ŻTC Żyradów w Biegu – po „puchar z ziemniaka”

W rodzinnym Żyrardowie. Tuż pod nosem, bo kilka kilometrów od domu. Na własnych „śmieciach” i drogach które znam z treningów. Po drodze przez dwa wiadukty na których raz w tygodniu „tłukę” podbiegi. Długo się nie zastanawiałem nad startem…

REKLAMA

Starałem się też nie zastanawiać nad pogodą, bo o jeden jedyny raz za dużo sprawdziłem pogodę. Pokazywało deszcz od drugiej w nocy do dziesiątej przed południem. Nie zgadniecie o której godzinie był start?! O dziesiątej…

Idealnie! Akurat przestanie padać na bieg!

Deszczu nie ma ale i tak jest…

Wstawałem masakrycznie wolno słuchając deszczu bębniącego w parapet. Nawet jeśli przestanie padać to zapowiadał się rześki bieg. No, ale co ja mogę zrobić?! Co najwyżej odwlec wyjście z domu i czekać aż o dziesiątej przestanie padać. To akurat plus biegania „u siebie”. Na start mam jakieś 3 km. Zdążę!

Do biura zawodów dotarłem jako jeden z ostatnich. Odebrałem pakiet. Nie wiem czy dla biegaczy przewidziany był jakiś depozyt… W biurze zawodów nikt nic nie wiedział na ten temat i nie zdziwiłbym się jeśli depozytu nie było. Rzeczy zostawiłem w samochodzie znajomych i zostało mi pół godziny do startu. Akurat aby się rozgrzewać. Rozgrzewka spokojniejsza, dłuższa niż zazwyczaj i niemal do samego startu coś robiłem aby tylko się ruszać. Gdzieś w międzyczasie przestało padać, ale i tak było tak rześko, że nie chciałem marznąć zbyt długo na starcie. To mały bieg, więc mogłem się rozgrzewać przy samej linii start/meta niemal do ostatniej chwili. Tak robiłem!

ŻTC Żyrardów w Biegu - start
fot. ztc.pl

Na starcie stanęło całe 77 osób. Sporo znajomych. Sporo znajomych znajomych. Siema z tym. Żółwik z tamtą. Na pytanie o założenia przedstartowe mówiłem, że planuję tempo 4’20-4’30. Prawdę mówiąc myślałem bardziej o 4’20…

Wystartowaliśmy. Pierwszy kilometr tradycyjnie z myślą „aby nie przestrzelić, aby nie przestrzelić” bo przeszarżowanie na pierwszym kilometrze może się źle skończyć. Choć się pilnowałem to i tak zrobiłem go w 4:13 i ukuła mnie myśl, że jednak kapkę za szybko. No nic. Nie cofnę…

Od drugiego kilometra lekko zwolniłem i złapałem się z dwoma innymi biegaczami. Wyszło to bardzo naturalnie i razem lecieliśmy kolejne kilometry. Raz obok siebie, raz jeden za drugim. Trzymaliśmy się mniej więcej 4’20/km więc było bardzo spoko. Biegło się też całkiem spoko bo trasa po deszczu była w dobrym stanie. Jakieś kałuże oczywiście były, ale trasa prowadziła na tyle dobrymi drogami i ulicami (i kawałkiem chodnika), że niemal wszystko spłynęło na boki. Biegacze dystansu 5 km nie mieli tyle szczęścia. Cześć trasy prowadziła lasem, a jak znam las to było „mokro”…

ŻTC Żyrardów w Biegu - półmetek
fot. ztc.pl

Bez wiaduktów byłoby prościej

Do wiaduktu na szóstym kilometrze szło nam we trzem całkiem dobrze, ale właśnie tam wszytko się rozsypało. Znam ten wiadukt jak własną kieszeń, ale dziś nie byłem w stanie utrzymać tempa chłopaków na podbiegu i zacząłem delikatnie zostawać w tyle. Tak jak do wiaduktu było wszystko ok, tak wiadukt sprawił, że zostałem. Za mną też nie było nikogo i zostałem sam. Sam musiałem to dowieźć do końca. Pocierpiałem więc całe dwa kilometry pomiędzy jednym wiaduktem a drugim (ten drugi – na ósmym kilometrze to tak naprawdę to ten sam, ale biegliśmy w przeciwną stronę) i dopiero po drugim zbiegu jak poczułem metę to wróciłem do swojego normalnego rytmu i tempa.

Ostatni kilometr to długa prosta. Dziewięćset metrów a z jej końca widać już dmuchańca ma mecie. To tam! Nie wiem czemu, ale to zawsze na mnie dobrze działa. Taki ostatni długi prosty kilometr sprawia, że chce mi się na niej być bardziej!

Więc chciałem na tyle bardzo, że ostatni kilometr pobiegłem jeszcze szybciej niż pierwszy i na mecie zameldowałem się w czasie 43:25. Przyzwoitym, takim z którego jestem zadowolony, choć brakowało mi trochę obiegania na zawodach. Właściwie od Biegu Niepodległości w listopadzie 2019 roku nie biegałem tak szybko na tak długim dystansie. Trochę brakowało wyczucia ile mogę, ile nie mogę, jak bardzo mogę docisnąć. Zawody to zupełnie inne bieganie niż trening.

ŻTC Żyrardów w Biegu - meta
fot. ztc.pl

Fajnie było tego mocniejszego tempa znów spróbować. Tym bardziej na swoich śmieciach i na swoim wiadukcie. Bez wiaduktów jestem pewny, że wynik byłby lepszy bo dały mi w kość na tym szóstym i ósmym kilometrze. Ale i tak było bardzo sympatycznie. Bo u siebie.

Jest jeszcze taki mój malutki, bardzo nieoficjalny sukcesik. Wiem, że bieg był z kategorii tych małych (w sumie to innych na razie nie ma) ale gdyby stworzyć kategorię najszybszych Żyrardowian na 10 kilometrów to byłbym trzeci.

Zrobię sobie „puchar z ziemniaka”.

REKLAMA

2 thoughts on “ŻTC Żyradów w Biegu – po „puchar z ziemniaka”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *