Hoka Carbon X – test ostateczny

Po dwóch i pół roku użytkowania but ten wszedł do mojego topu wszech czasów butów biegowych. Okazał się wystarczająco lekki bym mógł w nim biegać każdy trening i wystarczająco dynamiczny, by nawet na zawodach dał mi coś od siebie. Wreszcie wystarczająco wytrzymały jak na tak delikatną konstrukcję. Ale przyszedł na niego czas…

REKLAMA

W założeniu Carbon X jest butem treningowo-startowym i można przyjąć, że tak go głównie użytkowałem. Raczej nie zabierałem go na rozbiegania. Nie przypominam sobie, abym w tym czasie robił w nim długie wybiegania, co najwyżej te krótkie, kilkukilometrowe. Przez dwa i pół roku był jedną z tych szybkich par i zabierałem go na różnej długości biegi ciągłe czy odcinki szybkościowe. Czasami mając beznadziejny dzień i ciężki trening do zrobienia robiłem go właśnie w Carbon X. Wierzyłem, że choć trochę mi pomoże.

Hoka Carbon X

Latałem w nim też na zawodach (dyszki i połówki), choć tych za dużo w ciągu ostatnich dwóch lat nie było. Gdyby było więcej to i Carbony „pociorałbym” jeszcze mocniej. Być może na emeryturę wysłałbym je wcześniej…

Sekcja cholewki

Tak są brudne (choć może na zdjęciach tego nie widać), ale to urok białych butów. Nawet nieużywane w warunkach leśnych (a Carbonów tam nie brałem) białe buty będą się brudzić. Najlepszy test? Pobiegaj w białych butach z miesiąc po suchych ulicach w słoneczne dni, a potem załóż je do nowych białych skarpet. Nie ma szans byś brudu nie zobaczył! Tak też było z Carbonami. Nie prałem ich w pralce, bo butów, w których biegam, nie piorę. Brudzą się bo w nich biegam i je używam. Jeśli ubrudzą się za bardzo to doczyszczam je pod bieżącą wodą. To wystarczy – nawet w zabrudzonych i zakurzonych butach biegało mi się tak samo dobrze jak w tych perfekcyjnie czystych.

Hoka Carbon X - cholewka

Cholewka poza brudem ma też jedną ,,usterkę”. Na prawym bucie po stronie zewnętrznej rozerwałem materiał cholewki. Zrobiłem to sam, no może z małą pomocą kostki brukowej, na której ,,zaliczyłem glebę”. Tak się niefortunnie złożyło, że akurat prawym butem pojechałem po kostce, co spowodowało jego rozerwanie. No cóż, zdarza się. Moja nieuwaga. Dobrze, że wtedy ucierpiał tylko but. Materiał okazał się natomiast na tyle mocny, że cholewka od tego miejsca nie zaczęła się rwać dalej, a więcej kilometrów przebiegałem z tą dziurą niż bez niej. W sumie to przyzwyczaiłem się do niej.

Hoka Carbon X - dziura

Poza tym więcej nic nie znajduję poza oczywistym brudem. Pewną ciekawostką wartą zauważenia jest to, że mam wrażenie, że but stosunkowo niewiele się ,,rozszedł”. Pisząc o nich pierwszy raz trochę narzekałem na sposób zakładania – przez wewnętrzny język dosyć uciążliwy, bez łyżki lub solidnego rozsznurowania buta się nie obejdzie. W momencie zakupu powiedziałbym, że trochę to się powinno ułożyć. A tu gucio! Po ponad dwóch latach nadal muszę go solidnie rozsznurowywać i cały czas dopasowanie w części środkowej jest takie jak powinno być – bardzo pewne. Cholewka, choć z pozoru delikatna, wytrzymuje dużo i nawet po czasie trzyma jak powinna.

Hoka Carbon X - po dwóch latach

Sekcja podeszwy

Na podeszwie zużycie widać najmocniej. Szczególnie na zewnętrznych krawędziach pięt gdzie dosyć mocno ,,ściachałem” piankę. Pokazuje to zużycie buta, a jednocześnie wytrzymałość podeszwy. W Carbon X brak klasycznego gumowego bieżnika, a zewnętrzna warstwa podeszwy zwana bieżnikiem pokryta jest ,,gumowaną pianką”. Siłą rzeczy jest to materiał nieco słabszy od nawet najprostszej gumy węglowej. Musi zużywać się szybciej i tak też się dzieje. U mnie to lądowanie na zewnętrznych krawędziach pięty jest dosyć mocno akcentowane i w każdych butach wygląda to podobnie. Gdyby jednak guma była bardziej wytrzymała wyglądała by lepiej, byłaby mniej starta. W Carbon X ściera się ona szybciej niż w innych modelach, co można mu wybaczyć patrząc na jego treningowo-startowe zastosowanie.

Hoka Carbon X - zużycie bieżnika

Poza piętą reszta bieżnika wytrzymała w całkiem niezłym stanie. Nie widać, aby jakieś inne miejsce oberwało równie mocno. Jeśli już mam się tutaj czegoś mocno doszukiwać to po starciu faktury podeszwy widzę, że bliżej mi do przetaczania stopy po krawędzi zewnętrznej (supinacji) niż po wewnętrznej (nadpronacji). Więcej nie widać.

Hoka Carbon X - zużycie bieżnika przód

Sama amortyzacja w Carbon X nie była z samego początku gigantyczna, ale taka też nie miała być. Są inne buty, które mają zapewniać bardzo duży poziom amortyzacji, jak choćby Bondi czy Cliftony. W Carbon X jest miękko, ale bez charakterystycznego dla ,,poduszkowców” uginania się podeszwy. Jak ja to mówię – miękko, ale nie za miękko. Dla lekkich biegaczy optymalnie i jeśli ktoś waży tak jak ja poniżej 80 kilogramów, to może śmiało go używać nawet w bardziej treningowym niż startowym charakterze. Tym bardziej, że żywotność amortyzacji oceniam dobrze. Przez sztywność i nieuginanie się podeszwy po wieluset kilometrach nie czuć w nich drastycznego spadku amortyzacji. Nie ośmielę się przewidzieć ile kilometrów w nich zrobiłem, ale ich żywotność nie jest według mnie znacząco mniejsza niż typowo treningowych klasyków pokroju Cliftona. Patrząc na wytrzymałość z perspektywy startowych butów carbonowych jest ona ponadprzeciętna.

Hoka Carbon X - zużycie pianki

Głównym ograniczeniem w długowieczności Carbon X może być właśnie zużycie/starcie podeszwy – im większa tendencja do biegania z pięty, tym żywotność tego buta będzie mniejsza. Waga biegacza ma też tutaj znaczenie, bo im mniejsza tym zużycie buta wolniejsze. Najgorsze połączenie dla Carbon X to ciężki biegacz bardzo mocno biegający z pięty. W takim przypadku bałbym się o wytrzymałość buta. W pozostałych nie. Im ktoś lżejszy i im bardziej wykorzystuje całą powierzchnię stopy, tym będzie zużywał go wolniej.

Co dalej?

Tak prezentują się moje wnioski z prawie dwóch i pół roku użytkowania Carbon X. Czas definitywnie odwiesić je na kołek tym bardziej, że następców już mam. To przede wszystkim Carbon X 2, który zachował bardzo dużo ze swojego znakomitego poprzednika. Biega się w nim bardzo podobnie – myślę, że posłuży mi nie gorzej niż pierwsza wersja, ale sentyment do ,,jedynek” i tak będę miał zawsze. Bardzo podobnym butem w ofercie Hoki jest też model Mach – co prawda brak mu carbonu, ale po pierwszych treningach czuję, że odpowiednia lekkość w nim jest.

REKLAMA

2 komentarze do “Hoka Carbon X – test ostateczny

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *