Solarboost nadal jest bardzo dobrze amortyzowanym butem na twardą nawierzchnię. To się nie zmieniło. Kiedy jednak patrzę na niego i zakładam go na stopy to mam nieodparte wrażenie, że z dawnych „solarów” została tylko nazwa i… pianka boost. Jeśli przyzwyczailiście się i polubiliście Solarboosty to czeka Was całkiem niemałe zaskoczenie.
Połącz wysoką amortyzację z głębokim bieżnikiem. Co ci z tego wyjdzie? Mafate! Szczególnie w wersji EVO – lżejszej, bardziej zaawansowanej i teoretycznie szybszej od swojego klasycznego odpowiednika. To but niemal w każdy trudny teren i na niemal każdy górski dystans.
Endomondo w swoim szczytowym okresie popularności było wręcz synonimem biegania z telefonem. Memy typu „Trening bez Endomondo się nie liczy”, „nie włączyłeś Endomondo to nie biegałeś” były na porządku dziennym. I Ci co korzystali z tej platformy musieli im przyznać trochę racji. Teraz pewna epoka się kończy. Endomondo zrobiło swoje i znika. Dlaczego?
Aeropex to już drugie (po Xtrainerz) słuchawki biegowe od Aftershokz w których biegam. Niezmiennie jestem zachwycony pomysłem z przewodnictwem kostnym. Niezmiennie potrafię w nich chodzić i biegać godzinami i zapomnieć o ich istnieniu. Co prawda, w przeciwieństwie do Xtrainerzów nie mają „trybu pływackiego” ale za to nadrabiają innymi zaletami.
Ostatnio sporo siedziałem w swoich treningowych tabelkach. Podsumowania, jakieś analizy. Coś trzeba było robić na roztrenowaniu. Danych, które na pojedynczym treningu zbiera mój zegarek jest milion. Danych, które zbieram od zawsze to tylko te najważniejsze – kilometry (kto z biegających ich nie zbiera?!), czas treningu i…
Zazwyczaj listopadowy Bieg Niepodległości był dla wielu symbolem końca sezonu. Można było rozpocząć roztrenowanie. Można było pisać podsumowania. Ten rok jest inny. W tym roku ledwo udało się „uciułać” pięć medali. A i tak jest to „ciułanie” lekko naciągane. Bo jedne zawody zostały całkowicie odwołane. W jednych startowałem dwukrotnie, ale nie byłem klasyfikowany w klasyfikacji generalnej.
Rincon rymuje się z Clifton, a to nie jedyna cecha wspólna. Hoka Rincon 2 to również asfaltowa treningówka, ale lżejsza i przez zmienioną geometrię podeszwy, nieco szybsza. Mówią, że to jedna z najbardziej uniwersalnych Hok na asfalt. Ja bym postawił ją tuż obok Cliftonów.
Ultraboost WINTER.RDY to kolejne wcielenie Ultraboostów. W tym przypadku jest to „Ultraboost na zimę”. Z wodoodporną cholewka, głębiej żłobionym bieżnikiem i nadal z bardzo dużą ilością amortyzacji. Wszak asfalt zimą wcale nie jest bardziej miękki. A wodoodpornych butów na asfalt o takiej amortyzacji nie ma zbyt wiele.
adidas Adios Pro – godny konkurent Nike Vaporfly’a i Alphafly’a. Z zupełnie innym podejściem do karbonu, ale z tą samą chrapką na rekordy w maratonie. Jak działa? Czy faktycznie jest tak szybki? Czy brak bieżnika nie sprawia, że na pierwszej nawrotce grawitacja brutalnie ściąga cię na ziemię? Gdybym wymarzył sobie idealny test dla Adiosów to byłby to maraton ze średnią 3’24/km.
Butem numer jeden jest i póki co będzie Alphafly Next%. Nie bez kozery nazywany najszybszym butem świata i najbardziej zaawansowanym butem startowym. Ma wszystko poza wytrzymałością. Tempo Next% jest od niego cięższy, ale żywotność ma normalną. Nie „siądzie” po 200 czy 300 kilometrach. A dynamikę pod śródstopiem zapewnia bardzo podobną.
Patrząc na ofertę butów On to jeden z najlepiej amortyzowanych butów tego szwajcarskiego producenta. Miękki, szeroki. Typowy dobrze amortyzowany kapeć do spokojnych treningów. Może to nawet alternatywa dla Ultraboostow, Nimbusów czy Glycerin? Czy aby na pewno?!
Są takie buty, których lepiej nie zmieniać. W marce Hoka jest to na przykład model Clifton. Odkąd znam tą linię butów to ewoluuje sobie powoli i właściwie nie czuję na stopie większej różnicy pomiędzy staruszkiem Cliftonem 4 a „nówką sztuką” czyli Cliftonem 7. Jest miękko, czuję fajny profil i bardzo dużo komfortu.
Tych „crossów” w swojej ofercie Salomon ma znacznie więcej, bo jest jeszcze chociażby Alphacross, Spikecross czy Cross Pro. Ale zostawmy je. Skupmy się na tej trójce. Dlaczego? Chociażby dlatego, że każdy z nich znam także z praktyki. W każdym już zdążyłem się pobabrać w błocie.
– Dzień dobry, kurier, mam dla pana przesyłkę! – Nie ma mnie w domu. Proszę zostawić pod czwórką!
– Ok. Mogę też panu zostawić ją w punkcie na Okrzei lub 1 Maja. – Jeśli można to na Okrzei. Mam bardziej po drodze. Tak w tym roku wyglądało odebranie pakietu startowego z Półmaratonu w Gdyni.
To chyba już ostatnia karbonowa premiera w tym roku w Sklepie Biegacza. Zanim przyjechała zaliczyła rekord świata kobiet w półmaratonie. Nie zrobiła aż takiego zamieszania jak Nike Alphafly Next% i Vaporfly Next%, ale to bezpośredni i godny rywal dla obu tych butów.
Tym razem nie tysiąc, a pięć tysięcy metrów – tym razem z takim dystansem przyszło mi się zmierzyć podczas cyklu Warsaw Track Cup. To było dwanaście i pół koła równego i mocnego biegania. Okraszonego solidną, nieco niespodziewaną, ale wypracowaną życiówką. Było pięknie!
TWO przez większość osób jest odczytywane po prostu jako angielskie „two”, czyli „dwa”. A to wcale nie jest „dwa” i w całej linii butów TWO jest dużo więcej niż dwa modele. Prawdę mówiąc cała linia TWO to bardzo szeroka grupa butów. Choć mogą być na pierwszy rzut oka bardzo podobne, różnią się między sobą zarówno podeszwą jak i cholewką.
Nike Alphafly Next% – następna ewolucja „najszybszego buta świata” i krok dalej w stosunku do Vaporfly Next%. W nazwie dużo iksów i procentów, ale but robi genialną robotę. Jeśli Vaporfly był piekielnie szybki to nie wiem co napisać o Alphafly… Z resztą ja jestem o milion klas za wolnym leszczem aby z tego buta wyciągnąć co najlepsze.