Bieganie naturalne nie zawsze jest naturalne

A przynajmniej bieganie naturalne nie jest naturalne dla większości społeczeństwa. Ludzie tak przyzwyczaili się do butów, że zmieniła się też ich biomechanika ruchu. Ludzie współcześni biegają z pięty i dla nich jest to w zupełności naturalne. Tak samo naturalne, jak dla naszych praprzodków, bieganie boso.

REKLAMA

Skąd się wzięło bieganie naturalne?

Dla przypomnienia, bieganie naturalne to takie bieganie, jakie uskuteczniali nasi praprzodkowie. Tysiące lat temu nikt butami się nie przejmował (no, bo jak przejmować się czymś, czego jeszcze nie wynaleziono), a więc ludzie chodzili i biegali boso. Jeśli trzeba było gonić antylopę to gonili. Jeśli trzeba było uciekać przed lwem to uciekali. Zawsze i wszędzie boso. Ich stopy i ścięgna były naturalne przystosowane do biegu.

Bieganie bez butów to bieganie ze śródstopia. Inaczej się po prostu nie da. Lądując na piecie długo boso się biegać nie da. Pięta sama w sobie kompletnie nie amortyzuje uderzeń o nawierzchnię. Jeśli nawierzchnia jest twarda to cały impet uderzenia idzie w kostki, piszczele, kolana, uda, biodra i po kręgosłupie aż do samej głowy. Nie jest to ani przyjemne ani zdrowe. Dlatego też bose bieganie to bieganie z lądowaniem na śródstopiu. Wtedy stopa wraz ze ścięgnem Achillesa staje się naturalnym amortyzatorem, który pochłania większą cześć uderzenia o nawierzchnie. Wymaga to dużo mocniejszych mięśni i ścięgien nóg, ale bez butów inaczej się nie da.

To jest właśnie ów naturalne bieganie – bez butów, lądując na śródstopiu i tak jak do tego ludzie są przystosowani od tysięcy lat. Na żywo dziś bieganie naturalne można pewnie spotkać tylko w Afryce, skąd wywodzą się najznamienitsi biegacze długodystansowi świata.

Tylko, że gdyby takiemu biegającemu od zawsze boso człowiekowi dać klasyczny but biegowy służący do biegania z pięty, to prędzej czy później dorobiłby się kontuzji. Dla tych biegających od zawsze boso, bieganie naturalne to bose bieganie ze śródstopia.

Zachód naturalnie biega z pięty

Natomiast nowocześni ludzie „zachodu” w pewien sposób się zepsuli. Człowiek „zachodu”, jak ja czy ty, odkąd tylko postawił swoje pierwsze małe kroczki miał na nogach buty. Biegał w nich jako dziecko, chodził jako dorosły. Jest do nich bardzo przywiązany. Ich brak akceptuje, co najwyżej w łazience, domowych pieleszach i na plaży. Wszędzie indziej chodzi w butach i jest to dla niego naturalne. Nie wierzysz? Wyjdź na dwór się przejść bez butów. Dziwnie prawda? Brakuje tego obcasa pod piętą, który choć trochę chroni piętę i nie pozwala nią aż tak tłuc o podłoże.

Dlatego też stopy większości współczesnych ludzi są słabsze. Dużą cześć tego, co mogła robić stopa, stopa zrobić nie potrafi, bo nigdy tego nie robiła. Nie ma przede wszystkim automatyzmu lądowania na śródstopiu. Aby się tego nauczyć potrzeba lat treningu, a i tak nie nauczymy się w pełni biegać tak jak ludzie kiedyś. Zresztą nadal przed i po treningu będziemy chodzić w butach. W ten sposób bieganie ze śródstopia jest dla ludzi „zachodu” czymś innym, dziwnym i wręcz nienaturalnym. Po prostu, dla tych biegających od zawsze w butach, bieganie naturalne to bieganie z pięty.

Quechua Trail 10 - na plecach

Warto to zmieniać?

A teraz zadaj sobie pytanie, czym jest dla Ciebie naturalne bieganie? Naturalne bieganie to takie bieganie, które znasz od dziecka i którego nie musisz się uczyć. Bieganie naturalne nie jest związane ze sposobem lądowania stopy. Praludzie biegali bez butów i nie zastanawiali się jak stawiać stopy. Naturalnie lądowali na śródstopiu. Tak samo dzisiejszy człowiek „zachodu” od zawsze biega w butach i naturalnie ląduje na pięcie. Tak już jest. Czy warto to zmieniać? To już pytanie do każdego z osobna.

Generalnie najwięcej krzywdy można sobie zrobić próbując się przestawić z lądowania na pięcie na lądowanie na śródstopiu. Jeśli zrobisz to nieumiejętnie, za szybko czy bez odpowiedniego dodatkowego wzmacniania mięśni, zrobisz sobie wielką krzywdę. Ktoś kto nigdy w życiu nie biegał ze śródstopia czy też boso, musi uczyć się go tak jakby zaczynał się uczyć chodzić. Od absolutnych podstaw i dosłownie krok po kroku.

Na uprzywilejowanej pozycji natomiast stoją ci, którzy biegania ze śródstopia uczyć się nie muszą, bo tak po prostu biegają. Tak, są tacy! Oni nie potrzebują się przestawiać, bo oni choć od urodzenia chodzą w butach to naturalnie potrafią biegać na śródstopiu. Nie uczyli się tego. Oni tak po prostu biegają.

Z argumentem o kontuzyjności biegania „naturalnego” ciężko mi dyskutować i mówić, że bieganie „naturalne” zmniejsza ryzyko kontuzji. Owszem ciężko znaleźć biegacza „naturalnego”, który złapał kontuzję, ale zacznijmy od tego, że ciężko w ogóle znaleźć takiego, który biega boso lub wyłącznie w najbardziej minimalnych butach. A więc skoro 99% społeczeństwa biega w butach z amortyzacją, to logiczne jest, że pacjentami ortopedów i fizjoterapeutów są w 99% biegacze lądujący na pięcie. Dorobić do tego ideologię jest bardzo łatwo.

Dlatego ja na bieganie naturalne nikogo namawiać nie mam zamiaru. Odradzać zresztą też wam tego nie będę, bo sam czasami tak biegam. Dla mnie minimalizm to miła odmiana od klasycznych butów. Niemniej jednak uważam, że każdy powinien biegać przede wszystkim tak jak jest naturalnie dla niego i tak jak chce. Nie ważne czy ze śródstopia czy z pięty. Byle do przodu!

REKLAMA

26 komentarzy do “Bieganie naturalne nie zawsze jest naturalne

  • 25.02.2014 o 20:16
    Permalink

    ciekawy wpis, temat rzeka. Można by do tego dodać liczby sprzedaży butów do biegania naturalnego i hype organizowany przez firmy sportowe, pewnie okazało by się że gdyby firmy obuwnicze zrobiły odpowiednie akcje marketingowe i zaczęłyby nam wmawiać żeby biegać na czterech łapach z butami na rękach to jestem pewny że znaleźli by się naśladowcy chętni na bieganie ultra – naturalne 🙂 Buty z 5 palcami to dobry początek. Po prostu nie dajmy się zwariować i biegajmy tak jak nam przyjemnie. Polecam obejrzeć końcówki maratonów na youtube gdzie wszyscy Kenijczycy jak są zmęczeni to walą z pięty aż miło – i to by było na tyle jezeli chodzi o bieganie naturalne.

    Odpowiedz
  • 25.02.2014 o 20:38
    Permalink

    Wszystko jest dla ludzi i każdy musi dojść do tego, jak biega mu się najlepiej. Ja jestem gdzieś po środku, moje startowe buty na szosę oraz terenówki są blisko naturalnych, bo mają mały drop i relatywnie niewielką amortyzację. Mam też ultralekkie minimusy, w których cisnę najszybsze treningi na bieżni, ale większość treningów robię w klasycznych amortyzowanych butach. Najgorsze co można zrobić, to kupić sobie buty minimalistyczne i nagle zacząć w nich biegać, bez przygotowania..

    Odpowiedz
  • 25.02.2014 o 21:18
    Permalink

    Niech każdy biega jak chce i będzie najlepiej. Są fani minimalizmu, są fani amortyzacji i są fani (jak Krasus), którzy łączą jedno z drugim. Ważne aby znaleźć swój złoty środek. Skrajności w którąkolwiek stronę są złe.

    Odpowiedz
  • 25.02.2014 o 23:57
    Permalink

    Ja się zgadzam całkowicie z takim podejściem – powinno się biegać tak jak jest wygodnie. Nie mam zamiaru specjalnie uczyć się żeby przesiadać się na to „naturalne” bieganie. Z drugiej strony bardzo możliwe że to samo z siebie powoli będzie się działo… zobaczymy.

    Odpowiedz
  • 26.02.2014 o 09:50
    Permalink

    Bardzo dobrze napisane. Według mnie nie ma co zmuszać nikogo do „biegania naturalnego”. Każdy powinien wybrać to co pasuje mu najbardziej i z głową podchodzić do każdej zmiany i próby zmiany czegokolwiek.

    Odpowiedz
  • 26.02.2014 o 09:05
    Permalink

    Dokładnie jak pisze Marcin „Najgorsze co można zrobić, to kupić sobie buty minimalistyczne i nagle zacząć w nich biegać, bez przygotowania..”

    Wiele tekstów o bieganiu naturalnym zachęca do zakładania butów do biegania naturalnego. Dla początkującego biegacza, który kupuje pierwszą, druga parę butów to proszenie się o kontuzję i nawet zaprzestanie biegania. Jeśli już ktoś chce biegać naturalnie, musi to wprowadzać stopniowo i z głową.

    Dobry i ważny tekst Paweł.

    Odpowiedz
  • 26.02.2014 o 15:56
    Permalink

    Ciekawy wpis. Jednak śmiem się nie zgodzić z tym, że przejście z pięty na śródstopie zabiera lata. Biegam od 7 miesięcy regularnie i pogłębiając wiedzę na temat techniki biegu, dostałem od znajomego biegacza namiary na artykuły i filmy o POSE (dr. Romanova). Jednym z podstawowych założeń jest bieg ze śródstopia oraz kadencja na poziomie 180. Już pierwsze próby biegu z wysoką kadencją wykluczyły „dawanie z pięty”. Wystarczy dawać krótsze kroczki i masz o wiele łatwiej. Minęło kilka tygodni i nie umiem już biec z pięty. Może nie jest to idealne śródstopie. Z filmów, które kręcę w celu korekty techniki, wynika, że jest to śródstopie minimalne (czyli pięta nisko nad ziemią). Stosowanie POSE (albo choć jej kluczowych elementów) ogranicza przeciążenia idące na układ kostny i wyklucza wystąpienie na przykład popularnego „shin splints” (dokuczającego biegającym właśnie z pięty). Kluczem jest wysoka kadencja i lądowania na ugiętym kolanie tak, by elastyczność mięśni odpowiadała za amortyzację lądowania a nie układ kostny. Śmiem przypuszczać, że jest to o wiele mniej obciążające niż najlepsza amortyzacja żelowa w butach i walenie z pięty. Nie przekonuje mnie argument, że czegoś nie robiliśmy to nie można już tego zmieniać. Zawsze można zmienić coś na lepsze. Wymaga to czasu i pracy ale według mnie się opłaca. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    • 21.09.2014 o 16:37
      Permalink

      Dokładnie mam te same przemyślenia i doświadczenia z metodą Romanova.

      Odpowiedz
  • 27.02.2014 o 21:17
    Permalink

    Temat rzeka, a ilu biegaczy, tyle opinii. Moim zdaniem nie ma co na siłę przestawiać się na bieganie ze śródstopia. Jeżeli ktoś tak biega, to ok, jeżeli biega z pięty, to też ok. Zresztą pogląd na ten temat zmienia się co kilka lat. Wielu biegaczy, którzy odnosili sukcesy lata temu sugeruje, że najlepiej jest biegać z pięty (właśnie mam przed sobą książkę Jeffa Gallowaya, podobnie usłyszałem kiedyś od prof. Ratkowskiego). Nie tak dawno przyszła moda na buty minimalistyczne, jednak większość ludzi wykorzystywała je jedynie, jako urozmaicenie treningu. Jak patrzę na ostatnie modele, to tego minimalizmu jakby było mniej i w modelach pojawia się chociaż drobna amortyzacja. Znam wiele osób, które przestawianie się z pięty na śródstopie przypłaciło poważną kontuzją. Dlatego warto przeanalizować potencjalne zyski i straty 😉

    Odpowiedz
  • 03.03.2014 o 12:45
    Permalink

    Zgadzam się z Arkiem. Mnie może przyszło to stosunkowo łatwo bo od niedawna trenuję i nie miałem bagażu kilometrów przebiegniętych w danej technice. Dlatego może łatwiej to zmienić. Ja znam z kolei ludzi, którzy po przejściu z pięty na śródstopie (choćby minimalne) przestali mieć problemy z kolanami i shin splints. Widać, że to kwestia osobnicza. Jednak sugerowanie, że zmiana techniki na śródstopie zabiera lata, to mocne przegięcie. 😉

    Odpowiedz
    • 12.03.2014 o 10:24
      Permalink

      Bardzo dobry tekst. Polecam pracę nad kadencją. 🙂

      Odpowiedz
  • 26.03.2014 o 14:38
    Permalink

    Na początku zaznaczę, że jestem kompletnym amatorem i nie mam zamiaru aspirować do roli eksperta.
    Nie zgadzam się, że bieganie ze śródstopia nie jest naturalne dla ludzi zachodu. Jak najbardziej jest, bo każdy tak zaczyna biegać. Spójrzcie na kilkuletnie dzieci – są w butach, ale każde biega ze śródstopia, żadne nie wali piętą. Małe dzieci nie analizują, po prostu biegają szybko, krótkimi krokami, z wysoką kadencją. Lądowanie na pięcie jest możliwe tylko w butach z amortyzacją, więc zaczynamy tak biegać dopiero później. Kwestia nawyków. Czy złych albo dobrych? Nie mnie oceniać. Przy okazji – buty z amortyzacją pojawiły się dopiero w latach 60-tych XX wieku.
    Ja zacząłem bieganie w kwietniu 2011, w tanich butach z amortyzacją. W styczniu 2013 zacząłem przestawiać się na bieganie ze śródstopia, dalej w butach z amortyzacją. Pierwszy dystans to było ok. 4 km. Przez dwa tygodnie bolały mnie mięśnie i ścięgna w stopach (wcześniej nie wiedziałem, że ich tyle w stopach mam :). Dwa razy zmęczyłem ścięgno Achillesa tak, że musiało odpocząć trzy dni. Poza tym zero sensacji. Od kwietnia 2013 biegam w Merrellach Trail Glove, więc amortyzacja raczej niewielka. Dystanse do półmaratonu, każda nawierzchnia: asfalt, bruk, las, łąka, pola. Zero kontuzji. No i mam prawie 40 lat. 🙂 Brak kontuzji, żadnych problemów, nawet pęcherza się w tych butach nie nabawiłem. Nie nastawiam się na wyczynowe wyniki, to też częściowo wyjaśnienie braku kontuzji. Ale biegania z lądowaniem na stopie już sobie nie wyobrażam.

    Odpowiedz
    • 26.03.2014 o 14:41
      Permalink

      Miało być „z lądowaniem na pięcie” 🙂

      Odpowiedz
  • 15.05.2014 o 15:42
    Permalink

    Moi drodzy co wy o ciągle o tych butach? Ja przeczytałem sobie urodzonych biegaczy, i postanowiłem biegac naturalnie – czyli po prostu boso. Zacząłem latem w 2013. I w weekendy robie 7 – 8 km. boso przez las,po polnej drodze i po kostce brukowej. Siłą rzeczy nie walę piętą bo mnie boli 🙂 Zachęcam do takiej opcji – nie mieszkamy na antarktydzie i jak biegniesz nawet teraz to nie jest ci zimno w stopy. Oczywiście na imprezach biegam w butach bo jest szybciej i nie muszę ciagle patrzeć pod nogi. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • 20.05.2014 o 09:35
    Permalink

    Owo bieganie. O owym bieganiu. Owa dziewczyna. Ów mężczyzna. Owo dziecko. Owo krzesło. Nigdy nie zrozumiem czemu ludzie używają słów, których nie potrafią prawidłowo odmienić przez osoby. Jeśli nie jesteś pewien to używaj „to”. Znaczenie takie samo a tekst z błędnym użyciem „mądrze brzmiącego” słowa wygląda głupiej niż z mniej wykwintnym odpowiednikiem. A tak poza tym, bardzo ciekawy blog i miło poczytać.

    Odpowiedz
  • 27.09.2014 o 12:42
    Permalink

    Panie i Panowie ! W bieganiu pomaga brak pieniędzy (może też motywować, bo odstresowuje). Od prawie 30 lat używam tenisówek z powodzeniem. Dystans 8 – 30 km (maks. 40 km) i w tenisówkach nie łapię powazniejszych kontuzji, o ile omijam ostre kamienie. Ostatnio zacząłem oddawać do szewca do podklejenia (4-6 mm) i teraz niegroźne nawet tłuczeń i ostry żwir. Cena 15 – 20 zł za wygodne „buty” na asfalt i beton (bo w terenie wolę mieć te 5mm podeszwy więcej za ~25 zł). Jedna wada: po 200 km zwykle tenisówki się rozpadają.
    PS Najgorzej biegało mi się w „adidasach” sprezentowanych ze 25 lat temu przez rodziców – bóle podudzi.

    Odpowiedz
  • 29.09.2014 o 14:44
    Permalink

    Ja też uważam, że nie trzeba pieniędzy, żeby móc biegać. Buty butami, najważniejsza jest motywacja i jak zwykle rozsądek.

    Odpowiedz
    • 27.01.2015 o 13:11
      Permalink

      Nigdy się nie przestawiłem całkiem. Po kilku miesiącach biegania w Merrellach mogłem robić na śródstopiu nawet całkiem długie rozbiegania. Najdłuższym biegiem w Merrellach na śródstopiu był Półmaraton Kampinoski. Traktowałem to jako dodatkowe treningi wzmacniające mięśnie i ścięgna.

      Natomiast w klasycznych butach biegam klasycznie, czyli w moim przypadku bardziej z pięty.

      Odpowiedz
      • 27.01.2015 o 13:29
        Permalink

        Co wpłynęło na fakt, że nie przestawiłeś się całkiem? Dlaczego nadal z pięty?

        Ja biegam od niecałego roku, z pięty. Niektórzy (w tym fizjoterapeuta) przekonują mnie, żebym się przestawił i szukam różnych opinii na ten temat.

      • 07.09.2016 o 09:40
        Permalink

        Po niespełna półtorej roku od tego wpisu postanowiłem jednak nauczyć się biegania na śródstopiu. Przestawiłem się z dnia na dzień, redukując nieco ilość kilometrów i… już nie potrafię inaczej. Przez pierwszych kilka tygodni miałem dość konkretne „zakwasy” w łydkach, ale to minęło. Od kilku miesięcy biegam wyłącznie na śródstopiu.

  • 15.04.2016 o 13:58
    Permalink

    chcialam sie zapytac biegam naturalnie w 5fingersach od ponad miesaca staram byc ostrozna i mam 3 treningi tygodniowo gdzie jest bieg +marsz. dzis mam drugi dzien wolnego i poszlam w 5fingersach z psami do lasu. Mialam uuczucie ze mi sie miesien przemiescil w jednej lydce zrobl sie goracy i ostudzil (takie napiecie trwlo to sec. albo dwie. i teraz jest spokoj). Czy takie cos jest normalne? roznca jest tylko ze dzisiaj nie mialam skarpetek bo zawsze je nosze.

    Odpowiedz
  • 12.08.2016 o 03:58
    Permalink

    TEN ARTYKUL TO BZDURY!

    Ludzie autor tego tekstu chce wam wmowic ze czegos nie mozecie, ze sie nieda i ewidentnie was zniecheca do biegania naturalnego bez zadnej konkretnej argumentacji. On tego nie umie, a jego ego nie chce by ktos umial cos czego on sam nie moze sie nauczyc.

