Jak ten czas leci. Dokładnie 9 lat temu blog po raz pierwszy (wtedy jako pawelbiega.wordpress.com) ujrzał światło dzienne. Kto by wtedy pomyślał, że to tak daleko zajdzie. Że z niewinnego bloga, który powstał z chaotycznych zapisków prowadzonych przed moim pierwszym maratonem, stanie się punktem obowiązkowym dla osób szukających nowych butów biegowych.
Dwa razy to powiedziałem przed kamerą – w butach biegowych 2020 to będzie rok karbonu. To było w styczniu, może w lutym. A potem koronawirus wyciągnął wtyczkę i na rynku biegowym zgasło światło. Mimo wszystko jednak rok karbonu trwa, choć nie z taką pompą jak można było się spodziewać.
Znowu React?! Ile już tych reactów? Był Epic, Odyssey, Phantom. Wiosną pojawił się Infinity. Teraz pojawia się Nike React Miler i wraz z nim dostajemy kolejny już bardzo dobrze amortyzowany but treningowy o uniwersalnym przeznaczeniu. Czym się różni od poprzednich reactów? Kiedy warto postawić na Milera? Co się w nim kryje?
Po kilku latach kiedy Saucony Triumph stał się Triuphem ISO wracamy do klasyki i starego nazewnictwa. Wracamy też do jeszcze większego postawienia wszystkiego na amortyzację i komfort. Pianek i amortyzacji w podeszwie już na pierwszy rzut oka jest więcej. Miękkości w cholewce także. Nowe Triumphy to krok w dobrą stronę.
Ostatnie dwa miesiące nie były łatwe. Biegać, nie biegać? Będą zawody? Nie będzie zawodów? Właściwie każdego dnia zaczynałem pisać o tym na nowo i prawdopodobnie za miesiąc wszystko co napisałem będzie już nieaktualne. Można to ująć w jakże okrągłym zwrocie – sytuacja jest dynamiczna.
Nie jest wielką tajemnicą, że lubię Hokę nie tylko w postaci Carbon X’ów. Na przestrzeni ostatnich kilku lat liznąłem właściwie Hokę z każdej możliwej kategorii: terenowej, asfaltowej i startowej. Cały czas lubię tą specyfikę, dobrze się w niej czuję i do niej wracam biegając w Hokach kolejne treningi.
No dobra, kto słyszał o butach do biegania Diadory? Pewnie niewielu z Was i w sumie ja też słyszałem niewiele. Ale jeśli już mogłem mieć przyjemność wejść w posiadanie pary Diadory to wybrałem buta o dźwięcznej nazwie Mythos Fly. Dlaczego? Bo to taki ich klasyk – uniwersalny i dobrze amortyzowany but treningowy.
Wildhorse to jeden z dwóch głównych (potem dołączył jeszcze Pegasus Trail) butów terenowych od Nike. W szóstej edycji to właściwie zupełnie inny but niż ten w edycji piątej. I zmiany widać nie tylko patrząc na numerek w nazwie… Z nazwy zniknął też ZOOM. Nieprzypadkowo…
Jak to jest właściwie z tą stabilizacją? Jakiś czas temu producenci stosowali różne sztuczki i zabiegi aby ograniczyć nadpronację i tak powstały buty ze stabilizacją – buty dla pronatorów. W ostatnim czasie trend ten zaczyna się odwracać. Nie ma podstaw do stwierdzenia, że coraz większa stabilizacja ogranicza ryzyko kontuzji a sama stabilizacja przybiera coraz bardziej uniwersalne formy.
Transcend zawsze był butem w cieniu takich modeli jak Ghost, Adrenaline, Glycerine czy Cascadia. Miał jednak coś czego żaden z tych modeli nie posiada. To połączenie maksymalnej amortyzacji oraz stabilizacji. To but Brooksa dla tych najcięższych, biegających najwięcej i szukających zarówno maksimum amortyzacji jak i stabilizacji.
Odebrałem medal za CityTrail 2019/2020. Teraz żałuję, że nie pobiegłem w ostatnim, szóstym biegu tego cyklu, ale to był jeszcze ten czas kiedy „szedłem” planem do półmaratonu w Gdyni. Gdyby człowiek wiedział… To pewnie bym pobiegł. Pięć biegów z sześciu także daje mi miejsce w klasyfikacji generalnej cyklu i prawo do odebrania medalu. Medalu szczególnego bo w obecnej sytuacji nikt nie wie kiedy wystartuje w następnych zawodach.
Są takie modele, że w pierwszej chwili ciężko je ugryźć. Najlepiej amortyzowanym, najbardziej miękkim butem New Balance jest 1080. Zapewniającym najlepszą stabilizację jest aktualnie model 860. Tutaj natomiast dostajemy „More”, czyli „więcej”. Czego więcej znajdziemy w tym bucie? Czy może zaoferować jeszcze więcej amortyzacji od modelu 1080?
Który but do biegania ma najwięcej amortyzacji? Ciężko odpowiedzieć jednoznacznie mając do wyboru Hokę Bondi, Asicsa Nimbusa, adidasy Ultraboosty i Brooksy Glyceriny. Amortyzacja jest porównywalna, ale trzeba być bardzo ślepym żeby nie widzieć, że to właśnie Bondi ma najwięcej „mięcha” pod spodem.
Z tegorocznych wiosennych nowości od Asics jest to nowość na pierwszy rzut oka najbardziej kontrowersyjna w swojej konstrukcji. Pod spodem duża ilość pianki zwiastuje co najmniej bardzo dobrą amortyzację. Nazwa Novablast to zapowiedź oddawania energii i dynamiki. Waga? Jak na ilości pianki pod stopą, niziutka.
Zaczęło się od Asics MetaRide, potem był GlideRide aż dotarliśmy do EvoRide. Co łączy te trzy modele? Przede wszystkim wyprofilowanie podeszwy mające dodawać im dynamiki i płynnego przetoczenia. Ale także to, że wszystkie z nich mimo swojego dynamicznego profilu są butami raczej treningowymi.
Sam już nie wiem czy wśród klasyków butów biegowych jest szybciej ewolujący but niż 1080 z New Balance. Pamiętam jego edycje oznaczone numerami cztery czy pięć. Z aktualną nowością oznaczoną liczbą dziesięć mają wspólny tylko symbol – 1080. A co się zmieniło?
Przez bite dziesięć lat na pytanie o to jakie słuchawki polecam odpowiadałem tak samo. Mówiłem, że w swoim życiu zrobiłem ponad 20 tysięcy kilometrów z czego ze słuchawkami jakieś 10, no może 15. Nie jestem osobą która cokolwiek może powiedzieć o słuchawkach biegowych. I to miało się nie zmienić. A przynajmniej tak twierdziłem do początku marca…
Szeroka podstawa i absurdalnie poszerzona pięta mają sprawiać, że jest to but o ponadprzeciętnej, stabilności pod piętą. Jego przeznaczeniem są trailowe zbiegi gdzie taka monstrualnie rozpłaszczona podeszwa ma dawać najwięcej. A co z podbiegami? Co z bieganiem po płaskim?