Transcend zawsze był butem w cieniu takich modeli jak Ghost, Adrenaline, Glycerine czy Cascadia. Miał jednak coś czego żaden z tych modeli nie posiada. To połączenie maksymalnej amortyzacji oraz stabilizacji. To but Brooksa dla tych najcięższych, biegających najwięcej i szukających zarówno maksimum amortyzacji jak i stabilizacji.
Odebrałem medal za CityTrail 2019/2020. Teraz żałuję, że nie pobiegłem w ostatnim, szóstym biegu tego cyklu, ale to był jeszcze ten czas kiedy „szedłem” planem do półmaratonu w Gdyni. Gdyby człowiek wiedział… To pewnie bym pobiegł. Pięć biegów z sześciu także daje mi miejsce w klasyfikacji generalnej cyklu i prawo do odebrania medalu. Medalu szczególnego bo w obecnej sytuacji nikt nie wie kiedy wystartuje w następnych zawodach.
Są takie modele, że w pierwszej chwili ciężko je ugryźć. Najlepiej amortyzowanym, najbardziej miękkim butem New Balance jest 1080. Zapewniającym najlepszą stabilizację jest aktualnie model 860. Tutaj natomiast dostajemy „More”, czyli „więcej”. Czego więcej znajdziemy w tym bucie? Czy może zaoferować jeszcze więcej amortyzacji od modelu 1080?
Który but do biegania ma najwięcej amortyzacji? Ciężko odpowiedzieć jednoznacznie mając do wyboru Hokę Bondi, Asicsa Nimbusa, adidasy Ultraboosty i Brooksy Glyceriny. Amortyzacja jest porównywalna, ale trzeba być bardzo ślepym żeby nie widzieć, że to właśnie Bondi ma najwięcej „mięcha” pod spodem.
Z tegorocznych wiosennych nowości od Asics jest to nowość na pierwszy rzut oka najbardziej kontrowersyjna w swojej konstrukcji. Pod spodem duża ilość pianki zwiastuje co najmniej bardzo dobrą amortyzację. Nazwa Novablast to zapowiedź oddawania energii i dynamiki. Waga? Jak na ilości pianki pod stopą, niziutka.
Zaczęło się od Asics MetaRide, potem był GlideRide aż dotarliśmy do EvoRide. Co łączy te trzy modele? Przede wszystkim wyprofilowanie podeszwy mające dodawać im dynamiki i płynnego przetoczenia. Ale także to, że wszystkie z nich mimo swojego dynamicznego profilu są butami raczej treningowymi.
Sam już nie wiem czy wśród klasyków butów biegowych jest szybciej ewolujący but niż 1080 z New Balance. Pamiętam jego edycje oznaczone numerami cztery czy pięć. Z aktualną nowością oznaczoną liczbą dziesięć mają wspólny tylko symbol – 1080. A co się zmieniło?
Przez bite dziesięć lat na pytanie o to jakie słuchawki polecam odpowiadałem tak samo. Mówiłem, że w swoim życiu zrobiłem ponad 20 tysięcy kilometrów z czego ze słuchawkami jakieś 10, no może 15. Nie jestem osobą która cokolwiek może powiedzieć o słuchawkach biegowych. I to miało się nie zmienić. A przynajmniej tak twierdziłem do początku marca…
Szeroka podstawa i absurdalnie poszerzona pięta mają sprawiać, że jest to but o ponadprzeciętnej, stabilności pod piętą. Jego przeznaczeniem są trailowe zbiegi gdzie taka monstrualnie rozpłaszczona podeszwa ma dawać najwięcej. A co z podbiegami? Co z bieganiem po płaskim?
O nowym adidas SL20 można przeczytać, że „to but dla każdego tempa dla wszystkich, którzy chcą być szybcy”. Sam jednak mam pewne wątpliwości czy jest to but bardziej treningowy czy treningowo-startowy. Bliżej mu jednak do Bostona, ale… Gdybym szukał szybkiego buta wybrałbym jednak Bostona.
Co można nazwać aktualnie wiodącą technologią w butach biegowych Saucony? To trudne pytanie. Jeszcze niedawno taką technologią był system ISO, zapewniający za pomocą żeberek dopasowanie do stopy, lecz najnowsze buty Saucony są go pozbawione. Cały czas taką technologią jest pianka zbudowana na bazie kapsułkowego TPU.
Na pierwszy rzut oka mamy tu niewiele więcej niż w „zwykłym” Carbon X. Ot ta sama pianka z taką samą zatopioną w środku płytką z włókna węglowego. Niemniej jednak nie trzeba mieć sokolego wzroku aby zobaczyć, że jest to coś jeszcze bardziej „wycieniowanego” od klasycznego Carbon X.
Dla jednych nie jest to nowość, a inni być może tej funkcji nie znają – mapy ciepła (Heat Map) dla poszczególnych aktywności. W tym przypadku biegania, choć są też inne. Zasada jest prosta. Im więcej osób przebiega daną ścieżką tym ścieżka ta staje się mocniejszą „krechą”. Im mniej biegaczy tym „krecha” jest słabsza.
New Balance i teren? Jak dotychczas wychodziło to różnie. Widząc w pierwszej chwili nowe Hierro zobaczyłem buta lifestylowego. Wizualnie bardziej pasuje do nadwiślańskich bulwarów niż w trudny teren. Ale im bardziej mu się przyglądałem tym okazywał się bardziej interesujący.
Stara dobra Noosa wróciła. Nie żebym był przeciwnikiem Noosy FF, ale brakowało mi tych wszystkich odjechanych barw znanych z dawnych edycji Asicsa Tri Noosy. Te wszystkie róże, żółcie, pomarańcze i błękity. Noosa to niskoprofilowy but treningowo-startowy ale nie to jest ważne. Kiedyś kupowało się ją oczami i znów będziemy to robić.
Wszyscy szukamy idealnych butów do biegania. Takich które wkładamy stopę pierwszy raz i mamy wrażenie, że jakieś małe rączki w nocy zrobiły odlew stopy i na jej bazie stworzyły buty. Takie w których już od pierwszej chwili jest wszystko tam gdzie trzeba. Takich w których od pierwszej chwili mówimy WOW!
Znacie Epic React? Jeśli tak to dołóżcie do niego więcej pianki pod śródstopiem i piętą tak aby zyskać jeszcze szczyptę amortyzacji. Dołóżcie więcej stabilności w części tylnej i środkowej. Powiększcie toebox i zwiększcie ilość luzu na palce. Przemalujcie go na biało i otrzymacie „nieskończoność”, czyli Infinity.
Adrenalina to jeden z klasyków od Brooksa. Przez wiele lat but łączący bardzo dobrą amortyzację ze stabilizacją w klasycznej formie. Amortyzacja cały czas w tym bucie pozostała. Natomiast stabilizacja się zmienia – z klasycznego „klocka” na bardziej uniwersalną szynę GuideRail.