    Wczoraj będąc w sklepie biegacza we Wrocławiu, po rozmowie z Panem Cezarym skusiłem się na Hoke Clifton 6 i na nodze bajka. Dziś pierwszy trening w nich zrobiłem i na początek jestem bardzo zadowolony z nich. Mam nadzieje, ze trochę mi posłużą

    Odpowiedz
    • 25.05.2020 o 13:28
      Permalink

      Witam.
      Długo biegslam we freedom iso 2 , niestety mam problem żeby je jeszcze gdzieś dostać. Iso 3 jeszcze nie ma .Które hoki polecasz w zamian ?

      Odpowiedz
    • 29.05.2020 o 19:11
      Permalink

      Ja aktualnie biegam w Clifton 5. Bardzo miękko nawet przy moich 85kg. Na początku zmiana dropu z 12cm na 5cm dała mocno w kość achillesom.Jedyny minus że mam szerokie śródstopie i oryginalna wkładka trochę uwierała i powodowała odciski. Zmiana wkładki na ortopedyczną załatwiła sprawę. Jak już w tych wyklepię amortyzację to spróbuję Bondi.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *