Tak więc sezon startowy 2012 uważam za rozpoczęty. Teraz już mogę to powiedzieć. Już pierwsze zawody są za mną. Pierwszy tegoroczny wynik został odnotowany w annałach mojego biegania. Kolejna życiówka i kolejny wynik, który teraz trzeba gonić.
Lecz Sochaczewski Test Coopera to tylko rozgrzewka.
Teraz czas na kolejne, coraz większe wyzwania. Czas na to , by wreszcie zweryfikować założenia treningowe, realizowane z mozołem przez całą zimę. W ostatnią niedzielę zweryfikować było je ciężko. Nie najłatwiejsza trasa i porywisty wiatr nie ułatwiały zadania. Rewelacji nie zrobiłem, ale też rewelacji nikt się nie spodziewał. Szybkie bieganie to nie jest to, nad czym pracowałem przez całą zimę. Szybkie i mocne treningi mam jeszcze przed sobą, wiosną i latem. A potem jesień… Piękna jesień, kiedy znowu będę walczył ze swoimi życiówkami.
Trening idzie w dobrym kierunku i przynosi pożądany skutek. To już wiem i widzę w postaci rzędów i kolumn cyfr w swoim dzienniczku treningowym. Tempo biegów powoli, acz systematycznie, pnie się w górę, a tętna, przy których biegam, powoli spadają. Tak miało być i tak się dzieje! A to dopiero początek sezonu! Nowego sezonu, w który wkraczam, może jeszcze nie najszybszym, lecz już na pewno żwawym, krokiem.
A skoro nowy sezon i nowe wyzwania, to czas też na nowe buty. Kilka dni temu po raz pierwszy zostałem wyróżniony i dostałem od adidasa do testowania nowe adidas Supernova Glide 4M – najnowsze dziecko adidasa jeśli chodzi o treningowy but na asfaltowe drogi. But stworzony do nawijania dziesiątek i setek kilometrów asfaltu, co dla mnie, jako zatwardziałego maratończyka, jest solą biegania.
But, póki co pachnie świeżością i lśni trzema srebrnymi paskami. Kusi, by go założyć tu i teraz i pobiec w nim przed siebie. Gdziekolwiek. Lecz to jeszcze nie ten czas. Ten czas niebawem nastąpi. Jutro, może pojutrze but dostanie pierwszą okazję do zmierzenia się z mazowieckimi drogami. Zapewne, przy okazji liźnie też trochę ziemi. Może nawet liźnie jej trochę więcej niż producent przewidział…
A więcej, no cóż… Może mógłbym tu napisać jeszcze kilka rzeczy, które już teraz zwracają moją uwagę, lecz przecież biegacz nie ocenia butów „na oko?, lecz „na stopę”. W końcu to ona będzie z butem współpracowała. To ona będzie napędzała cały organizm w pogoni za kolejnymi wynikami, rekordami i życiówkami…
A zatem… Do boju!
No ładne buciki Panie kolego 🙂
Napisz potem co o nich sadzisz i jak się sprawują.
Myślę o zakupie między innymi tego modelu.
Pozdrawiam,
Napiszę, napiszę. Tylko muszę w nich trochę pobiegać 🙂