    Cytuje: „Aby się tego nauczyć potrzeba lat treningu, a i tak nie nauczymy się w pełni biegać tak jak ludzie kiedyś.”

    Swietne podejscie!!! Pewnie Pan Pawel tez twierdzi ze biedni ludzie potrzbuja lat by wyjsc z biedy a i tak nigdy nie beda bogaci. Ze nauka jezyka obcego tez zajmie lata a i tak sie go w pelni nie nauczymy. Ze dbajac o zdrowie latami i tak wkoncu umrzemy. No tak to bez sensu.

    Prezcierz kazdy zdrowy czlowiek potrafi biegac naturalnie na boso ot tak bez zadnych treningow! A jesli che sie byc mistrzem to w kazdym stylu i kazdym sporcie trzeba lat treningow. Autor zaczal przygode z bieganiem ladujac na piecie w butach z amortyzacja. Gdyby najpierw nauczyl sie biegania ladujac na przodostopiu, to ten artykul zniechecalby do ladowania na piecie.

    Panie Pawle czy zdaje pan sobie sprawe z tego co pisze?
    Jesli czyta to ktos kto nigdy nie biegal a zamierza jutro zaczac, najprawdopodobniej kupi klasyczne buty, nie myslac nawet o kupnie tych „minimalistycznych”. Przecierz na starcie tej pieknej przygody moglby wyprobowac oba style i juz po kilku tygodniach sam zdecydowac ktory rozwijac. Ktory daje mu lepsze wyniki, progres, szybkosc, wytrzymalosc, wygode, odpornosc na kontuzje, zadowolenie i radosc podczas biegu.

    Ja nie mowie ze bieganie z ladowaniem na przodostopiu jest lepsze od ladowania na piecie tylko zeby kazdy sam dobral to pod siebie i obiektywnie to ocenil, bez przekreslania jednej z metod sugerujac sie czyims doswiadczeniem. Kazdy jest inny, kazdy ma inna stope, kazdy ma jakas wade, inna motoryke, i wiele innych bardzo istotnych cech o ktorych autor nie wspomina.

    Ja odkad zaczalem biegac naturalnie zrobilem znaczace postepy (i to w butach z amortyzacja piety- tak tez sie da!!!), na treningi poswiecam mniej czasu, a wyniki na zawodach coraz lepsze! Na poczatku bylo bardzo ciezko. Problem ze slabymi nieprzyzwyczajonymi miesniami, ale z kazdym bieganiem coraz lzej! Zakwasy wkoncu przechodza. Organizm szybko wytwarza nowe wlokna miesniowe i naprawia uszkodzone. Mam wrazenie ze podczas nauki biegu naturalnego mamy tylko problem z miesniami, a w przypadku tego drugiego dochodza kosci i stawy ktore regeneruja sie znacznie dluzej co odbija sie na postepach.

    Polecam wzytskim sprobowac bieganie naturalne!

    Tak wiem i przepraszam ze pisze nieporawnie po polsku, ale robie postepy;)

    Odpowiedz
  • 01.05.2018 o 15:34
    Permalink

    A ja wam powiem, że biegania ze śródstopia uczono mnie w podstawówce i mimo, że zaczynam na poważnie biegać jako już dorosła osoba, nie wyobrażam sobie biegać inaczej. Mijając innych wiosennych zapaleńców widzę jak biegają z pięty i zawsze myślę o rozwalonych biodrach po latach takich błędów. Mam wrażliwe stawy i szybko dostrzegam kiedy pozycja ćwiczeń jest kontuzjna, dlatego WSZYSTKIM odradzam bieganie z pięty. Dodatkowo zmieniając nawyki można wyrobić lepszą postawę, wzmocnić kostki, kolana i poprawić równowagę. A bieganie z pięty? Wyrobiona panewka biodrowa do wymiany i obciążony kręgosłup. Zwróćcie uwagę jakie 'łupanie’ w uszach słychać podczas takiego biegu.

    Odpowiedz
  • 19.12.2018 o 16:03
    Permalink

    Ilu biegaczy tyle opinii 🙂 Ale przestawić się z biegania z pięty było mi bardzo ciężko i wydaje mi się, że dalej nie robię tego poprawnie. Ciekawy artykuł

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *